SooMi
Jak zwykle rano musiałam wstać, bo wiadomo-szkoła. Tym razem jednak wybitnie mi się nie chciało, czemu ja muszę mieć na ósmą? Czemu nie na dziesiątą? System nauczania jest okrutny dla biednych uczniów. Usiadłam na łóżku, przykrywając ramiona kołdrą. Spaaaać. Posiedziałam tak przez chwilę, próbując się domyślić, dlaczego nie dość, że zaczynamy tak wcześnie, to pierwsza jest matma? To na serio jest okrutne, oni nas torturują. Wstałam i podeszłam do lustra.-Tragedia.-powiedziałam do siebie widząc tą zaspaną, roztrzepaną postać, która teoretycznie była mną. Podeszłam do szafki i otworzyłam ją, boże, ale burdel. Nie mam czasu tu sprzątać. Wyjęłam jasne szorty, luźną bluzkę z logiem batmana i czystą bieliznę. Ubrałam się, założyłam rzemyki na rękę i czarne kolczyki, po czym zabrałam się za włosy. Układanie nie zajęło mi długo, przyodziałam jeszcze dwie, cienkie opaski-jedną białą, drugą czarną. Zrobiłam makijaż, jak zawsze cienkie kreski eyelinerem skierowane w dół. Zelo mi ciągle mówi, że mogłabym zostać ulzzang, ale ja nie chcę.
Byłam już w szkole, jak zawsze siedziałam z Junhongiem, zleciały nam trzy z sześciu lekcji kiedy dostałam sms'a. Od mamy.
-Przepraszam Junhong, zaraz wracam.-powiedziałam i odwróciłam się. Przeczytałam wiadomość i zdębiałam, a moje oczy się zeszkliły. Przykryłam ręką usta i poczułam czyjąś dłoń na ramieniu.
-Coś się stało?-usłyszałam znajomy mi głos, ale to nie był Zelo, tylko Uppie. Podniosłam na niego smutne oczy.
-Moja ciocia i wujek nie żyją.-powiedziałam i przytuliłam się do niego. Zelo chyba kiedy to usłyszał równie się zdziwił, bo też podszedł i mnie przytulił.-Chwila, przecież, Minhye, co z nią?-spytałam szeptem samą siebie, po czym spytałam o to mamę w sms'sie. Odpowiedziała, że po pogrzebie chce się przeprowadzić do nas. Szczerze to był jeden z przyjemniejszych aspektów tej tragedii. Mama zwolniła mnie z reszty lekcji, więc wróciłam do domu. Po drodze uświadomiłam sobie dwie rzeczy: po pierwsze-lecimy do La, a po drugie-co ja włożę na ten pogrzeb? Nie mam czarnych ubrań! Coś się wymyśli.
Następnego dnia mieliśmy lecieć, więc musiałam się spakować, o dziwo znalazłam w szafie czarne spodnie, bluzkę, zakolanówki i nawet sukienkę! Spakowałam się do małej walizki, bo leciałyśmy na około tydzień. Z rana wsiadłyśmy z mamą do samolotu do LA, nie lubię latać, to takie dziwne uczucie.
***
MinHye
Wszystko było ładnie i cudownie, no za wyjątkiem tego, że dostałam pizdę z matmy... kolejną, dopóki nie poszłam do domu. W mieszkaniu zamiast mamusi czekającej z obiadem zastałam kogo? Policjantów, którzy w dodatku poinformowali mnie, że moi rodzice zginęli w wypadku. Załamało mnie to, rozpłakałam się i zadzwoniłam do cioci. Przecież sama sobie nie poradzę, szybko podjęłam decyzję, że zamieszkam z nimi w Korei, bo co mnie trzyma w LA? Ciocia przyjechała na następny dzień razem z moją kuzynką-Soomi. Pomogłam im się rozpakować. Zostają na tydzień, okej. Po tym czasie jadę z nimi do Korei.Moja kuzynka jest trochę przerażająca... Tyle kolorów, co ona ma na sobie, to ja w życiu nie widziałam, ona jest straszna. Będę się musiała przyzwyczaić, bo w końcu będę z nią mieszkać. Ciekawe czy jeszcze zrozumiem co do mnie ludzie mówią, ale mniejsza o to.
