wtorek, 11 marca 2014

Hurricane-rozdział 1

SooMi
           Jak zwykle rano musiałam wstać, bo wiadomo-szkoła. Tym razem jednak wybitnie mi się nie chciało, czemu ja muszę mieć na ósmą? Czemu nie na dziesiątą? System nauczania jest okrutny dla biednych uczniów. Usiadłam na łóżku, przykrywając ramiona kołdrą. Spaaaać. Posiedziałam tak przez chwilę, próbując się domyślić, dlaczego nie dość, że zaczynamy tak wcześnie, to pierwsza jest matma? To na serio jest okrutne, oni nas torturują. Wstałam i podeszłam do lustra.
-Tragedia.-powiedziałam do siebie widząc tą zaspaną, roztrzepaną postać, która teoretycznie była mną. Podeszłam do szafki i otworzyłam ją, boże, ale burdel. Nie mam czasu tu sprzątać. Wyjęłam jasne szorty, luźną bluzkę z logiem batmana i czystą bieliznę. Ubrałam się, założyłam rzemyki na rękę i czarne kolczyki, po czym zabrałam się za włosy. Układanie nie zajęło mi długo, przyodziałam jeszcze dwie, cienkie opaski-jedną białą, drugą czarną. Zrobiłam makijaż, jak zawsze cienkie kreski eyelinerem skierowane w dół. Zelo mi ciągle mówi, że mogłabym zostać ulzzang, ale ja nie chcę.
          Byłam już w szkole, jak zawsze siedziałam z Junhongiem, zleciały nam trzy z sześciu lekcji kiedy dostałam sms'a. Od mamy.
-Przepraszam Junhong, zaraz wracam.-powiedziałam i odwróciłam się. Przeczytałam wiadomość i zdębiałam, a moje oczy się zeszkliły. Przykryłam ręką usta i poczułam czyjąś dłoń na ramieniu.
-Coś się stało?-usłyszałam znajomy mi głos, ale to nie był Zelo, tylko Uppie. Podniosłam na niego smutne oczy.
-Moja ciocia i wujek nie żyją.-powiedziałam i przytuliłam się do niego. Zelo chyba kiedy to usłyszał równie się zdziwił, bo też podszedł i mnie przytulił.-Chwila, przecież, Minhye, co z nią?-spytałam szeptem samą siebie, po czym spytałam o to mamę w sms'sie. Odpowiedziała, że po pogrzebie chce się przeprowadzić do nas. Szczerze to był jeden z przyjemniejszych aspektów tej tragedii. Mama zwolniła mnie z reszty lekcji, więc wróciłam do domu. Po drodze uświadomiłam sobie dwie rzeczy: po pierwsze-lecimy do La, a po drugie-co ja włożę na ten pogrzeb? Nie mam czarnych ubrań! Coś się wymyśli.
           Następnego dnia mieliśmy lecieć, więc musiałam się spakować, o dziwo znalazłam w szafie czarne spodnie, bluzkę, zakolanówki i nawet sukienkę! Spakowałam się do małej walizki, bo leciałyśmy na około tydzień. Z rana wsiadłyśmy z mamą do samolotu do LA, nie lubię latać, to takie dziwne uczucie.



***


MinHye
          Wszystko było ładnie i cudownie, no za wyjątkiem tego, że dostałam pizdę z matmy... kolejną, dopóki nie poszłam do domu. W mieszkaniu zamiast mamusi czekającej z obiadem zastałam kogo? Policjantów, którzy w dodatku poinformowali mnie, że moi rodzice zginęli w wypadku. Załamało mnie to, rozpłakałam się i zadzwoniłam do cioci. Przecież sama sobie nie poradzę, szybko podjęłam decyzję, że zamieszkam z nimi w Korei, bo co mnie trzyma w LA? Ciocia przyjechała na następny dzień razem z moją kuzynką-Soomi. Pomogłam im się rozpakować. Zostają na tydzień, okej. Po tym czasie jadę z nimi do Korei.
          Moja kuzynka jest trochę przerażająca... Tyle kolorów, co ona ma na sobie, to ja w życiu nie widziałam, ona jest straszna. Będę się musiała przyzwyczaić, bo w końcu będę z nią mieszkać. Ciekawe czy jeszcze zrozumiem co do mnie ludzie mówią, ale mniejsza o to.
          Następnego dnia był pogrzeb. Aż mnie zdziwiło, że Soomi ma w szafie cokolwiek czarnego, a tym bardziej, że jest to sukienka... Ja z resztą nie byłam lepsza, nie ubieram się aż tak kolorowo jak Soomi, ale jednak niewiele mam czarnych rzeczy. Po ceremonii poszłyśmy do, od niedawna już tylko mojego, mieszkania. Miałam tam spędzić jeszcze niecały tydzień, to lepiej, bo wszystko tam w LA przypominało mi rodziców i podczas żałoby było mi jeszcze smutniej.
          Ostatniego dnia, przy obiedzie rozmawiałam sobie z Soomi o tym, jak teraz wygląda Seoul. Najwidoczniej nic się nie zmieniło.
-Tak w ogóle to wiesz z kim chodzę do klasy?-powiedziała biorąc do ręki to dziwne, kurczakopodobne coś z KFC, które miałyśmy na obiad. No co? Nikomu nie chciało się gotować, a ten fast food miałam pod domem.
-No, z kim?-spytałam biorąc trzy frytki do ust.
-Z Junhong'iem z B.A.P!-odpowiedziała. Prawie wyplułam to co przed chwilą wzięłam miałam w buzi. Z kim?!
-Pierdolisz.-wydukałam z niedowierzaniem.
-Nie mam kogo. -odpowiedziała i się uśmiechnęła.
-Jak to nie masz kogo? A Zelo, to co?-mrugnęłam do niej i wyszczerzyłam kły. Ona pokazała mi język.
-Tsa, chciałabyś, co? Ale padniesz jak ci powiem z kim TY będziesz chodzić do klasy!-odparła zadziwiająco wesoło.
-No z kim?-spytałam zniecierpliwiona, ciekawe kto mi się trafił...
-Z Uppiem!-nie no, to mnie rozjebało. Nie dość, że będę chodzić z jedną trzecią B.A.P do szkoły to z Jongup'em do klasy. Nie wierzę, jestem tak rozanielona, że to gówno z KFC zaczęło mi bardziej niż zwykle smakować. Dobra, dzisiaj wylatujemy, więc trzeba się spakować.


***


SooMi
           Przez ten tydzień było mi trochę szkoda Minhye, ale zadziwiająco dobrze sobie z tym poradziła. Ostatniego dnia nawet się pośmiałyśmy... A potem musiałyśmy z mamą pomóc jej spakować cały dom... No, prawie cały, bo resztę prześle mój tata. W samolocie, nie powiem, było wesoło. Stewardessy musiały nas uspokajać co 20 minut. W końcu dawno się nie widziałyśmy. Gdy wysiadałyśmy z samolotu wręcz widziałam nad nimi tą aurę ulgi, one tym normalnie zalatywały... Jesteśmy aż tak nieznośne gdy się spotkamy?
-Junhong!-wykrzyknęłam gdy wyszłyśmy przed budynek a ja zobaczyłam tam przyjaciela. Podbiegłam i się do niego przykleiłam. Obok stał JongUp, jego też przytuliłam... Lubię to. Zerknęłam w stronę kuzynki, stała jak wryta, a jej oczy wyglądały jakby coś ćpała. Ja rozumiem-Uppie i Zelo to nasi idole, te sprawy, ale Minhye musi się przyzwyczaić. Puściłam chłopaków i podeszłam do dziewczyny, pociągnęłam ją za rękę i "na chama" przyciągnęłam do chłopaków.
-Jongup, Junhong to jest Minhye,moja kuzynka.-przedstawiłam ją. Tylko im pomachała, jaka ona nieśmiała.
-Annyeong.-powiedzieli chórem. Zelo z powrotem mnie przytulił, on się czasami zachowuje jak miś koala, ale to jest urocze.
-Wsiadajcie.-rzucił Jongup i wskazał na auto. Mogłybyśmy pojechać autobusem, ale Uppie nie pozwala sobie odmawiać. Zmusiłam więc krewną, żeby wsiadła do samochodu. Był to szary Mustang Shelby z dwoma czarnymi pasami. Właściwie to należał on do Yongguka, ale kto by się tym przejmował? Jego wnętrze tak szczerze bardziej mi się podobało niż karoseria. Widziałam, że Minhye jest spięta. Przywyknie, nie ma wyjścia.
           Zajechaliśmy do domu. Mama jechała... czymś, co wyglądało jak trochę większa multipla, z rzeczami Min na pokładzie. Zelo i Jongup pomogli nam to wszystko przetransportować na dziesiąte piętro.
-Dzięki chłopaki.-powiedziałam jak już skończyli, musieli się nieźle namęczyć.-Chcecie coś do picia?-spytałam i zaprosiłam ich do środka. Oboje poprosili o to samo-colę. Czasami mnie przeraża to, jak oni są zgodni. Przyniosłam to o co prosili, a po chwili weszła Mihye z moją mamą i ostatnim kartonem. Wskazałam kuzynce jej pokój.-Pomóc ci?-zapytałam, w końcu dziewczyna musi się rozpakować.
-Na razie nie, jak będę Cię potrzebować to powiem.-odpowiedziała, uśmiechnęła się i odeszła.
          Usiadłam pomiędzy Zelo a Jongup'em i nalałam sobie coli. Junhong włączył telewizor, leciała jakaś drama. Mimo, że to typowo koreańskie serialiki, to ja ich nie lubię. Wydaja mi się po prostu dziwne, takie przesłodzone. A może twierdzę tak, bo nie pamiętam ja to jest być zakochanym? Z resztą nieważne. Był akurat moment jak chłopak wziął dziewczynę na plecy. A to zbok... To znaczy, Junhong też mnie kiedyś nosił na plecach, ale jemu akurat nie o to chodziło-stwierdził, że jestem zbyt zmęczona i o własnych siłach nie dotrę do szkolnej szafki. Co prawda byliśmy po WF-ie, ale moja kondycja ma się bardzo dobrze. Tylko, że Zelo to Zelo...
-Wyłącz, nudne to jest.-wtrącił Jongup, ten to ma wyczucie.
-Dobrze.-odparł młodszy i przełączył. Wiadomości, nuda. Bez zastanowienia przeskoczył jeszcze kilka kanałów, aż trafił na Disney Chanel. Chyba się zrozumieliśmy, bo zostawił. Z resztą zawsze oglądamy razem kreskówki... Kreatywne zajęcie dla dwojga siedemnastolatków i osiemnastolatka, ale oj tam. Siedzieliśmy tak sobie dobrą godzinę, w między czasie jedząc trzy paczki chipsów na raz. Zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Kogo niesie?-mruknął pod nosem Uppie. Wstałam i podeszłam do drzwi, po tym jak je otworzyłam od razu wszedł Yongguk. Ten to się czuje jak u siebie... z resztą mówiłam im kiedyś, że mogą się u czuć jak w domu, Gukkie się do tego stosuje. Podszedł do Uppiego i poprosił o kluczyki, bo musiał gdzieś tam jechać. Chłopak chwilę pogrzebał po kieszeniach i po chwili rzucił liderowi to o co poprosił, ten jak je złapał tak już go nie było. Normalnie "pojawiam się i znikam".  Cały Yongguk, czasami nie wierzę, że dzielę z nim nazwisko... Wróciłam do oglądania telewizji. Przed oczami mignęła mi postać kuzynki zmierzającej do kuchni, która krótko potem przyszła do nas. Nalała sobie coli, ukradła nam trochę chipsów, uśmiechnęła się i poszła. Widać było, że chłopaki nadal ją onieśmielają. Jak mówiłam-przyzwyczai się. Oni też na pewno to rozumieją. Dobrze, że jest weekend, będzie miała czas żeby trochę przywyknąć.
           Siedzieliśmy tak jeszcze godzinę, a potem poszliśmy do nich. Ja tam mogę przesiadywać całymi dniami, w końcu to tylko dwa piętra wyżej. A i tak nigdy nie mam co robić. Moje życie jest nudne, tak trochę smutek. Z całym zespołem, no bez Gukkiego, postanowiliśmy iść na miasto. Powiedziałam mamie, że będę wieczorem i wyszliśmy. Łaziliśmy sobie po mieście jedząc lody i właściwie wszystko co dało się kupić i było smaczne, gadając, czyli właściwie robiąc to co zawsze. Wróciliśmy wieczorem, ale nocowałam u chłopaków, u Channiego dokładniej. Lubię z nim spać, fajnie się go przytula, taki trochę misiek.

niedziela, 16 lutego 2014

Prolog


~~~~~~~~~~~~P R O L O G~~~~~~~~~~~~

Minhye wraz z rodzicami przeprowadza się do LA w wieku zaledwie ośmiu lat. Mieszkają tam prawie dziesięć lat. Rodzice osiemnastolatki giną w wypadku samochodowym, po poinformowaniu swojej rodziny i pogrzebie rodziców dziewczyna przeprowadza się do Seoulu-do swojej ciotki. 
Soomi musi przyzwyczaić się do nowej sytuacji, bo jak dotąd była sama a z kuzynką widywała się tylko jak jechała do ojca, do LA, bo tam pracuje. Chodzi do szkoły, do której uczęszcza także dwóch członków zespołu B.A.P, tam też idzie Minhye. Uczy się i kończy szkołę, poznaje jeden z ulubionych zespołów i po prostu żyje. 

Hurricane - postacie





~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


(o^.^)o

~Nazwisko i Imię: Bang Soomi~
~Aktualny Wiek: 17 lat~
~Data Urodzenia: 16 września 1996~
~Wzrost: 168cm~
~Waga: 49kg~




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


o(^.^o)

~Nazwisko i Imię: Lee Minhye~
~Aktualny Wiek: 18 lat~
~Data Urodzenia:  26 lipca 1995~
~Wzrost: 169cm~
~Waga: 51kg~

Rozdział 3

          Ana i Margaret miały otwierać salon. Pierwsza wstała młodsza, szybko się przygotowała i czekała aż przyjaciółka "łaskawie ruszy dupę z łóżka". Margaret co prawda wstała trochę później, lecz poszła biegać, a Ana nie zauważyła, że przyjaciółka wyszła. Wróciwszy do swojego pokoju Ret szybko się przygotowała i zeszła do Any. Gdy ta zobaczyła ostry makijaż Margaret, zrobiła dość dziwną minę.
-Więcej tapety na ryju się nie dało?-spytała i zaśmiała się. Margaret w odpowiedzi pokazała jej tylko środkowy palec lewej ręki. Szybko coś zjadły i wyszły.
-Ej, Ann.-zaczęła Mag.
-Ehem, no wal.-odpowiedziała jej.
-Ty wiesz, że zapierdalamy na nogach?-spytała.
-Popierdoliło cię?
-Ruszysz dupę, to trochę schudniesz.-wystawiła język. Dziewczyny szły spokojnym krokiem przekomarzając się przy okazji. Dotarły pod salon jako pierwsze. Ana pomogła Ret wszystko zorganizować i po pół godziny otwarły. Dzień nie zapowiadał się zbyt ciekawie.
          Chłopaki w tym czasie jeszcze spali. Byli zmęczeni, bo poprzedniej nocy prawie ich nie było.  Wrócili późno, gdyż grali koncert. Taeil obudził się pierwszy. Już od dłuższego czasu zastanawiał się nad kolczykiem. W brwi dokładniej. postanowił, że zrobi go sobie dzisiaj. Gdy wszyscy już wstali poprosił Jaehyo, żeby powiedział, gdzie pracują Ana i Margaret. Chłopak zrobił to. Taeil postanowił wybrać się do ich salonu. Gdy tam przyszedł akurat Mag stała przy ladzie.
-Cześć Taeil.-przywitała się. Uśmiechnął się.
-Piercing czy tatuaż?-spytała Mag.
-Kolczyk w brwi.-odpowiedział Taeil. Ret zaprowadziła klienta do Any.
"Ja chcę to widzieć"-pomyślała i usiadła obok Any, która się przygotowywała.
-Nie denerwuj się tak, jeszcze to spierdolisz.-powiedziała  i pokazała jej język. Ana zrobiła to samo i dodała:
-Pierdol się.-mówiły po polsku, bo przy klientach nie wypada. Taeil usiadł przed Aną, trochę trzęsły jej się ręce, ale starała się uspokoić. W końcu jeżeli źle to zrobi, to będzie mieć problem. Włożywszy rękawiczki, odkaziła miejsce na kolczyk, wzięła cienkopis, zrobiła dwie kropki, gdy ona i Taeil uznali, że są okej, wzięła szczypce, złapała skórę i w tym momencie Taeil się wzdrygnął.
-Będzie bolało?-spytał.
-Nie powinno.-uprzedziła Mag. Ana wzięła wenflon.
-Dobrze, Taeil Oppa, teraz zamknij oko i się nie ruszaj.-poprosiła Ana, przyłożyła igłę do skóry i szybko przebiła. Wyjęła igłę z rurki, wzięła wcześniej odkażony kolczyk i włożyła go w dziurę. Wyciągnęła wenflon, puściła szczypce i odkaziła ranę.
-Już.-powiedziała. Margaret uśmiechnęła się odruchowo.

 Taeil wstał, podziękował, chciał zapłacić, ale Ret stwierdziła, że to na "koszt firmy". Gdy Taeil wyszedł, Ret zaklaskała Anie i uśmiechnęła się szerzej.
-No proszę, dałaś radę. Gratulacje, nawet ci się ręce aż tak bardzo nie trzęsły.-powiedziała.
-Mag, przysięgam, że zaraz ci ten wenflon wbiję w dupę.-warknęła An zaciskając zęby i pięść.
-No to dawaj.-odpowiedziała Magie. Ana wzięła wenflon i chciała dźgnąć przyjaciółkę, ta się jednak uchyliła i Ana chybiła. Mag zrobiła kilka kroków w tył, druga za nią, nadal trzymając wenflon w ręku. Goniły się tak przez około pięć minut.
-Dobra An, koniec, bo cię zwolnię!-skończyła Ret i zabrała młodszej wenflon.
-Tak w ogóle-Magiś, ty wiesz, że mi dzisiaj robisz tatuaż, nie?-powiedziała An i głupio się uśmiechnęła.
-Okej.-stwierdziła Mag.-Ale co chcesz i gdzie?-dodała po chwili.
-Oj no mówiłam ci przecież.-odpowiedziała.
-A ty myślisz, że ja to pamiętam?-Mag wzruszyła ramionami.
-No tak, przecież ty jesteś debilem.-powiedziała, po czym wytłumaczyła przyjaciółce co ma jej wytatuować.
-No okej, zrobię ci jak wrócimy do domu.

          Dziewczyny wróciły do domu. Mag, zgodnie z obietnicą, wzięła się za tatuaż Any. Miał być to napis "Love makes me strong", który An chciała pod lewym obojczykiem. Przygotowała wszystko i usiadła na fotelu w swojej niewielkiej pracowni, w piwnicy ich domu. Właściwie piwnica dziewczyn przypominała bardziej salę do tańca, bo właściwie nią była...
-No młoda, rozbieraj się i siadaj.-stwierdziła. An usiadła i zdjęła bluzkę, Ret nałożyła kalkę w miejsce, gdzie miał być tatuaż.
-Sprawdź, czy jest okej.-powiedziała. Ana podeszła do lustra i zerknęła na swój obojczyk. Stwierdziła, że jest dobrze.
-Ej Ana, ty masz talię!-stwierdziła Mag. Ana tylko pokazała jej język.
-Przecież widzisz to co wieczór, debilu.-powiedziała i usiadła przed Mag.
-Dobra, kładź się i zaczynamy.-mruknęła pod nosem Mag i wzięła do rąk maszynkę. Włączyła ją i zbliżyła do skóry Any. Ta się wzdrygnęła.
-Nie ruszaj się, bo ci spierdolę ten tatuaż.-rzuciła Mag odsuwając maszynkę od obojczyka Any.
-Ale... Ale to będzie boleć.-jęknęła Ana.
-Pierdolisz?-odpowiedziała ironią Mag.-Nie panikuj, bo cię przykuję do tego krzesła.-dodała.
-No dobra, już.-odparła An. Mag przyłożyła maszynkę do skóry przyjaciółki i zaczęła tatuować. Cały zabieg trwał dwie godziny, po skończeniu Margaret odkaziła obojczyk Any i zawinęła go w folię spożywczą.
-Czuję się jak kanapka.-stwierdziła An.
-Debil, no debil.-Ret przyłożyła rękę do czoła.-Nie wierzę, że wytrzymałam z Tobą pięć lat.-powiedziała z rezygnacją w głosie, wstała i posprzątała po sobie.
-I tak mnie kochasz.-stwierdziła Ana i uśmiechnęła się głupio.
-Każesz mi.-wycedziła Mag. Dziewczyny wyszły z piwnicy. Margaret poszła do swojego pokoju, przebrała się w dresowe szorty i t-shirt, po czym udała do garażu. Niestety, żeby naprawić tą drobną usterkę, Mag musiała rozebrać cały silnik. W pewnym momencie zahaczyła bluzką o jakąś śrubkę, co spowodowało, że miała na koszulce spore rozdarcie, które odsłoniło jej biust.
-Nosz kurwa mać.-mruknęła do siebie podirytowana. pozbyła się odstającego kawałka materiału, odrywając go i rzucając gdzieś na bok. Wzięła się z powrotem do roboty.

          Ana w tym czasie siedziała w salonie i zastanawiała się co ze sobą zrobić. Poszła do swojego pokoju, otworzyła szafkę, chciała się przebrać i iść na spacer. W rogu garderoby stała czerwona gitara klasyczna, z różnymi naklejkami i autografem jej, Margaret oraz Jinxx'a, Jake'a i Ashleya z Black Veil Brides. Przypomniała sobie czasy Soul's Choir, byli sławni na całą Polskę i po części w Niemczech i Czechach. Ana wzięła instrument do ręki i stwierdziła, że sprawdzi czy jeszcze coś pamięta. Usiadła na kanapie w salonie i zaczęła przypominać sobie chwyty do piosenki "Unsuccessful Love", którą napisała kiedyś Margaret. Nie pamiętała wszystkiego, więc stwierdziła, że ją sobie włączy, dla przypomnienia. Zrobiła to co zamierzała, sam utwór był nadzwyczaj spokojny, grany na gitarze klasycznej. Ana wiele się od tamtego czasu nie zmieniła, podobnie z resztą jak i Mag. Wtem ktoś zapukał do drzwi. Ana zatrzymała teledysk akurat na obrazie płaczącej Margaret.

An podeszła do drzwi, otwarła je. W progu stał Yukwon.
-Cześć Ana.-przywitał się. Dziewczyna w odpowiedzi uśmiechnęła się i zaprosiła go do środka. Wzrok U-Kwon'a przykuła gitara.
-Grasz?-spytał i skinął głową w stronę instrumentu.
-Grałam.-odpowiedziała po chwili Ana i usiadła przed laptopem. Wzięła gitarę do ręki i włączyła z powrotem piosenkę i przypominała sobie chwyty. Yukwon usiadł obok i skrzywił lekko głowę patrząc na laptopa.
-Zatrzymaj.-poprosił, zrobiła to. Tym razem kadr przedstawiał Ret stojącą na środku ciemnego pola, obok niej stała Ana z gitarą a za nimi była reszta zespołu.
-Czemu ona mi przypomina Margaret?-mruknął. An zagryzła lekko wargę.
-Bo to jest Margaret, a ja stoję tutaj.-odpowiedziała i wskazała kursorem na siebie. Kwonnie był wyraźnie zaskoczony.
-Jesteście sławne?-zapytał. An pokiwała przecząco głową.
-Już nie.-odwróciła lekko głowę.
-"Już"?
-Soul's Choir się rozpadł kilka lat temu, a i tak nas znali na niewielkim terenie.
-Szkoda.-Yukwon zerknął z powrotem na monitor. An spojrzała na niego pytająco.-Z tego co słyszę, byliście nieźli. Margaret ma świetny głos, byłaś genialną gitarzystką, a reszta zespołu nie gorsza.-dodał.
-Dziękuję.-powiedziała An i uśmiechnęła się delikatnie. Piosenka się skończyła, a Ana zaczęła ją grać.
-Masz gdzieś tekst?-spytał Yukwon.
-Mag gdzieś ma, ale lepiej poszukaj w necie.-odpowiedziała An. Chłopak  poszukał i owszem-znalazł.
-Zagraj to jeszcze raz, spróbuję zaśpiewać.-zaproponował. Ana się zgodziła, wskazała Kwonniemu kiedy ma zacząć i jako-tako mu to wyszło.
-Jednak Mag śpiewa to lepiej.-powiedział i zaśmiał się cicho.
-Pamiętaj, że ona to zarówno pisała jak i komponowała. Zaśpiewasz drugi raz i będzie genialnie.-odpowiedziała.-A i tak już jest.-dodała szeptem. Zaczęli od początku.

          Mag zdążyła już rozebrać silnik do wymaganego poziomu i zabrała się za wymienianie tłoka. Nie zauważyła Zico, który właśnie wszedł i przyglądał się jej. Zaklął pod nosem i przejechał ręką po swoich włosach widząc ile odkrywa rozdarta bluzka Magie.

Ret odrzuciła włosy do tyłu i zobaczyła Jiho.
-O, siema!-przywitała się i pomachała mu. Blondyn trochę się speszył, bo widać było, że Mag się domyśliła gdzie patrzył przed chwilą.
-Cześć.-rozluźnił się i podszedł do dziewczyny.
-Co robisz?-spytał. Kiedy zorientował się jakie to drętwe i typowe pytanie zadał, strzelił się w czoło.
-Tłok mi się zjebał.-odpowiedziała spokojnie Mag, wiedząc, że Woo wcale nie jest takim drętwym ciulem, żeby zaczynać rozmowę, od "Co robisz?", albo "Co tam?".  Mag wstała i wyjęła z szuflady skręta. Włożyła go do ust i odpaliła, po czym zerknęła na Zico. Dziwnie się na nią gapił, zorientowała się o co chodzi.
-No co? To, że palę zioło nie znaczy, że jestem dziwką.-mruknęła i wypuściła dym z ust.
-Palisz zioło?-spytał lekko zakłopotany Jiho.
-A na co ci to wygląda?-odpowiedziała Mag zaciągając się i dmuchnęła w twarz chłopaka. Uśmiechnęła się.
-Chcesz?-spytała i skinęła w jego stronę ręką, w której trzymała skręta. Zico nie miał w zwyczaju palić niczego, ale tym razem dał się skusić i odebrał marihuanę od Mag. Zaciągnął się i po chwili wypuścił dym z ust.
-Nic nie czuję.-stwierdził.
-Bo za krótko trzymasz.-odpowiedziała Mag i zaciągnęła się, po czym, pociągnęła blondyna za koszulkę i zbliżyła się lekko, stanęła na palcach i wpuściła dym z swoich ust do jego. Oddaliła się trochę i zakryła Zico usta.
-Trzymaj, trzymaj.-szepnęła cicho. Po dłuższej chwili odkryła jego wargi i kazała mu wypuścić dym.-No i jak?-spytała i wyszczerzyła się.
-Zajebiście.-stwierdził Woo. Mag zaciągnęła się kilka razy i dała Zico skręta, po czym wyjęła drugiego. W całym garażu unosił się zapach zioła, a Mag i Zico siedzieli przy ścianie i śmiali się z farby na suficie.
-Dobra, muszę dokończyć składać ten motor.-rzuciła Mag próbując się podnieść. Wtem Zico pieprznął ją w łeb.
-Nie zajmuj się teraz tym, ciulu, bo spierdolisz.-wycedził. Mag wróciła na miejsce i popchnęła go, po czym usiadła mu na kolanach.
-Śmiesz we mnie wątpić, ty dresie niemyty?-spytała ironicznym głosem. Oboje zaczęli się śmiać.
-Szczerze? Tak.-odpowiedział i poczochrał jej włosy.
-Ty chuju.-fuknęła udając obrażoną i zeszła z kolan Zico.
-Oj tam, i tak mnie kochasz.-odpowiedział. Tak wyglądały ich następne dwie godziny razem. Wyszło na to, że Zico rozerwał Mag bluzkę a ona, stwierdzając, że muszą być rozebrani w tym samym stopniu, zdjęła z niego koszulkę i ją spaliła.
-Musisz częściej ze mną palić, bo jesteś zajebisty.-powiedziała Mag po tym jak oboje zeszli z haju.
-Nie zrobisz ze mnie ćpuna.-powiedział Zico.
-Nie mam zamiaru, sama nie jestem ćpunem.-odpowiedziała. Zico spojrzał na nią jak na debila.
-No co?-Mag się zaśmiała.-Mogę żyć bez zioła!-dodała. Zico wzruszył ramionami.
-Tak w ogóle to masz fajne cycki.-rzucił, wyszedł z garażu i poszedł do domu.

          -Jiho! Gdzie ty byłeś? Chodźcie tu, muszę wam coś pokazać!-krzyknął Yukwon i włączył swojego laptopa. Cały zespół zebrał się wokół niego, Kim wstukał w youtube nazwę zespołu.
-Devil's Choir?-spytał Zico i dziwnie na niego spojrzał.
-Zobaczysz o co chodzi.-odpowiedział mu Kwonnie po czym wpisał nazwę piosenki, którą grał z Aną. Włączył teledysk.-A teraz, kogo wam przypomina ta dziewczyna?-spyta i uśmiechnął się. Pierwsza scena teledysku przedstawiała cały zespół stojący na polu i zbliżenie na patrzącą w gwiazdy Margaret.
-Co?!-powiedział chórem zespół.
-No, Margaret.-odpowiedział Yukwon. Po przesłuchaniu piosenki chłopaki stwierdzili, że jest fajna.
-Od kiedy one są sławne?-spytał Kyung.
-Już nie są, były, bo zespół się rozpadł.-odpowiedział Kwonnie. Przez jakiś czas chłopaki myśleli o tym, czy dziewczyny mają zamiar do tego wrócić, po czym poszli ćwiczyć układy.

czwartek, 23 stycznia 2014

Dobranoc, aniołku - Tao (EXO)

Opowiadanie z dedykacją dla Ani ♥♥♥



          Mieszkałaś już od dłuższego czasu w Seoulu. Dokładnie drugi rok. Zaczęło ci się już nudzić to miasto, jednak nie miałaś na co narzekać. Dostałaś pracę w świetnym miejscu, co nawet ciebie bardzo dziwiło, bo miałaś w końcu tylko dziewiętnaście lat.
         Zbliżał się dzień, na który czekałaś bardzo długo - koncert twojego ulubionego zespołu, EXO. Dopiero wówczas zdołałaś znaleźć czas, więc bardzo się cieszyłaś, że będzie on już niedługo. Przez następne kilka dni myślałaś tylko o tym, ledwo dałaś radę skupić się na swojej pracy.
          Nadszedł dzień koncertu. Był to na szczęście dzień wolny, więc mogłaś poświęcić temu wydarzeniu cały swój czas. Miałaś bilet z VIP'em, więc stwierdziłaś, że musisz się dobrze prezentować. Jednak nie chciałaś wyglądać, jakbyś urwała się spod latarni, dlatego starałaś się nie przesadzić.
Wieczorem wyszłaś. Szybko dotarłaś swoim motorem pod klub, w którym odbywał się koncert. Najpierw było spotkanie z fanami posiadającymi VIP, czyli między innymi Tobą. Nie było was wiele - zaledwie jedenaście osób. Stresowałaś się. Jednak kiedy wszedł zespół, ku swemu zdziwieniu, poczułaś się rozluźniona. Przeleciałaś wzrokiem po zdenerwowanych fankach dochodząc do wniosku, że jako jedyna nie masz tej dwunastki siedzącej przed wami, za wcielenia bóstw.
          Spotkanie przebiegło szybko, odzywałaś się głównie ty, bo jako jedyna byłaś spokojna. Twoje nastawienie najwidoczniej zaintrygowało chłopaków, przynajmniej Tao, bo ten złapał cię gdy reszta już wyszła i poprosił o rozmowę.
-Zawsze jesteś taka opanowana?-spytał. Dopiero teraz twój puls lekko przyspieszył, bo wiedziałaś, że jesteś sam na sam z chłopakiem, który z EXO najbardziej ci się podobał. Starałaś jednak przyjąć do wiadomości to, że Tao jest zwykłym człowiekiem jak każdy inny, tylko jest sławny.
-Tak, to znaczy zazwyczaj. Staram się.-odpowiedziałaś spokojnie, ponownie zadziwiając samą siebie. Spojrzałaś przelotnie ciemnowłosemu w oczy, czasami jego spojrzenie trochę cię przerażało.
-Nie mam za wiele czasu, więc streszczę. Chciałbym cię poznać trochę bliżej, dasz mi swój numer?-spytał, a twoje źrenice lekko się rozszerzyły, o dziwo jednak nadal zachowałaś stoicki spokój.
-Pewnie.-odparłaś uśmiechając się. Twarz chłopaka lekko rozpromieniała widząc twój uśmiech. Wymieniliście się numerami telefonów, po czym Tao musiał już iść.
-Masz śliczny uśmiech.-powiedział i odszedł. Zarumieniłaś się lekko. Stałaś tak przez kilka sekund i poszłaś pod scenę. Inne dziewczyny trochę dziwnie na ciebie patrzyły, ale nie obchodziło cię to. Koncert zaczął się na dobre, a ty starałaś się bawić jak najlepiej mogłaś. Nawet nie zauważyłaś kiedy minęły wszystkie piosenki i ludzie zaczęli się rozchodzić, ty razem z nimi.
          Po koncercie dostałaś sms, zerknęłaś na wyświetlacz swojego smartphone'a. Wiadomość była od Tao. Jej treści brzmiała: ,,Cześć. i jak, podobał się koncert? ^^", uśmiechnęłaś się do siebie i odpisałaś słowami: ,,Bardzo i żałuję, że nie idę na następny ;-;", wysłałaś. Po chwili dostałaś odpowiedź - spytał dlaczego. Napisałaś, że nie masz czasu, bo prcujesz. Chłopak zrozumiał. Pisaliście cały wieczór, poznając się trochę, polubiłaś go nie tylko jako muzyka, ale i człowieka.
         Następnego dnia myślałaś, że to był tylko sen, dopóki nie spojrzałaś na telefon. Dostałaś od Tao wiadomość o treści: ,,Wstawaj śpiochu :p", przyszła dziesięć minut wcześniej. Odpisałaś, że już nie śpisz. Znowu zaczęliście pisać, bardzo to polubiłaś i przez to wyszłaś za późno i spóźniłabyś się do pracy. Cały czas wisiałaś nad telefonem próbując skupić się jak najbardziej na swoim zawodzie. Skończyłaś wcześniej. Spytałaś Tao, czy jest  jeszcze w Seoulu, odpowiedział, że tak. Postanowiliście się spotkać.
-Tao!-krzyknęłaś i uśmiechnęłaś się na jego widok. Przywitał cię, tuląc do siebie.
-To gdzie idziemy?-spytałaś.
-Chodź do Gucciego, mój ulubiony projektant.-odpowiedział. Zgodziłaś się, miałaś tylko jedną rzecz od Gucciego, więc pomyślałaś, że coś sobie kupisz. Siedzieliście w tym sklepie ponad dwie godziny, pochodziliście jeszcze po butikach i pod wieczór Tao odprowadził cię do domu.
-Nie musiałeś mnie przecież prowadzić pod same drzwi.-stwierdziłaś otwierając zamek.
-Wolę być pewien, że nic ci się nie stanie.-odparł.
-Wchodzisz?-zapytałaś. Powiedział, że nie ma już czasu, pożegnał się i poszedł.
          Trwało to już ponad miesiąc, a ty zaprzyjaźniłaś się z członkiem EXO. W pracy zostałaś wezwana do szefa na rozmowę. Okazało się, że kończy ci się umowa, a już mają kogoś na twoje miejsce. Zmartwiłaś się, w końcu drugi raz tak dobrej pracy nie dostaniesz. Wyżaliłaś się Tao, on w odpowiedzi napisał: ,,To zrezygnuj, z mieszkania też. Jedź do Chin, zamieszkasz ze mną ;*", zdziwiłaś się. Nie wiedziałaś czy wziąć to na poważnie, czy on tylko się droczy, ,,Ty tak serio?" napisałaś. Odpowiedział, że tak. Tydzień później już z nim mieszkałaś, na początku dziwnie się czułaś, bo to w końcu Chiny, za wyjątkiem Tao i Luhana nikogo tam nie znałaś, a porozumiewałaś się po angielsku lub w koreańskim.
          Mieszkałaś z chłopakami już dobre dwa tygodnie, gdy ci postanowili wziąć cię na imprezę. Uszykowałaś się i poszłaś do Tao i Luhana, ci już na ciebie czekali.
-Dłużej się nie dało?-rzucił żartobliwie Tao, w odpowiedzi pokazałaś mu język. Wyszliście.
          Na dyskotece świetnie się bawiłaś, można powiedzieć, że aż za dobrze, bo nieźle się upiłaś. Nie pamiętałaś nic. Rano obudziłaś się, o dziwo, w domu, ale w łóżku Tao. W bonusie on leżał obok ciebie, a ty go przytulałaś. Wystraszyłaś się trochę, lecz gdy zerknęłaś pod kołdrę odetchnęłaś z ulgą. Na szczęście oboje byliście w pełni ubrani. Nie chciałaś stracić dziewictwa po pijaku, w dodatku ze swoim przyjacielem. To znaczy, z Tao tak, po pijaku już nie, chłopak w końcu bardzo ci się podobał. Szczególnie jak spał, był taki słodki.
-Tao, wstawaj.-mruknęłaś do niego pukając w czoło. Patrzyłaś jak powoli rozchyla oczy, uśmiechnął się i poczochrał ci włosy.
-Nie pij już więcej.-stwierdził i uśmiechnął się złośliwie. Zaczęłaś mieć jakieś podejrzenia, w końcu mogłaś się ubrać, prawda?
-Tao, my chyba nie...-nie dokończyłaś, bo chłopak przyłożył ci palce do ust.
-Sama zobaczysz.-powiedział, po czym wstał.
-Tao!-fuknęłaś, teraz już naprawdę się przestraszyłaś. Wstałaś za nim i złapałaś go za rękę, trzymałaś z całej siły, zdając sobie sprawę, że jakby chciał to spokojnie by się wyrwał.
-Tao, proszę.-dodałaś jak najsłodszym głosem, na jaki było cię stać w obecnej chwili. Ciemnowłosy odwrócił się, objął cię w pasie i przytulił.
-Nie martw się, przecież bym cię nie przeleciał... Przynajmniej jak jesteś pijana.-szepnął ci do ucha, po czym puścił i odszedł. Przyłożyłaś ręce do policzków, bo czułaś, że się rumienisz. Stałaś tak przez chwilę po czym poszłaś do swojego pokoju. Zamknęłaś się na klucz i usiadłaś na łóżku. Spędziłaś jakiś czas w tej pozycji myśląc. Doszłaś do wniosku, że Tao raczej nie jest takim sukinsynem i powiedziałby ci, gdyby naprawdę coś między wami zaszło tej nocy. Wyszłaś z pokoju i usiadłaś na kanapie w salonie. Przyszedł do ciebie Kris, usadowił się obok i skierował wzrok w twoją stronę.
-Coś się stało?-spytał. Pokręciłaś przecząco głową.
-Nie, co miałoby się stać?-odpowiedziałaś, lider wzruszył lekko ramionami.
-Nie wiem, wyglądałaś na smutną.-rzucił. Uśmiechnęłaś się.
-Tak lepiej?-spytałaś, odwzajemnił uśmiech, po czym ujął cię w talii i przytulił.
-I taka masz być cały czas.-zaśmiał się i pocałował cię w czoło. Połaskotałaś go, ten odskoczył, ale zaraz postanowił się zemścić. Przygwoździł cię do kanapy i dźgnął w brzuch, pisnęłaś i szarpnęłaś się, zaczęliście się przekomarzać. Ta mała wojna trwała dobre dziesięć minut, dopóki nie dostałaś sms.
-Kris! Kris, przestań na chwilę!-uniosłaś się i wygramoliłaś spod przyjaciela. Wzięłaś telefon do ręki i przeczytałaś wiadomość i zachciało ci się płakać, przyłożyłaś dłoń do ust, a twoje oczy zeszkliły się. Po twoich policzkach zaczęły płynąć pojedyncze łzy. Sms był od twojej przyjaciółki, która mieszkała jeszcze w Polsce, treść brzmiała: ,,Unnie, przepraszam, że ci wcześniej nie powiedziałam, ale tydzień temu trafiłam do szpitala. Dokładniej to wpadłam pod ciężarówkę, miałam przeszczep, powinno być już wszystko ok, ale i tak chciałam ci o tym powiedzieć. Przepraszam jeszcze raz, że mówię o tym dopiero teraz." Wbiegłaś do swojego pokoju, wzięłaś kilka pierwszych lepszych rzeczy, włożyłaś je do torby. Byłaś już zapłakana. Wyszłaś z pomieszczenia, a obok drzwi stał Tao, gdy zobaczył w jakim jesteś stanie, objął cię za ramiona i spojrzał w twoje czerwone od płaczu oczy.
-Co się stało?-spytał zmartwiony, objęłaś go.
-Przepraszam, powiem ci kiedy indziej, teraz muszę iść, wrócę za dwa tygodnie.-odpowiedziałaś, pocałowałaś go w policzek i wybiegłaś z domu.
         Szybko znalazłaś się na lotnisku, wzięłaś pierwszy lepszy samolot do Polski, kupiłaś bilet i wsiadłaś na pokład. Ciągle płakałaś, tak przez cały lot. Gdy wysiadałaś przemknął ci przed oczami obraz Tao. Uznałaś, że po prostu już za nim tęsknisz i poszłaś dalej. Z Warszawy do Krakowa, gdzie leżała twoja przyjaciółka, poleciałaś kolejnym samolotem. Gdy byłaś na miejscu złapałaś pierwszy lepszy środek transportu i pojechałaś do szpitala. Wbiegłaś do sali, twoja przyjaciółka leżała popodpinana do wszystkiego, jak akumulator samochodowy.
-O Boże.-szepnęłaś do siebie i podbiegłaś do łóżka. Siedziałaś przy niej ciągle, przez całą noc i do wieczora następnego dnia. Potem sama kazała ci iść do domu i dała ci klucze do swojego mieszkania, mówiąc, że możesz tam zostać ile będziesz potrzebowała.
          Gdy wyszłaś było już ciemno. Postanowiłaś, że skrócisz sobie drogę i poszłaś bardzo wąską, ciemną uliczką, o ile dobrze pamiętałaś, to była najszybsza droga. W pewnym momencie ktoś cię szarpnął, a ty poczułaś coś zimnego przy gardle.
-Jak nie będziesz krzyczeć, to nie zrobię ci krzywdy.-usłyszałaś. Przeraziłaś się. Wiedziałaś jaka jest Polska, dlatego się stamtąd wyprowadziłaś, ale nie sądziłaś, że spotka coś takiego akurat ciebie. Poczułaś rękę, która sunęła po twoim biodrze i dotarła do spodni.
-Ładniutka jesteś.-usłyszałaś. Twoje źrenice bardzo się rozszerzyły, zacisnęłaś pięć.
-Shibal, sekki!-warknęłaś i złapawszy napastnika za rękę, w której trzymał nóż, wykręciłaś mu ją. Wtem ktoś cię odepchnął, chciałaś sprawdzić kto to, ale się przewróciłaś i straciłaś przytomność. Ocknęłaś się, jak ktoś wypowiadał twoje imię, rozchyliłaś oczy. Nad tobą była osoba, którą bardzo dobrze znałaś, nawet z nim mieszkałaś.
-T-Tao.-szepnęłaś i objęłaś chłopaka za szyję po czym przytuliłaś go.
-Co ty tu robisz, debilu?-spytałaś, pomógł ci wstać i pozwolił oprzeć się o swoje ramię.
-Martwiłem się. Płakałaś zanim wybiegłaś z domu. Chciałem być pewien, że jesteś bezpieczna.-odpowiedział cicho. Musiałaś mu wytłumaczyć, dlaczego płakałaś, że po prostu się martwiłaś i musiałaś tu przyjechać. Poszliście do mieszkania twojej przyjaciółki, gdzie stwierdziliście, że jesteście zmęczeni i idziecie spać.
-Tao, ale jest jeden problem.-powiedziałaś. Chłopak odwrócił się i spojrzał na ciebie.
-Mhm, no jaki?-spytał.
-My miałyśmy jedno łóżko.-zrobiłaś głupią minę, Tao uśmiechnął się i rozczochrał ci włosy.
-E tam, raz już ze mną spałaś, dwa tygodnie nas nie zbawią.-odparł spokojnie. Odwzajemniłaś uśmiech i przytuliłaś się do przyjaciela. Co prawda łóżko było spore, ale i ty i Tao lubiliście się rozpychać. Położyłaś się, chłopak obok ciebie. Spał bez koszulki, miałaś mieszane uczucia w związku z tym faktem, co jeszcze się nasiliło, gdy ten objął cię od tyłu.
-Dobranoc.-powiedział.
-Dobranoc.-odpowiedziałaś. Nie miałaś zamiaru iść spać.
-Będziesz mnie tak całą noc przytulać?-spytałaś i zaśmiałaś się, żeby trochę się rozluźnić.
-Tak.-odpowiedział i przytulił cię mocniej. Odwróciłaś się w jego ramionach.
-Tao, przecież nie jesteśmy parą, a nie stęskniłeś się za mną aż tak bardzo, co?-powiedziałaś i pokazałaś mu język.
-Tak się o ciebie bałem, że mogę.-odparł i odwrócił cię z powrotem tyłem do siebie. Zasnęłaś będąc przytulana przez Tao.
         Spaliście tak tylko raz. To znaczy Tao zawsze cię przytulał na dobranoc, ale zazwyczaj przestawał po tym jak zasnęłaś. Te niecałe dwa tygodnie przebiegły bardzo szybko i spokojnie. Można to nazwać swego rodzaju wakacjami. Po dwóch tygodniach wróciliście do Chin. Na powitanie podbiegł Luhan, krzycząc twoje imię.
-Nic ci nie jest? Co się stało, że tak nagle wyjechałaś? Tęskniliśmy.-powiedział i przytulił cię mocno. Odwzajemniłaś, po czym musiałaś przytulić każdego z osobna i wyjaśnić, czemu musiałaś wyjechać.
-Aww, słodkie.-stwierdził Luhan. Wszystko się uspokoiło, a ty poszłaś przed dom, chciałaś pomyśleć. Usiadłaś na ławce i westchnęłaś cicho. Patrzyłaś na kontury miasta, czerniejące pod wpływem zachodu słońca. Było już chłodno, w końcu wczesna jesień. Przeszły cię ciarki i poczułaś czyjąś ciepłą dłoń na swoim ramieniu. Chwilę później ktoś cię przytulił i usadził sobie na kolanach.
-Nie rób tak więcej.-usłyszałaś ciepły głos Tao, uśmiechnęłaś się.
-Obiecuję.-odpowiedziałaś i wtuliłaś się w przyjaciela. Podkuliłaś nogi, przez co wyglądałaś jak małe dziecko.
-Coś się stało?-spytał Tao i spojrzał na ciebie.
-Nie, nic.-powiedziałaś, ale ten ci nie uwierzył. -Na prawdę nic się nie stało.
-Przecież widzę.-upierał się i odwrócił cię przodem do siebie.
-Wszystko w porządku, po prostu jestem zmęczona.-mruknęłaś i uśmiechnęłaś się.
-Bardzo?-spytał.
-Trochę.-odpowiedziałaś. Uśmiechnął się i pocałował cię w czoło, po czym wstał ciągnąc cię za sobą i ustawił tyłem do siebie.
-Tao, co ty robisz?-spytałaś kiedy ten zawiązał ci oczy.
-Zobaczysz.-szepnął ci do ucha. Ciarki cię przeszły, on położył ci ręce na ramionach i zaczął gdzieś prowadzić. Byłaś zdezorientowana, trochę się bałaś, jednak postanowiłaś zaufać Tao. W końcu raczej nie chciał ci zrobić krzywdy... Poczułaś chłód na twarzy i jakby morską bryzę.
-Jesteśmy.-Tao szepnął ci do ucha i rozwiązał oczy. Staliście na pomoście, wokół była plaża. Chłopak cię przytulił i uśmiechnął się.
-I co, podoba się?-spytał. Zaśmiałaś się i przytaknęłaś. Zdjęliście buty i weszliście na piasek. Nie wiedziałaś, że jest tam plaża. Rzadko wychodziłaś z domu, bo nie znałaś chińskiego i z nikim byś się nie dogadała na większą skalę.
-To idziemy?-spytałaś. Skończyło się na tym, że oboje byliście mokrzy, bo najpierw ty popchnęłaś Tao do wody, po czym on ciebie. Gadaliście o pierdołach i tak zeszły wam dwie godziny.
-Idziemy gdzieś jeszcze?-spytałaś.
-A chcesz?-odpowiedział Tao.
-Chodźmy na jakaś imprezę. Dawno na żadnej nie byłam.-zaproponowałaś. Tao się zgodził.
-Ale chyba nie pójdziesz w tym?-stwierdził oprowadzając cię wzrokiem. Zorientowałaś się o co mu chodzi, jak zdałaś sobie sprawę, że jesteś ubrana w shorty, bokserkę i koszulę flanelową.
-Nie chcę mi się wracać.-mruknęłaś.
-To chodź, kupię ci coś.-uśmiechnął się.
-Tao...-spojrzałaś na niego jak na debila-...Jest 22, gdzie ty teraz znajdziesz otwarty butik?-wzruszyłaś ramionami. Ten znowu oprowadził cię wzrokiem.
-Chodź.-rzucił i zaciągnął cie do plażowej przebieralni. Ściągnął ci koszulę.
-Zdejmuj spodnie.-poprosił z uroczym uśmiechem.
-Mam się bać?-spytałaś.
-Nie musisz. Zdejmuj.-powtórzył. Wstydziłaś się, ale zrobiłaś co prosił, ten zaraz zdjął z ciebie bluzkę.
-Ty, może jeszcze stanik mi ściągniesz?-warknęłaś i wydęłaś dolną wargę.
-Nie, po co.-stwierdził i kazał ci podnieść ręce. Zrobiłaś to. Ten założył na ciebie twoją koszulę, zapiął ją w ponad połowie, po czym ściągnął ci rękawy, owinął wokół talii i związał z przodu w kokardkę. Wyglądało jak sukienka.
-Kreatywny jesteś, ale czuję się zmacana.-stwierdziłaś.
-A tam, gadasz, przynajmniej możemy gdzieś iść.-uśmiechnął się.
          Poszliście do klubu. Oboje dobrze się bawiliście, ale i tak starałaś się nie pić za wiele. Po kilku godzinach postanowiliście się wrócić.
-Tao, która godzina?-spytałaś.
-3.20-odpowiedział.
-Weź, nie chce mi się iść do domu.-wymruczałaś mu w ramię.
-To idziemy do hotelu?-spytał. Przytaknęłaś. W pokoju wypiliście jeszcze butelkę wina, ty poszłaś pod prysznic, Tao po tobie. Siedzieliście w salonie.
-Robimy coś przez resztę nocy, czy idziemy spać?-spytałaś. Włączyłaś telewizor, leciał jakiś chiński horror.
-Oglądamy?-mruknęłaś. Zgodził się.
-Tylko ja się boję horrorów.-powiedział niepewnie Tao.
-Nie masz czego, ja cię obronię.-uśmiechnęłaś się i przytuliłaś przyjaciela. Tao podkulił nogi, przytulił cię i zaczął oglądać. Podczas sceny, gdy jedna z bohaterek zostaje rozcięta na pół przez piłę do drewna, a jej krew i flaki tryskają na zwłoki dziesięciu innych osób, Tao wtulił głowę w twoje ramię.
-Fu.-szepnął. Zaśmiałaś się.
-Ty to jednak głupi jesteś.-powiedziałaś i pokazałaś mu język. Horror skończył się na scenie, gdy ostatni żywy człowiek uciekł, ale zwariował i podciął sobie żyły w szpitalu psychiatrycznym.
-To idziemy spać?-spytałaś.
-Okej.-odpowiedział. Znowu spaliście w jednym łóżku, jakoś przestało cię to krępować, przynajmniej do momentu jak się nie stykaliście. Tao odwrócił się do ciebie i szepnął twoje imię. Skierowałaś wzrok w jego stronę.
-Mhm?-mruknęłaś.
-Ja...-zacisnął powieki.-Ja ci muszę coś powiedzieć.-dokończył.
-Booooże, nie możesz rano?-wybełkotałaś. Tao zbliżył się do ciebie i usiadł ciągnąc cię za sobą. Zacisnął pięść na kołdrze.
-Chciałem ci to powiedzieć wcześniej, ale nie dałem rady. Jesteśmy przyjaciółmi i wiele dla mnie znaczysz, ostatnio nawet bardziej niż wiele.-szepnął patrząc w dół. -Próbuję ci powiedzieć, że się w tobie zakochałem.-dokończył, ale to, że uśmiechnął się pod nosem bardzo cię zmyliło. Już nie wiedziałaś, czy mówi serio, czy tylko żartuje. Najgorsze było to, że byłaś jednak trochę pijana.
-Nie mogę z Tobą więcej oglądać horrorów, bo ci po nich odbija.-powiedziałaś, wstałaś i wyszłaś z pokoju, po czym ubrałaś się i wyszłaś na ulicę.
          Szwendałaś się po mieście całą noc. Nad ranem dostałaś sms'a od Luhana, napisał: "Wiesz co się stało Tao? Przyszedł przed chwilą i płacze ;-;". Zdałaś sobie sprawę, jak zraniłaś Tao. Odpisałaś Luhanowi: "Nie wiem, przykro mi." wysłałaś wiadomość i poszłaś dalej się szwendać. "Jak tam Tao?" spytałaś po jakimś czasie pisania z Luhanem, "Kris z nim rozmawia, siedzą zamknięci w pokoju" odpowiedział. Miałaś straszne wyrzuty, ale ciężko ci było tak po prostu iść tam i z nim pogadać. "Tao, przepraszam za to wczoraj, nie chciałam cię zranić." napisałaś i wysłałaś do Tao, po czym jeszcze wysłałaś wiadomość do Luhana, w której powiedziałaś, że nie będzie cię jakiś czas i mają się nie martwić. Wyłączyłaś telefon i poszłaś na lotnisko. Musiałaś trochę poczekać, ale szybko wsiadłaś do samolotu do Seoulu. Poszłaś do Suho, wiedziałaś, że on cię przenocuje. Opowiedziałaś mu to, co zaszło między tobą a Tao. To znaczy większość nie powiedziałaś, np. że jest w tobie zakochany. Nie chciałaś i tyle.
          Suho zgodził się cię przenocować jakiś czas, reszta EXO-K, jakimś cudem cię nie zauważyła. Nie wychodziłaś z pokoju, wszystko dostarczał ci Suho, trwało to tydzień. Przemyślałaś wszystko, jedna sprawa stała się dla ciebie jasna - Tao znaczył dla ciebie więcej, niż myślałaś, to było silniejsze niż przyjaźń. Poinformowałaś Suho, że wracasz do Chin i sprawdziłaś kiedy masz samolot. Dwie godziny. Poszwendałaś się z Suho po mieście, po czym odprowadził cię na lotnisko.
          Gdy już byłaś na miejscu napisałaś do Luhana pytając, czy są w domu. Odpowiedział, że jest tylko Tao, bo wszyscy są na mieście, a on jeszcze nie wyszedł z dołka. Poszłaś do domu i stanęłaś przed drzwiami do pokoju Tao. Wahałaś się przez chwilę, ale weszłaś do środka. Tao leżał na swoim łóżku tyłem do drzwi, nie ruszał się. Podeszłaś i odkryłaś go. Spał, a przynajmniej tak ci się zdawało. Położyłaś się za nim i objęłaś go.
-Przepraszam Tao.-szepnęłaś i dodałaś po chwili-Kocham cię.
Wtem poczułaś, że zostałaś popchnięta na plecy, czyli Tao jednak nie spał... Leżał nad tobą i uśmiechał się delikatnie, podczas gdy ty poczułaś, że się rumienisz. Chłopak zbliżył się do ciebie.
-Czyli jednak-zaczął, po czym prawie zetknął usta z twoim uchem. - Ja ciebie też.-dokończył szeptem.
          Wtuliłaś go w siebie i musnęłaś jego wargi swoimi, przymykając oczy. Tao pogłębił czynność, zmieniając niewinnego buziaka w namiętny pocałunek. Położył rękę na twojej talii i wsunął ją pod twoją bluzkę. Złapałaś go za nadgarstek.
-Coś się stało?-spytał i spojrzał na ciebie pytająco.
-No wiesz, Tao, po prostu, no, wiesz, ja jeszcze "tego" z nikim nie robiłam.-jęknęłaś zacinając się. On tylko się uśmiechnął.
-Spokojnie-zaczął.-ja też nie.
Rozluźniłaś się. Skoro to będzie pierwszy raz was obojga, to nie ma się czego obawiać. Spędziliście ze sobą noc, było wspaniale. Następnego dnia obudziłaś się w jego ramionach. On już nie spał, ale chyba czekał aż ty wstaniesz. Usiadłaś na łóżku, Tao cię przytulił i pocałował, powiedział, że cię kocha. Odpowiedziałaś tym samym i uśmiechnęłaś się.
          Chłopaki musieli gdzieś jechać. Postanowiłaś zostać w domu. Godzinę po tym jak wyszli, włączyłaś telewizor. Leciał jakiś program pokroju chińskich trudnych spraw. Oglądałaś, bo doszłaś do wniosku, że nie chce ci się przełączać.
-Boże, ale nuda.-mruknęłaś sama do siebie. Program się skończył i zaczęły lecieć wiadomości. Już miałaś przełączyć, gdy usłyszałaś:
"Z ostatniej chwili: w linii metra, którą jechał słynny zespół EXO, doszło do groźnego wypadku. Przypuszczalna liczba ofiar śmiertelnych to 28, osób przeniesionych do szpitala w stanie krytycznym-7, w tym raper zespołu EXO Huang Zi Tao, pozostała część pasażerów pociągu została tylko ranna."
Zatkało cię. Bez zastanowienia pojechałaś do szpitala. Całą drogę płakałaś, nie mogłaś się skupić na tym jak jedziesz. Rozpędzonym motocyklem przejechałaś na czerwonym świetle, na nieszczęście uderzył w ciebie tir. Zrobiło ci się czarno przed oczami. Poczułaś, że coś ciepłego spływa po twojej skroni, uderzyłaś o asfalt. Umarłaś.
          Po tym jak Tao wyszedł ze szpitala, odbył się twój pogrzeb. Stał jako ostatni przy twoim grobie. Nie mógł przestać płakać. W końcu, po kilku godzinach przyszedł po niego Luhan.
-Tao, chodź, jest późno, jutro też przyjdziemy.-powiedział. Też płakał. Tao się zgodził.
-Dobranoc, aniołku.-szepnął patrząc na grób i odszedł.

piątek, 22 listopada 2013

Prolog

Notka od autora:
          Jako, że o przeszłości naszych głównych bohaterek nie jest wiele powiedziane, postanowiłam, że tę część napiszę właśnie o tym. Znajdą się w niej wydarzenia z przed pięciu lat, czyli m. in. czas, w którym nasze dziewczyny się poznały. Wiem, że to odbiega od aktualnych wydarzeń, ale po pierwsze: nie miałam pomysłu na tę część. Po drugie: chciałam spisać ich przeszłość, póki mam ją w głowie, ale jest jej dość sporo, więc może się zdążyć, że będzie za dużo akcji. Postaram się jednak tego uniknąć. Po tej części wszystko wróci "do normy". Miłego czytania~! <3



Pięć lat wcześniej, 29 kwietnia.
          Ana siedząc, jak wówczas większość czternastolatek, przy komputerze, grając w jak twierdziła "głupią gierkę dla dzieci", nie sądziła, że pozna dziewczynę, z którą trzy lata później zamieszka.
          Napisała do niej dziewczyna o nicku "Chacky", pomyślała, że pewnie będzie jak zawsze, bo Ana twierdziła, że ma trudny charakter i dlatego nie ma przyjaciół. Miała niską samoocenę i nie sądziła, że nikt nie chcę z nią rozmawiać głównie dlatego, iż jest bardzo nieśmiała i sama nie zaczyna rozmowy. Chacky jednak okazała się być inna. Co prawda musiała napisać pierwsza, ale dziewczyny zaczęły dobrze się dogadywać. Po dwóch miesiącach pisania ze sobą Ana postanowiła zapytać Chacky, gdzie mieszka. Dziewczyna odpowiedziała, że w Toruniu. Ucieszyło to drugą, gdyż czuła, że mogą się chociaż zakumplować, tym bardziej, że mieszkała niedaleko. Miała jednak na uwadze to, że Chacky wcale nie musi być tą osobą, za którą się podaje i nie chciała jeszcze się spotykać.
          Margaret z kolei była trochę buntowaną nastolatką z patologicznej rodziny, która swoje smutki topiła w książkach, sztuce lub internecie. Dziewczyna chciała zostać tatuażystką, ale jak sama twierdziła "to mało możliwe, żeby taki nieudacznik został tym, kim chce". Zawsze powtarzała sobie takie słowa, szczególnie gdy w jej domu sytuacja stawała się gorsza. Pewnego, smętnego, źle zapowiadającego się dnia zobaczyła na forum dziewczynę. Stwierdziła że mogłyby się dogadać, więc postanowiła napisać. Znajomość rozwijała się. Ana i Margaret, wówczas jeszcze zwyczajnie Ania i Gosia, powoli zaczęły się zaprzyjaźniać.
          Minął kolejny miesiąc, a dziewczyny już pewne, że są tymi, za które się podają, postanowiły się spotkać. Starsza zaproponowała, żeby pojechały do miasta między Toruniem, a miejscowością Any. Postanowiły, że przyjadą w to miejsce w weekend.
Tego dnia Margaret miała wybitne problemy w domu. Dostała od ojca w twarz, a od matki ponownie usłyszała, że jest bezużyteczną kurwą. Postanowiła jechać na spotkanie z Aną i uciec, przy okazji. Włożyła kilka swoich rzeczy, dyskretnie, do plecaka i poszła na pociąg. Jechała na gapę, w dokładnie wybranej, pociągowej toalecie, czyli jak zwykle. W godzinę dojechała na miejsce, jednak trochę się spóźniła. Wysiadła, cudem unikając konduktora i wyszła przed stację, idąc w miejsce, gdzie miała się spotkać z przyszłą przyjaciółką.
          Ana martwiła się trochę o to, że Ret nie przyjdzie, gdyż się spóźniała. Postanowiła jednak poczekać. Mag przyszła, uśmiechnęła się i podeszła do Any.
-Wybacz, że tak późno. Mówiłam ci jacy są moi starzy.- powiedziała. An zrozumiała, sama w domu nie miała lekko. Młodsza spytała, dlaczego Magie chciała się spotkać akurat w tym mieście.
-Obie mamy tu tą samą drogę, a poza tym to jedyna miejscowość w okolicy, jaką znam chociaż trochę.-odpowiedziała i machnęła czarnymi włosami.
-Po co ci plecak?-spytała Ana. Była ciekawa po co jej to, skoro chyba nie miały zamiaru niczego kupować, a wątpiła, że Ret zawsze tak chodziła.
-Mam dość swojej chaty, zwiewam na trochę.-odparła. Młodsza była zdziwiona, ale nie przyjęła tego źle. W końcu wiedziała, jaka jest rodzina jej koleżanki.
          Dziewczyny spędziły cały dzień razem, przy okazji poznając się bliżej. Pod wieczór Margaret odprowadziła Anę na peron, a potem poszła na miasto. Nie wiedziała gdzie przenocuje, ale nie uważała tego za problem.
-No, Gośka czeka cię kolejna nocka na ławce, w towarzystwie jakże miłych ćpunów i żuli.-powiedziała cicho do siebie i zaśmiała się pod nosem.
          Ret nie było przez prawie miesiąc. W tym czasie starała się kontaktować z Aną, żeby się nie martwiła. Postanowiła wrócić, właściwie nie wiedziała po co. Jak się spodziewała, przez dwa dni miała w domu względny spokój, ale potem wszystko wróciło "do normy". Jednak norma w domu Margaret nie wyglądała tak jak w innych domach - było to głównie poniżanie, bicie i traktowanie dziewczyny jako służącą. Nie była jedynaczką, ale była najmłodsza, całe jej rodzeństwo dawno wyprowadziło się z domu. Ret musiała znaleźć sobie kogoś, kto był by kimś jej bardzo bliskim. Tą osobą okazała się Ana. Ona jednak miała dużo lżej niż jej przyjaciółka, mimo, że matka kilka razy wyrzuciła ją z domu. Tak jak Margaret, Ana była w domu poniżana i czasami nawet bita, ale nie było to aż tak nasilone.
          Po kilku następnych spotkaniach w najróżniejszych miasteczkach, dziewczyny postanowiły jechać do miejscowości, w której mieszkała Ana. Całodzienne spotkanie skończyło się na tym, że dziewczyny postanowiły założyć zespół. Umówiły się, że Ana będzie gitarzystką i załatwi perkusistę i klawiszowca, Mag na wokalu, dobierze im basistę i menadżera. Po tygodniu wszystko było już załatwione i zespół umówił się na pierwszą próbę. Nazwali się Soul's Choir, tworzyli dokładnie post hardcore. Podczas pierwszego spotkania skomponowali pierwszą piosenkę pt. "Saviour". Uznali, że menadżer jeszcze im nie potrzebny, więc ich działalność przez następne dwa miesiące ograniczała się do komponowania w garażu bądź piwnicy domu, któregoś z członków.  Dopiero jednak kształtowali swój prawdziwy styl.
         Margaret siedziała przed komputerem w swoim ciasnym pokoju. Pisała z Aną i jeszcze jakąś inną dziewczyną poznaną w internecie. Ta pokazała jej pewną piosenkę, która bardzo wpadła Margaret w ucho. Było to dokładnie "Breathe" G-dragon'a. Ta piosenka spowodowała, że Ret zaczęła słuchać tego rodzaju muzyki i pokazała go Anie. Tej także się spodobało, chociaż było ciężej niż z Mag. Wyjątkowo spodobały im się zespoły Block B i B.A.P.
-Nauczę się rapować.- stwierdziła rozmawiając z Aną przez telefon.
-W Zico się bawisz? Ty się koreańskiego ucz, a nie.-rzuciła przyjaciółka śmiejąc się.
-A żebyś wiedziała! Poza tym umiem więcej niż ty.-odpowiedziała. Miała zamiar wprowadzić to do muzyki ich zespołu czy reszta tego chce czy nie.
-Jak tam chcesz, ja nie wnikam.-dodała Ana. Margaret usłyszała, że jej rodzice wracają.
-Anka, ja muszę kończyć, starzy przyjechali. Trzymaj się, pa.-pożegnała się i rozłączyła. Westchnęła głośno i otworzyła rodzicom drzwi. Jak zawsze jej się dostało, ale była do tego przyzwyczajona. Całą noc nie spała, uczyła się rapować. Do rana było, jak twierdziła całkiem nieźle, jednak nadal za mało. Trenowała cały następny dzień i kilka kolejnych w szkole. Na próbie ich zespołu Margaret przedstawiła reszcie jej pomysł. Chciała dołączyć rap do ich piosenek. Wszyscy się zgodzili. Całe spotkanie przebiegło na planowaniu. Postanowili skomponować jeszcze około trzech piosenek i załatwić menadżera. Rozeszli się do siebie. Ret pojechała z Aną i odprowadziła ją.
          Było już ciemno, gdy wróciła do swojego miasta. Postanowiła, że przejdzie się, zanim pójdzie do domu. Szybko znalazła się w parku. Chodziła po węższych, mniej oświetlonych uliczkach. Szczególnie lubiła jedno miejsce - była to stara ławka, pod dębem. Nieoświetlona, oddalona od głównej ścieżki o kilka metrów, wokół niej rosły krzaki. Dziewczyna usiadła na niej i spojrzała w widoczne przez liście niebo. Zamknęła oczy i zaczęła coś rapować pod nosem.  Nagle poczuła, że ktoś pociągnął ją i przygwoździł do ziemi. Odruchowo podkurczyła nogi i zaczęła się wyrywać. Została jednak unieruchomiona.
-Nie szarp się, aniołku. Oboje wiemy, że tego chcesz. -usłyszała niski, męski głos. Przeraziła się i zaczęła wyrywać jeszcze bardziej. Poczuła zimną rękę pod swoją koszulką, która zerwała z niej stanik. W jej oczach pojawiły się łzy. Nadal walczyła, próbują obronić swoje dziewictwo, jednak gwałciciel był silniejszy. Zerwał z niej dżinsy i chwilę później Mag poczuła potworny ból w dolnej części ciała. Wrzasnęła na całe gardło i nadal się szarpała. Trwało to tak długo, aż opadała z sił, ale przypomniała sobie, że zawsze miała przy sobie coś ostrego. Sięgnęła do strzępków swoich spodni i dyskretnie wyjęła z nich mały nóż motylkowy. Ostatkami sił otworzyła broń i wbiła napastnikowi w gardło. Po jej obojczykach spłynęła krew, wyjęła ostrze i odsunęła się gwałtownie od mężczyzny. Podkuliła nogi pod brodę, położyła nóż obok siebie i zaczęła płakać. Trzęsła się, była przerażona i obolała. Nie mogła się ruszyć z miejsca, więc tak siedziała.
         Rano, kobieta idąca do pracy przez park, zobaczyła w oddali skuloną postać, podeszła bliżej. Zarysował jej się wyraźny obraz młodej, półnagiej dziewczyny, wyraźnie przerażonej. Podbiegła do niej. Margaret odwróciła gwałtownie wzrok. Uspokoiła się trochę, gdyż była to kobieta. Nieznajoma zdębiała na chwilę widząc zakrwawioną Ret i ciało mężczyzny leżące obok. Jednak domyśliła się, że najpewniej została zgwałcona. Kucnęła obok i dotknęła ramienia młodej.
-Już, kochana, jesteś bezpieczna. Będzie dobrze.-powiedziała ciepłym, troskliwym głosem. Wezwała policję, która przyjechała dość szybko. Młoda Margaret została zabrana do szpitala i dokładnie zbadana. Fizycznie była w nie najgorszym stanie, co innego jednak działo się w jej głowie. Była załamana. Kazała do szpitala nikogo nie wzywać. Tak też się stało, nikt nie przyjechał. Została uniewinniona od zarzutu zabójstwa i trafiła na pół roku do szpitala psychiatrycznego na leczenie, po tym, jak wycięła sobie na nadgarstku słowo ,,Maech' unbu" [hangeul: 매춘부], z koreańskiego ,,kurwa". Ana przez cały ten czas, w miarę możliwości, starała się z nią widywać, gdyż kilka dni przed trafieniem do szpitala Margaret dowiedziała się, że jest w ciąży. W świetle polskiego prawa mogła ją, bez żadnych konsekwencji, usunąć. To też zrobiła.
          Po wyjściu ze szpitala dziewczyna drastycznie się zmieniła, jednak Any to też dotyczyło. Była wiele twardsza i już nie tak łatwo było ją złamać, jak kiedyś. Ich zespół wyszedł na prostą, zaczęli nagrywać i grać koncerty. Jednak nie trwało to długo. Zespół po następnym półtora roku się rozpadł. W tym czasie Ret bardzo często przesadzała z alkoholem i imprezami, twierdziła, że skoro nic gorszego od gwałtu ją w życiu nie spotka, to może sobie pozwolić na wszystko. Ana coraz bardziej się o nią martwiła, do rozsądku przemówiła starszej dopiero druga ciąża. Zdawała sobie sprawę, że nie zdoła wychować dziecka, a nawet nie dotrwa do porod, tym bardziej, że jej domem był głównie dom Any. Ewentualnie nocowała u któregoś ze znajomych. Nie wracała już do domu, uciekła na dobre.
         Idąc wieczorem do Any, Margaret zobaczyła chłopaka przyjaciółki. Była z nim od jakiegoś czasu, jednak Ret wydawał się on podejrzany. Zobaczyła jak chłopak żegnał się z jakąś dziewczyną. Wysoka blondynka z pełną figurą, ich pożegnanie nie wyglądało chociaż w małym stopniu tak, jak zawsze powinno się to robić ze znajomymi. Domyśliła się, że to jego kochanka. Dotarła do domu przyjaciółki i od jej rodziców dowiedziała się, że jej przyjaciółka jest u swojego "chłopaka". Pobiegła tam zmartwiona o An. Drzwi były otwarte, weszła i udała się do pokoju, z którego ich słyszała. Zobaczyła schlaną za pięciu Anę i dobierającego się do niej, najwidoczniej w stu procentach trzeźwego, faceta. Wkurzona podeszła do nich, chwyciła go za włosy  i rzuciła na ziemię. Klęknęła mu na klatce piersiowej, złożyła pieszczochę na pięść i uniosła rękę.
-Ty pierdolony pedale, najpierw ją zdradzasz, a teraz jeszcze przelecieć po pijaku próbujesz?-powiedziała i przyłożyła kolesiowi zaciśniętą, uzbrojoną ręką, prosto w twarz. Dostał jeszcze kilka ciosów i Margaret, łamiąc mu rękę, wstała. Pociągnęła go za bluzkę i przygwoździła do ściany.
-Słuchaj, sukinsynu, jeszcze raz chociaż jej dotkniesz, to już nie będziesz miał czym poruchać, jasne?-powiedziała i rzuciła nim o ziemię. Pomogła Anie się pozbierać i zabrała ją z mieszkania. Nocowały u jednego z kumpli Mag, w zamkniętym pokoju. Rano starsza wyjaśniła An dlaczego tak boli ją łeb i co zaszło poprzedniego wieczoru. Młoda zdołała tylko podziękować przyjaciółce. Przez następne kilka tygodni Ana miała potworne problemy w domu.
 Ana i Margatret uciekły do Ameryki i przez następne trzy lata tam mieszkały. Ret w tym czasie została tatuażystką, Ana piercerką. Zmieniły także nazwiska. Nikt ich nie znalazł, więc w Polsce uznano je za martwe. Dziewczyny narobiły sobie wrogów i nawet Ana była "niezłym ziółkiem". Postanowiły przeprowadzić się do Seoulu. Po miesiącu były na miejscu i zaczęła się historia, która trwa.

wtorek, 15 października 2013

Rozdział 2

Ana i Margaret w ciągu następnych trzech dni rozpakowywały swoje rzeczy, trochę zapoznały się też z nowymi sąsiadami.  Ret jednak nadal była zabiegana w związku ze zbliżającym się otwarciem salonu.
          Tego dnia nie miało być inaczej, dziewczyna musiała jeździć z jednego końca miasta do drugiego i z powrotem, podczas gdy Ana nie miała wiele pracy. Margaret poszła do garażu, żeby odjechać, jednak gdy spróbowała odpalić silnik swojego choppera - ten nawet nie drgnął. Lekko podirytowana zajrzała do silnika i od razu znalazła szkodę, nie miała niestety czasu jej naprawiać, więc postanowiła iść na piechotę, gdyż nie miała bardzo daleko. Wyszedłszy na chodnik, włożyła słuchawki w uszy i skierowała się w stronę miasta. Jaehyo przechadzając się po drugiej stronie ulicy, zauważył dziewczynę kierującą się w tą samą stronę. Podbiegł do niej i przywitał się. Margaret wyjęła słuchawki z uszu, przewiesiła je na szyi i uśmiechnęła się.
-Gdzie idziesz?-spytał chłopak patrząc na nią.
-Pozałatwiać jeszcze kilka pierdół, na szczęście niewiele tego jest.-odpowiedziała sprawdzając godzinę na zegarku w telefonie. Było wczesne południe, więc miała czas.
-Pójdę z tobą, przynajmniej nie będziesz się tak nudzić.-dodał ze słodkim uśmiechem. Ret parsknęła cicho śmiechem.
-Jak ze mną wytrzymasz, to nie ma sprawy.-powiedziała odwzajemniając uśmiech, nagle chłopak jakby się do niej przybliżył i wykrzywił lekko głowę.
-Uśmiechnij się jeszcze raz.-poprosił. Dziewczyna nie wiedziała o co mu chodzi, ale zrobiła to o co prosił
-Ty masz dołeczek w policzku!-powiedział, klasnął w dłonie i uśmiechnął się. Uważał, że dziewczyna z dołeczkami wygląda słodko.
-Tak, wiem, zawsze mnie denerwował.-odparła Margaret.
          Poszli dalej, rozmawiając i śmiejąc się. Po dłuższym czasie dotarli do niewielkiego salonu w centrum miasta. Na ciemnoszarych ścianach wisiało kilka obrazów, pod jednym z nich stała kanapa z czerwonego atłasu, na przeciwko znajdowała się lada z ciemnobrązowego drewna, a tuż za nią dębowe biurko z podwyższeniem. Tak wyglądał hall, natomiast sama pracownia musiała być bardziej sterylna. Wystrój ścian zmienił się tylko o ilość obrazów - w hallu wisiało dokładnie pięć, w pracowni natomiast trzy. Pomieszczenie to było oczywiście większe, stało tam kilka stalowych półek ustawionych szeregiem przy ścianie, krzesła, fotele i cały osprzęt do wykonywania zawodu tatuażysty czy piercera.  Część do tatuowania i część do piercingu były oddzielone atłasową, czerwoną zasłoną.
-Dobry, szefie.-rozległ się niski, męski głos. Po chwili wyszedł zza wcześniej wspomnianej zasłony wysoki, czarnowłosy Azjata w czarnych ubraniach, z wieloma tatuażami i kilkoma kolczykami. Jaehyo poczuł się trochę niepewnie, bo był tam chyba jedyną osobą, która nie jest "obeznana". Margaret, jednak wcześniej powiedziała mu, że może się tak czuć i że wchodzi na własną odpowiedzialność.
-Cześć Junsu. Słuchaj, zdążymy do jutra?-spytała.
-Myślę, że tak. Właściwie zostało tylko tu ogarnąć i można otwierać.-odpowiedział chłopak i uśmiechnął się delikatnie.
-Okej, to ja ci tą robotę zostawiam, jak skończysz jesteś wolny. Tylko dostarcz mi klucze jak już zamkniesz.-rzuciła Ret, powiedziała jeszcze, że już idzie i razem z Jaehyo wyszli z salonu.
-Jesteś tu szefem?-spytał trochę zakłopotany chłopak.
-Tak, a ten koleś co tam był to mój asystent. Ana też tu pracuje.-odpowiedziała Magie.
-Rodzinny biznes?-rzucił.
-Nie jesteśmy z An rodziną, powiedziałabym, że raczej "przyjacielskie załatwianie sobie nawzajem roboty."-odpowiedziała. Jaehyo trochę się zdziwił, że dziewczyny nie są ze sobą spokrewnione, ale nie pytał o to więcej. Margaret poszła jeszcze po kilka rzeczy, dostarczyła je Junsu i dalej ze swoim wcześniejszym towarzyszem poszli na zakupy.
           Ana w tym czasie ogarnęła sobie w pokoju i nie mając co robić postanowiła potańczyć. Była zupełnie nieświadoma, że wszystko to widzi B-Bomb i własnie siedzi przy oknie patrząc na nią. An twierdząc, iż będzie jej w dżinsach niewygodnie wygrzebała z szafy czarne szorty i jasnoniebieską bokserkę. Zdjęła spodnie, dając obserwującemu ją B-Bombowi coraz więcej zabawy, założyła wcześniej wziętą dolną część garderoby i zdjąwszy koszulkę ubrała się do końca. Podeszła do komputera i włączyła pewien dubsepowy utwór. Stanęła w rozkroku i zaczęła tańczyć.
Widząc to Minhyuk stwierdził, że ją odwiedzi i potańczą sobie razem. Ubrał się i wyszedł z domu, po drodze myślał tylko nad wymówką, której by użył, bo nie powiedziałby, że ją podglądał. Był już przed drzwiami, zapukał, po chwili otwarła mu młoda, czarnowłosa dziewczyna w szortach i bokserce, dyszała. Trochę się speszyła, bo nadal nie była przyzwyczajona, że ona i Mag mieszkają obok swoich idoli.
-Cześć.-przywitał się. Ana prostując plecy zarzuciła włosami i uśmiechnęła się.
-No hej.-powiedziała. Zaprosiła go do środka i usiadła na kanapie.
-Przyszedłeś akurat jak tańczę.-dodała ledwo dając radę się wyluzować. Zdziwiło ją, że w ogóle zdołała to zrobić.
-Widziałem, dlatego przyszedłem. Jesteś całkiem niezła, potańczymy razem?-spytał, dziewczyna zarumieniła się lekko.
-Widziałeś?-rzuciła niepewnie.
-Tak, w oknie, jak przechodziłem. To jak będzie, tańczymy?-odpowiedział. Ana przytaknęła. Podeszła do swojego laptopa i włączyła piosenkę, do której tańczyła wcześniej.
-Pokaż, co umiesz.-zaproponowała i usiadła na powrót na kanapie. Minhyuk wstał i poczekał na odpowiedni moment. Nie trwało to długo jak zaczął tańczyć przypasowując kroki do muzyki.



Ana wstała i wczuwając się w muzykę dołączyła do B-Bomba. Ruchy dziewczyny bardzo mu się spodobały, patrzył na nią ukradkiem i od czasu do czasu delikatnie jej dotykał. Utwór się skończył, An jednak zamiast włączyć następną piosenkę zwróciła się do Minhyuk'a.
-W ogóle, za nic nie mogę ogarnąć, jak tańczyłeś z Yukwonem do Warning. Nauczysz mnie?-spytała uśmiechając się. Chłopak się zgodził i po chwili zaczął uczyć ją 'na sucho', czyli bez muzyki.
            Jaehyo i Ret już dość długo chodzili po mieście, nawet się nie orientując, że było już ciemno. Wracali wolnym krokiem do domu, gdy nagle nad nimi zgasła latarnia. Mag odruchowo lekko się cofnęła, ale zaraz potem zdała sobie sprawę, że to nic wielkiego i poszła dalej. Szli już przedmieściem, więc było bardzo cicho, jak na stolicę Korei Południowej. W pewnym momencie zza zakrętu wyłoniła się sylwetka mężczyzny, szedł w ich stronę, ale żadne nie zwracało na niego większej uwagi. Dopiero gdy podeszli bliżej, nieznajomy zagrodził im drogę. Margaret od razu się to nie spodobało.
-Koleś suń dupę!-uniosła się, na co Jaehyo bardzo się zdziwił ,bo dotychczas twierdził, iż mimo groźnego wyglądu Ret jest kochaną, niegroźną dziewczyną.
-Bo co? Bo mi się dostanie od twojego alfonsa?-wycedził mężczyzna wskazując skinieniem głowy na nadal zdziwionego Jaehyo. Dziewczyna spojrzała na niego z wyraźną kpiną.
-Po pierwsze: jedyna dziwka jaką tu widzę, stoi przede mną. A po drugie: Lepiej się odsuń, jeżeli nie chcesz wylądować mordą na chodniku, szczylu. -odparła, nie zmieniając wyrazu twarzy. Zdążyła zauważyć, że koleś chyba nie odstąpi.
-Lepsze to niż chodzić w nocy po ulicy z jakimś dupkiem, który nawet nie wygląda jak facet.-dodał, w tym momencie Magie zorientowała się, że go zna. To był chłopak, z którym kiedyś się pobiła przy całej szkole, on przegrał i miał potem w niej piekło, bo twierdzili, że skoro pokonała go dziewczyna, był tak zwanym mięczakiem.
-No proszę, dawnośmy się nie widzieli, tylko po co szukasz zaczepki, mendo pierdolona? Już raz Cię ośmieszyłam, skoro myślisz, że tym razem byś mnie pokonał, to jesteś zwyczajnie naiwnym, miękkim chujem. Pamiętaj, że owłosiona pała nie czyni z ciebie faceta.-odpowiedziała. Chłopak zacisnął rek w pięść, a Jaehyo wycofał się kilka kroków.
-Zwykła kurwa z Ciebie, wiesz?-spytał dawny znajomy Margaret. Po chwili dziewczyna poczuła uderzenie na policzku, odwróciła głowę w bok, a włosy opadły jej na twarz. Uniosła rękę, pokiwała karcąco palcem i uśmiechnęła się szyderczo.
-Przegiąłeś.-powiedziała cicho i zamachnęła się. Chłopak się zachwiał, ale stanął na równe nogi i znowu spróbował uderzyć Margaret. Dziewczyna jednak złapała jego pięść, Odwróciła go tyłem go siebie, wykręcając rękę, kopnęła go w plecy. Po chwili poczuła, że ktoś ciągnie ją do tyłu i przewraca. Wylądowała na plecach, uderzyła kręgosłupem o krawężnik. Wygięła się w bolesny łuk, ale uniknęła ciosu, który właśnie chłopak w nią wymierzył. Gdy wstawała poczuła, że kopnął ją w brzuch, skuliła się lekko i znów poczuła jego ciężkie buty na swoim ciele. Uchylając się od kolejnego ciosu, wstała i uderzyła rywala w twarz z pięści dwa razy, po czym co do złudzenia zamachnęła się, ale zamiast ponowić prawy sierpowy, ominęła jego twarz schylając się i kopiąc w policzek. Obróciła się wokół własnej osi i stanęła w dość stabilnej pozycji. Następnego ciosu uniknęła łapiąc pięść chłopaka, drugą ręką złapała jego nadgarstek, odwróciła go tyłem do siebie i podcięła mu nogi, przez co się przewrócił. Przycisnęła jego ramię do ziemi, dopóki nie usłyszała trzasku i jęku wydobywającego się z jego ust.
-Z wyłamanym barkiem już wiele nie zdziałasz.-powiedziała kpiąco i odsunęła się.
            Jaehyo był wyraźnie zaskoczony. Nie myślał, że Margaret potrafi się tak dobrze bić, a tym bardziej, że jest zdolna złamać komuś bark.
-Jaehyo, przepraszam, że musiałeś na to patrzeć. Mam z nim od dawna na pieńku, ale nie myślałam, że teraz będę się z nim bić. Nic ci się nie stało?-spytała, a w jej głosie można było wyczuć nutkę troski.
-Nie, ale Tobie tak. Masz rozwalony policzek!-odpowiedział. Ret przyłożyła rękę do swojej twarzy. Rzeczywiście, gdy na nią spojrzała, miała na niej plamę z krwi.
-A to, to tam nic, przeżyję.-powiedziała i uśmiechnęła się. Jednak jej uśmiech nie był taki sam, można było zaobserwować, że coś ją boli.
-Przecież widzę! Chodź, muszę cię sprawdzić.-odparł. Pociągał ją delikatnie za rękę i zaciągnął do domu. Na wejściu zobaczyli Yukwona. Chłopak zdziwiony popatrzył na Mag i spytał co się stało.
-Pobiłam się i tyle.-odpowiedziała. On widząc, że dziewczyna jest obolała pomógł jej się zdjąć glany. Ret usiadła na kanapie. Na fotelu, słuchając muzyki siedział Zico, ale nie pytał co się stało, bo to było dla niego oczywiste. Spojrzał na nią i wyjął słuchawki z uszu.



-Z kim żeś się pobiła?-spytał. Margaret machnęła ręką, mówiąc:
-Nieważne.
-Jak chcesz. Przynieść Ci coś?-dodał.
-Colę możesz.-odpowiedziała i uśmiechnęła się lekko. Przyniósł to, o co prosiła, serwując też sobie przy okazji. Wtem wszedł Jaehyo i usiadł obok, poprosił Ret, żeby dała przemyć sobie policzek. Dziewczyna od niechcenia zgodziła się.
-Jaehyo, przesadzasz. Nic mi nie będzie.-powiedziała. On jednak nie posłuchał, mówiąc, że mocno jej się dostało i nie wypuści jej dopóki nie sprawdzi.
-Ja tego nie widziałem, co prawda, ale nie wydaje mi się, żeby była umierająca.-wtrącił Zico. Jae wywrócił oczami i skończył obmywać Margaret policzek.
-Pokaż jeszcze brzuch i plecy, bo o ile mi się nie przywidziało, to zwinęłaś się z bólu. Wolę sprawdzić co ci się stało.-poprosił. Magie podniosła bluzkę, na brzuchu miała dość spore zasinienie, Jaehyo spojrzał na nią wzrokiem mówiącym ,,A nie mówiłem?", ona tylko wzruszyła ramionami.
-Siniak, jakoś nie czuję się bardziej uszkodzona.-powiedziała. Margaret zawsze ignorowała swój stan, twierdząc, że jeżeli nie ma dziury w brzuchu, albo jak się nie rozpada to jest dobrze.
     Jaehyo potrzymał ją jeszcze w domu, posmarował siniaki maścią arnikową i powiedział, ze może już iść.
-Chodź, odprowadzę Cię, żeby już nic Ci się nie stało!-powiedział żartobliwie Zico nadstawiając łokieć. Mag zaśmiała się i pozwoliła wziąć się pod rękę. Wyszli i zaraz później dotarli do domu. Na wejściu spotkali Anę i Minhyuka, który właśnie wychodził. Zatrzymał się jednak, żeby spytać Mag co się stało.
-Pobiłam się, nic wielkiego.-odpowiedziała.
Zico ją puścił i ukłonił się śmiejąc przy okazji.
-Miałam rację, nie potrzebujesz zioła, żeby zachowywać się, jak zjarany.-rzuciła pukając go w czoło.
-Boże, Ret, z kim zaś?-spytała Ana wywracając oczami.
-Pamiętasz tego szczyla, z którym się pobiłam w pierwszej liceum? Z nim.-odparła Mag.
-Takie to w twoim stylu. A ty dzisiaj nie jarałaś...-dodała przykładając rękę do skroni.
-Dzisiaj jeszcze nie.
-Jeszcze...-Ana pokręciła lekko głową. Chłopaki wyszli a Margaret wyjęła skręta marihuany z małego pudełka z kieszeni, weszła do swojego pokoju, otwarła okno i zapaliła.