Następnego dnia był pogrzeb. Aż mnie zdziwiło, że Soomi ma w szafie cokolwiek czarnego, a tym bardziej, że jest to sukienka... Ja z resztą nie byłam lepsza, nie ubieram się aż tak kolorowo jak Soomi, ale jednak niewiele mam czarnych rzeczy. Po ceremonii poszłyśmy do, od niedawna już tylko mojego, mieszkania. Miałam tam spędzić jeszcze niecały tydzień, to lepiej, bo wszystko tam w LA przypominało mi rodziców i podczas żałoby było mi jeszcze smutniej.
Ostatniego dnia, przy obiedzie rozmawiałam sobie z Soomi o tym, jak teraz wygląda Seoul. Najwidoczniej nic się nie zmieniło.
-Tak w ogóle to wiesz z kim chodzę do klasy?-powiedziała biorąc do ręki to dziwne, kurczakopodobne coś z KFC, które miałyśmy na obiad. No co? Nikomu nie chciało się gotować, a ten fast food miałam pod domem.
-No, z kim?-spytałam biorąc trzy frytki do ust.
-Z Junhong'iem z B.A.P!-odpowiedziała. Prawie wyplułam to co przed chwilą wzięłam miałam w buzi. Z kim?!
-Pierdolisz.-wydukałam z niedowierzaniem.
-Nie mam kogo. -odpowiedziała i się uśmiechnęła.
-Jak to nie masz kogo? A Zelo, to co?-mrugnęłam do niej i wyszczerzyłam kły. Ona pokazała mi język.
-Tsa, chciałabyś, co? Ale padniesz jak ci powiem z kim TY będziesz chodzić do klasy!-odparła zadziwiająco wesoło.
-No z kim?-spytałam zniecierpliwiona, ciekawe kto mi się trafił...
-Z Uppiem!-nie no, to mnie rozjebało. Nie dość, że będę chodzić z jedną trzecią B.A.P do szkoły to z Jongup'em do klasy. Nie wierzę, jestem tak rozanielona, że to gówno z KFC zaczęło mi bardziej niż zwykle smakować. Dobra, dzisiaj wylatujemy, więc trzeba się spakować.
***
SooMi
Przez ten tydzień było mi trochę szkoda Minhye, ale zadziwiająco dobrze sobie z tym poradziła. Ostatniego dnia nawet się pośmiałyśmy... A potem musiałyśmy z mamą pomóc jej spakować cały dom... No, prawie cały, bo resztę prześle mój tata. W samolocie, nie powiem, było wesoło. Stewardessy musiały nas uspokajać co 20 minut. W końcu dawno się nie widziałyśmy. Gdy wysiadałyśmy z samolotu wręcz widziałam nad nimi tą aurę ulgi, one tym normalnie zalatywały... Jesteśmy aż tak nieznośne gdy się spotkamy?-Junhong!-wykrzyknęłam gdy wyszłyśmy przed budynek a ja zobaczyłam tam przyjaciela. Podbiegłam i się do niego przykleiłam. Obok stał JongUp, jego też przytuliłam... Lubię to. Zerknęłam w stronę kuzynki, stała jak wryta, a jej oczy wyglądały jakby coś ćpała. Ja rozumiem-Uppie i Zelo to nasi idole, te sprawy, ale Minhye musi się przyzwyczaić. Puściłam chłopaków i podeszłam do dziewczyny, pociągnęłam ją za rękę i "na chama" przyciągnęłam do chłopaków.
-Jongup, Junhong to jest Minhye,moja kuzynka.-przedstawiłam ją. Tylko im pomachała, jaka ona nieśmiała.
-Annyeong.-powiedzieli chórem. Zelo z powrotem mnie przytulił, on się czasami zachowuje jak miś koala, ale to jest urocze.
-Wsiadajcie.-rzucił Jongup i wskazał na auto. Mogłybyśmy pojechać autobusem, ale Uppie nie pozwala sobie odmawiać. Zmusiłam więc krewną, żeby wsiadła do samochodu. Był to szary Mustang Shelby z dwoma czarnymi pasami. Właściwie to należał on do Yongguka, ale kto by się tym przejmował? Jego wnętrze tak szczerze bardziej mi się podobało niż karoseria. Widziałam, że Minhye jest spięta. Przywyknie, nie ma wyjścia.
Zajechaliśmy do domu. Mama jechała... czymś, co wyglądało jak trochę większa multipla, z rzeczami Min na pokładzie. Zelo i Jongup pomogli nam to wszystko przetransportować na dziesiąte piętro.
-Dzięki chłopaki.-powiedziałam jak już skończyli, musieli się nieźle namęczyć.-Chcecie coś do picia?-spytałam i zaprosiłam ich do środka. Oboje poprosili o to samo-colę. Czasami mnie przeraża to, jak oni są zgodni. Przyniosłam to o co prosili, a po chwili weszła Mihye z moją mamą i ostatnim kartonem. Wskazałam kuzynce jej pokój.-Pomóc ci?-zapytałam, w końcu dziewczyna musi się rozpakować.
-Na razie nie, jak będę Cię potrzebować to powiem.-odpowiedziała, uśmiechnęła się i odeszła.
Usiadłam pomiędzy Zelo a Jongup'em i nalałam sobie coli. Junhong włączył telewizor, leciała jakaś drama. Mimo, że to typowo koreańskie serialiki, to ja ich nie lubię. Wydaja mi się po prostu dziwne, takie przesłodzone. A może twierdzę tak, bo nie pamiętam ja to jest być zakochanym? Z resztą nieważne. Był akurat moment jak chłopak wziął dziewczynę na plecy. A to zbok... To znaczy, Junhong też mnie kiedyś nosił na plecach, ale jemu akurat nie o to chodziło-stwierdził, że jestem zbyt zmęczona i o własnych siłach nie dotrę do szkolnej szafki. Co prawda byliśmy po WF-ie, ale moja kondycja ma się bardzo dobrze. Tylko, że Zelo to Zelo...
-Wyłącz, nudne to jest.-wtrącił Jongup, ten to ma wyczucie.
-Dobrze.-odparł młodszy i przełączył. Wiadomości, nuda. Bez zastanowienia przeskoczył jeszcze kilka kanałów, aż trafił na Disney Chanel. Chyba się zrozumieliśmy, bo zostawił. Z resztą zawsze oglądamy razem kreskówki... Kreatywne zajęcie dla dwojga siedemnastolatków i osiemnastolatka, ale oj tam. Siedzieliśmy tak sobie dobrą godzinę, w między czasie jedząc trzy paczki chipsów na raz. Zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Kogo niesie?-mruknął pod nosem Uppie. Wstałam i podeszłam do drzwi, po tym jak je otworzyłam od razu wszedł Yongguk. Ten to się czuje jak u siebie... z resztą mówiłam im kiedyś, że mogą się u czuć jak w domu, Gukkie się do tego stosuje. Podszedł do Uppiego i poprosił o kluczyki, bo musiał gdzieś tam jechać. Chłopak chwilę pogrzebał po kieszeniach i po chwili rzucił liderowi to o co poprosił, ten jak je złapał tak już go nie było. Normalnie "pojawiam się i znikam". Cały Yongguk, czasami nie wierzę, że dzielę z nim nazwisko... Wróciłam do oglądania telewizji. Przed oczami mignęła mi postać kuzynki zmierzającej do kuchni, która krótko potem przyszła do nas. Nalała sobie coli, ukradła nam trochę chipsów, uśmiechnęła się i poszła. Widać było, że chłopaki nadal ją onieśmielają. Jak mówiłam-przyzwyczai się. Oni też na pewno to rozumieją. Dobrze, że jest weekend, będzie miała czas żeby trochę przywyknąć.
Siedzieliśmy tak jeszcze godzinę, a potem poszliśmy do nich. Ja tam mogę przesiadywać całymi dniami, w końcu to tylko dwa piętra wyżej. A i tak nigdy nie mam co robić. Moje życie jest nudne, tak trochę smutek. Z całym zespołem, no bez Gukkiego, postanowiliśmy iść na miasto. Powiedziałam mamie, że będę wieczorem i wyszliśmy. Łaziliśmy sobie po mieście jedząc lody i właściwie wszystko co dało się kupić i było smaczne, gadając, czyli właściwie robiąc to co zawsze. Wróciliśmy wieczorem, ale nocowałam u chłopaków, u Channiego dokładniej. Lubię z nim spać, fajnie się go przytula, taki trochę misiek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz