piątek, 22 listopada 2013

Prolog

Notka od autora:
          Jako, że o przeszłości naszych głównych bohaterek nie jest wiele powiedziane, postanowiłam, że tę część napiszę właśnie o tym. Znajdą się w niej wydarzenia z przed pięciu lat, czyli m. in. czas, w którym nasze dziewczyny się poznały. Wiem, że to odbiega od aktualnych wydarzeń, ale po pierwsze: nie miałam pomysłu na tę część. Po drugie: chciałam spisać ich przeszłość, póki mam ją w głowie, ale jest jej dość sporo, więc może się zdążyć, że będzie za dużo akcji. Postaram się jednak tego uniknąć. Po tej części wszystko wróci "do normy". Miłego czytania~! <3



Pięć lat wcześniej, 29 kwietnia.
          Ana siedząc, jak wówczas większość czternastolatek, przy komputerze, grając w jak twierdziła "głupią gierkę dla dzieci", nie sądziła, że pozna dziewczynę, z którą trzy lata później zamieszka.
          Napisała do niej dziewczyna o nicku "Chacky", pomyślała, że pewnie będzie jak zawsze, bo Ana twierdziła, że ma trudny charakter i dlatego nie ma przyjaciół. Miała niską samoocenę i nie sądziła, że nikt nie chcę z nią rozmawiać głównie dlatego, iż jest bardzo nieśmiała i sama nie zaczyna rozmowy. Chacky jednak okazała się być inna. Co prawda musiała napisać pierwsza, ale dziewczyny zaczęły dobrze się dogadywać. Po dwóch miesiącach pisania ze sobą Ana postanowiła zapytać Chacky, gdzie mieszka. Dziewczyna odpowiedziała, że w Toruniu. Ucieszyło to drugą, gdyż czuła, że mogą się chociaż zakumplować, tym bardziej, że mieszkała niedaleko. Miała jednak na uwadze to, że Chacky wcale nie musi być tą osobą, za którą się podaje i nie chciała jeszcze się spotykać.
          Margaret z kolei była trochę buntowaną nastolatką z patologicznej rodziny, która swoje smutki topiła w książkach, sztuce lub internecie. Dziewczyna chciała zostać tatuażystką, ale jak sama twierdziła "to mało możliwe, żeby taki nieudacznik został tym, kim chce". Zawsze powtarzała sobie takie słowa, szczególnie gdy w jej domu sytuacja stawała się gorsza. Pewnego, smętnego, źle zapowiadającego się dnia zobaczyła na forum dziewczynę. Stwierdziła że mogłyby się dogadać, więc postanowiła napisać. Znajomość rozwijała się. Ana i Margaret, wówczas jeszcze zwyczajnie Ania i Gosia, powoli zaczęły się zaprzyjaźniać.
          Minął kolejny miesiąc, a dziewczyny już pewne, że są tymi, za które się podają, postanowiły się spotkać. Starsza zaproponowała, żeby pojechały do miasta między Toruniem, a miejscowością Any. Postanowiły, że przyjadą w to miejsce w weekend.
Tego dnia Margaret miała wybitne problemy w domu. Dostała od ojca w twarz, a od matki ponownie usłyszała, że jest bezużyteczną kurwą. Postanowiła jechać na spotkanie z Aną i uciec, przy okazji. Włożyła kilka swoich rzeczy, dyskretnie, do plecaka i poszła na pociąg. Jechała na gapę, w dokładnie wybranej, pociągowej toalecie, czyli jak zwykle. W godzinę dojechała na miejsce, jednak trochę się spóźniła. Wysiadła, cudem unikając konduktora i wyszła przed stację, idąc w miejsce, gdzie miała się spotkać z przyszłą przyjaciółką.
          Ana martwiła się trochę o to, że Ret nie przyjdzie, gdyż się spóźniała. Postanowiła jednak poczekać. Mag przyszła, uśmiechnęła się i podeszła do Any.
-Wybacz, że tak późno. Mówiłam ci jacy są moi starzy.- powiedziała. An zrozumiała, sama w domu nie miała lekko. Młodsza spytała, dlaczego Magie chciała się spotkać akurat w tym mieście.
-Obie mamy tu tą samą drogę, a poza tym to jedyna miejscowość w okolicy, jaką znam chociaż trochę.-odpowiedziała i machnęła czarnymi włosami.
-Po co ci plecak?-spytała Ana. Była ciekawa po co jej to, skoro chyba nie miały zamiaru niczego kupować, a wątpiła, że Ret zawsze tak chodziła.
-Mam dość swojej chaty, zwiewam na trochę.-odparła. Młodsza była zdziwiona, ale nie przyjęła tego źle. W końcu wiedziała, jaka jest rodzina jej koleżanki.
          Dziewczyny spędziły cały dzień razem, przy okazji poznając się bliżej. Pod wieczór Margaret odprowadziła Anę na peron, a potem poszła na miasto. Nie wiedziała gdzie przenocuje, ale nie uważała tego za problem.
-No, Gośka czeka cię kolejna nocka na ławce, w towarzystwie jakże miłych ćpunów i żuli.-powiedziała cicho do siebie i zaśmiała się pod nosem.
          Ret nie było przez prawie miesiąc. W tym czasie starała się kontaktować z Aną, żeby się nie martwiła. Postanowiła wrócić, właściwie nie wiedziała po co. Jak się spodziewała, przez dwa dni miała w domu względny spokój, ale potem wszystko wróciło "do normy". Jednak norma w domu Margaret nie wyglądała tak jak w innych domach - było to głównie poniżanie, bicie i traktowanie dziewczyny jako służącą. Nie była jedynaczką, ale była najmłodsza, całe jej rodzeństwo dawno wyprowadziło się z domu. Ret musiała znaleźć sobie kogoś, kto był by kimś jej bardzo bliskim. Tą osobą okazała się Ana. Ona jednak miała dużo lżej niż jej przyjaciółka, mimo, że matka kilka razy wyrzuciła ją z domu. Tak jak Margaret, Ana była w domu poniżana i czasami nawet bita, ale nie było to aż tak nasilone.
          Po kilku następnych spotkaniach w najróżniejszych miasteczkach, dziewczyny postanowiły jechać do miejscowości, w której mieszkała Ana. Całodzienne spotkanie skończyło się na tym, że dziewczyny postanowiły założyć zespół. Umówiły się, że Ana będzie gitarzystką i załatwi perkusistę i klawiszowca, Mag na wokalu, dobierze im basistę i menadżera. Po tygodniu wszystko było już załatwione i zespół umówił się na pierwszą próbę. Nazwali się Soul's Choir, tworzyli dokładnie post hardcore. Podczas pierwszego spotkania skomponowali pierwszą piosenkę pt. "Saviour". Uznali, że menadżer jeszcze im nie potrzebny, więc ich działalność przez następne dwa miesiące ograniczała się do komponowania w garażu bądź piwnicy domu, któregoś z członków.  Dopiero jednak kształtowali swój prawdziwy styl.
         Margaret siedziała przed komputerem w swoim ciasnym pokoju. Pisała z Aną i jeszcze jakąś inną dziewczyną poznaną w internecie. Ta pokazała jej pewną piosenkę, która bardzo wpadła Margaret w ucho. Było to dokładnie "Breathe" G-dragon'a. Ta piosenka spowodowała, że Ret zaczęła słuchać tego rodzaju muzyki i pokazała go Anie. Tej także się spodobało, chociaż było ciężej niż z Mag. Wyjątkowo spodobały im się zespoły Block B i B.A.P.
-Nauczę się rapować.- stwierdziła rozmawiając z Aną przez telefon.
-W Zico się bawisz? Ty się koreańskiego ucz, a nie.-rzuciła przyjaciółka śmiejąc się.
-A żebyś wiedziała! Poza tym umiem więcej niż ty.-odpowiedziała. Miała zamiar wprowadzić to do muzyki ich zespołu czy reszta tego chce czy nie.
-Jak tam chcesz, ja nie wnikam.-dodała Ana. Margaret usłyszała, że jej rodzice wracają.
-Anka, ja muszę kończyć, starzy przyjechali. Trzymaj się, pa.-pożegnała się i rozłączyła. Westchnęła głośno i otworzyła rodzicom drzwi. Jak zawsze jej się dostało, ale była do tego przyzwyczajona. Całą noc nie spała, uczyła się rapować. Do rana było, jak twierdziła całkiem nieźle, jednak nadal za mało. Trenowała cały następny dzień i kilka kolejnych w szkole. Na próbie ich zespołu Margaret przedstawiła reszcie jej pomysł. Chciała dołączyć rap do ich piosenek. Wszyscy się zgodzili. Całe spotkanie przebiegło na planowaniu. Postanowili skomponować jeszcze około trzech piosenek i załatwić menadżera. Rozeszli się do siebie. Ret pojechała z Aną i odprowadziła ją.
          Było już ciemno, gdy wróciła do swojego miasta. Postanowiła, że przejdzie się, zanim pójdzie do domu. Szybko znalazła się w parku. Chodziła po węższych, mniej oświetlonych uliczkach. Szczególnie lubiła jedno miejsce - była to stara ławka, pod dębem. Nieoświetlona, oddalona od głównej ścieżki o kilka metrów, wokół niej rosły krzaki. Dziewczyna usiadła na niej i spojrzała w widoczne przez liście niebo. Zamknęła oczy i zaczęła coś rapować pod nosem.  Nagle poczuła, że ktoś pociągnął ją i przygwoździł do ziemi. Odruchowo podkurczyła nogi i zaczęła się wyrywać. Została jednak unieruchomiona.
-Nie szarp się, aniołku. Oboje wiemy, że tego chcesz. -usłyszała niski, męski głos. Przeraziła się i zaczęła wyrywać jeszcze bardziej. Poczuła zimną rękę pod swoją koszulką, która zerwała z niej stanik. W jej oczach pojawiły się łzy. Nadal walczyła, próbują obronić swoje dziewictwo, jednak gwałciciel był silniejszy. Zerwał z niej dżinsy i chwilę później Mag poczuła potworny ból w dolnej części ciała. Wrzasnęła na całe gardło i nadal się szarpała. Trwało to tak długo, aż opadała z sił, ale przypomniała sobie, że zawsze miała przy sobie coś ostrego. Sięgnęła do strzępków swoich spodni i dyskretnie wyjęła z nich mały nóż motylkowy. Ostatkami sił otworzyła broń i wbiła napastnikowi w gardło. Po jej obojczykach spłynęła krew, wyjęła ostrze i odsunęła się gwałtownie od mężczyzny. Podkuliła nogi pod brodę, położyła nóż obok siebie i zaczęła płakać. Trzęsła się, była przerażona i obolała. Nie mogła się ruszyć z miejsca, więc tak siedziała.
         Rano, kobieta idąca do pracy przez park, zobaczyła w oddali skuloną postać, podeszła bliżej. Zarysował jej się wyraźny obraz młodej, półnagiej dziewczyny, wyraźnie przerażonej. Podbiegła do niej. Margaret odwróciła gwałtownie wzrok. Uspokoiła się trochę, gdyż była to kobieta. Nieznajoma zdębiała na chwilę widząc zakrwawioną Ret i ciało mężczyzny leżące obok. Jednak domyśliła się, że najpewniej została zgwałcona. Kucnęła obok i dotknęła ramienia młodej.
-Już, kochana, jesteś bezpieczna. Będzie dobrze.-powiedziała ciepłym, troskliwym głosem. Wezwała policję, która przyjechała dość szybko. Młoda Margaret została zabrana do szpitala i dokładnie zbadana. Fizycznie była w nie najgorszym stanie, co innego jednak działo się w jej głowie. Była załamana. Kazała do szpitala nikogo nie wzywać. Tak też się stało, nikt nie przyjechał. Została uniewinniona od zarzutu zabójstwa i trafiła na pół roku do szpitala psychiatrycznego na leczenie, po tym, jak wycięła sobie na nadgarstku słowo ,,Maech' unbu" [hangeul: 매춘부], z koreańskiego ,,kurwa". Ana przez cały ten czas, w miarę możliwości, starała się z nią widywać, gdyż kilka dni przed trafieniem do szpitala Margaret dowiedziała się, że jest w ciąży. W świetle polskiego prawa mogła ją, bez żadnych konsekwencji, usunąć. To też zrobiła.
          Po wyjściu ze szpitala dziewczyna drastycznie się zmieniła, jednak Any to też dotyczyło. Była wiele twardsza i już nie tak łatwo było ją złamać, jak kiedyś. Ich zespół wyszedł na prostą, zaczęli nagrywać i grać koncerty. Jednak nie trwało to długo. Zespół po następnym półtora roku się rozpadł. W tym czasie Ret bardzo często przesadzała z alkoholem i imprezami, twierdziła, że skoro nic gorszego od gwałtu ją w życiu nie spotka, to może sobie pozwolić na wszystko. Ana coraz bardziej się o nią martwiła, do rozsądku przemówiła starszej dopiero druga ciąża. Zdawała sobie sprawę, że nie zdoła wychować dziecka, a nawet nie dotrwa do porod, tym bardziej, że jej domem był głównie dom Any. Ewentualnie nocowała u któregoś ze znajomych. Nie wracała już do domu, uciekła na dobre.
         Idąc wieczorem do Any, Margaret zobaczyła chłopaka przyjaciółki. Była z nim od jakiegoś czasu, jednak Ret wydawał się on podejrzany. Zobaczyła jak chłopak żegnał się z jakąś dziewczyną. Wysoka blondynka z pełną figurą, ich pożegnanie nie wyglądało chociaż w małym stopniu tak, jak zawsze powinno się to robić ze znajomymi. Domyśliła się, że to jego kochanka. Dotarła do domu przyjaciółki i od jej rodziców dowiedziała się, że jej przyjaciółka jest u swojego "chłopaka". Pobiegła tam zmartwiona o An. Drzwi były otwarte, weszła i udała się do pokoju, z którego ich słyszała. Zobaczyła schlaną za pięciu Anę i dobierającego się do niej, najwidoczniej w stu procentach trzeźwego, faceta. Wkurzona podeszła do nich, chwyciła go za włosy  i rzuciła na ziemię. Klęknęła mu na klatce piersiowej, złożyła pieszczochę na pięść i uniosła rękę.
-Ty pierdolony pedale, najpierw ją zdradzasz, a teraz jeszcze przelecieć po pijaku próbujesz?-powiedziała i przyłożyła kolesiowi zaciśniętą, uzbrojoną ręką, prosto w twarz. Dostał jeszcze kilka ciosów i Margaret, łamiąc mu rękę, wstała. Pociągnęła go za bluzkę i przygwoździła do ściany.
-Słuchaj, sukinsynu, jeszcze raz chociaż jej dotkniesz, to już nie będziesz miał czym poruchać, jasne?-powiedziała i rzuciła nim o ziemię. Pomogła Anie się pozbierać i zabrała ją z mieszkania. Nocowały u jednego z kumpli Mag, w zamkniętym pokoju. Rano starsza wyjaśniła An dlaczego tak boli ją łeb i co zaszło poprzedniego wieczoru. Młoda zdołała tylko podziękować przyjaciółce. Przez następne kilka tygodni Ana miała potworne problemy w domu.
 Ana i Margatret uciekły do Ameryki i przez następne trzy lata tam mieszkały. Ret w tym czasie została tatuażystką, Ana piercerką. Zmieniły także nazwiska. Nikt ich nie znalazł, więc w Polsce uznano je za martwe. Dziewczyny narobiły sobie wrogów i nawet Ana była "niezłym ziółkiem". Postanowiły przeprowadzić się do Seoulu. Po miesiącu były na miejscu i zaczęła się historia, która trwa.

wtorek, 15 października 2013

Rozdział 2

Ana i Margaret w ciągu następnych trzech dni rozpakowywały swoje rzeczy, trochę zapoznały się też z nowymi sąsiadami.  Ret jednak nadal była zabiegana w związku ze zbliżającym się otwarciem salonu.
          Tego dnia nie miało być inaczej, dziewczyna musiała jeździć z jednego końca miasta do drugiego i z powrotem, podczas gdy Ana nie miała wiele pracy. Margaret poszła do garażu, żeby odjechać, jednak gdy spróbowała odpalić silnik swojego choppera - ten nawet nie drgnął. Lekko podirytowana zajrzała do silnika i od razu znalazła szkodę, nie miała niestety czasu jej naprawiać, więc postanowiła iść na piechotę, gdyż nie miała bardzo daleko. Wyszedłszy na chodnik, włożyła słuchawki w uszy i skierowała się w stronę miasta. Jaehyo przechadzając się po drugiej stronie ulicy, zauważył dziewczynę kierującą się w tą samą stronę. Podbiegł do niej i przywitał się. Margaret wyjęła słuchawki z uszu, przewiesiła je na szyi i uśmiechnęła się.
-Gdzie idziesz?-spytał chłopak patrząc na nią.
-Pozałatwiać jeszcze kilka pierdół, na szczęście niewiele tego jest.-odpowiedziała sprawdzając godzinę na zegarku w telefonie. Było wczesne południe, więc miała czas.
-Pójdę z tobą, przynajmniej nie będziesz się tak nudzić.-dodał ze słodkim uśmiechem. Ret parsknęła cicho śmiechem.
-Jak ze mną wytrzymasz, to nie ma sprawy.-powiedziała odwzajemniając uśmiech, nagle chłopak jakby się do niej przybliżył i wykrzywił lekko głowę.
-Uśmiechnij się jeszcze raz.-poprosił. Dziewczyna nie wiedziała o co mu chodzi, ale zrobiła to o co prosił
-Ty masz dołeczek w policzku!-powiedział, klasnął w dłonie i uśmiechnął się. Uważał, że dziewczyna z dołeczkami wygląda słodko.
-Tak, wiem, zawsze mnie denerwował.-odparła Margaret.
          Poszli dalej, rozmawiając i śmiejąc się. Po dłuższym czasie dotarli do niewielkiego salonu w centrum miasta. Na ciemnoszarych ścianach wisiało kilka obrazów, pod jednym z nich stała kanapa z czerwonego atłasu, na przeciwko znajdowała się lada z ciemnobrązowego drewna, a tuż za nią dębowe biurko z podwyższeniem. Tak wyglądał hall, natomiast sama pracownia musiała być bardziej sterylna. Wystrój ścian zmienił się tylko o ilość obrazów - w hallu wisiało dokładnie pięć, w pracowni natomiast trzy. Pomieszczenie to było oczywiście większe, stało tam kilka stalowych półek ustawionych szeregiem przy ścianie, krzesła, fotele i cały osprzęt do wykonywania zawodu tatuażysty czy piercera.  Część do tatuowania i część do piercingu były oddzielone atłasową, czerwoną zasłoną.
-Dobry, szefie.-rozległ się niski, męski głos. Po chwili wyszedł zza wcześniej wspomnianej zasłony wysoki, czarnowłosy Azjata w czarnych ubraniach, z wieloma tatuażami i kilkoma kolczykami. Jaehyo poczuł się trochę niepewnie, bo był tam chyba jedyną osobą, która nie jest "obeznana". Margaret, jednak wcześniej powiedziała mu, że może się tak czuć i że wchodzi na własną odpowiedzialność.
-Cześć Junsu. Słuchaj, zdążymy do jutra?-spytała.
-Myślę, że tak. Właściwie zostało tylko tu ogarnąć i można otwierać.-odpowiedział chłopak i uśmiechnął się delikatnie.
-Okej, to ja ci tą robotę zostawiam, jak skończysz jesteś wolny. Tylko dostarcz mi klucze jak już zamkniesz.-rzuciła Ret, powiedziała jeszcze, że już idzie i razem z Jaehyo wyszli z salonu.
-Jesteś tu szefem?-spytał trochę zakłopotany chłopak.
-Tak, a ten koleś co tam był to mój asystent. Ana też tu pracuje.-odpowiedziała Magie.
-Rodzinny biznes?-rzucił.
-Nie jesteśmy z An rodziną, powiedziałabym, że raczej "przyjacielskie załatwianie sobie nawzajem roboty."-odpowiedziała. Jaehyo trochę się zdziwił, że dziewczyny nie są ze sobą spokrewnione, ale nie pytał o to więcej. Margaret poszła jeszcze po kilka rzeczy, dostarczyła je Junsu i dalej ze swoim wcześniejszym towarzyszem poszli na zakupy.
           Ana w tym czasie ogarnęła sobie w pokoju i nie mając co robić postanowiła potańczyć. Była zupełnie nieświadoma, że wszystko to widzi B-Bomb i własnie siedzi przy oknie patrząc na nią. An twierdząc, iż będzie jej w dżinsach niewygodnie wygrzebała z szafy czarne szorty i jasnoniebieską bokserkę. Zdjęła spodnie, dając obserwującemu ją B-Bombowi coraz więcej zabawy, założyła wcześniej wziętą dolną część garderoby i zdjąwszy koszulkę ubrała się do końca. Podeszła do komputera i włączyła pewien dubsepowy utwór. Stanęła w rozkroku i zaczęła tańczyć.
Widząc to Minhyuk stwierdził, że ją odwiedzi i potańczą sobie razem. Ubrał się i wyszedł z domu, po drodze myślał tylko nad wymówką, której by użył, bo nie powiedziałby, że ją podglądał. Był już przed drzwiami, zapukał, po chwili otwarła mu młoda, czarnowłosa dziewczyna w szortach i bokserce, dyszała. Trochę się speszyła, bo nadal nie była przyzwyczajona, że ona i Mag mieszkają obok swoich idoli.
-Cześć.-przywitał się. Ana prostując plecy zarzuciła włosami i uśmiechnęła się.
-No hej.-powiedziała. Zaprosiła go do środka i usiadła na kanapie.
-Przyszedłeś akurat jak tańczę.-dodała ledwo dając radę się wyluzować. Zdziwiło ją, że w ogóle zdołała to zrobić.
-Widziałem, dlatego przyszedłem. Jesteś całkiem niezła, potańczymy razem?-spytał, dziewczyna zarumieniła się lekko.
-Widziałeś?-rzuciła niepewnie.
-Tak, w oknie, jak przechodziłem. To jak będzie, tańczymy?-odpowiedział. Ana przytaknęła. Podeszła do swojego laptopa i włączyła piosenkę, do której tańczyła wcześniej.
-Pokaż, co umiesz.-zaproponowała i usiadła na powrót na kanapie. Minhyuk wstał i poczekał na odpowiedni moment. Nie trwało to długo jak zaczął tańczyć przypasowując kroki do muzyki.



Ana wstała i wczuwając się w muzykę dołączyła do B-Bomba. Ruchy dziewczyny bardzo mu się spodobały, patrzył na nią ukradkiem i od czasu do czasu delikatnie jej dotykał. Utwór się skończył, An jednak zamiast włączyć następną piosenkę zwróciła się do Minhyuk'a.
-W ogóle, za nic nie mogę ogarnąć, jak tańczyłeś z Yukwonem do Warning. Nauczysz mnie?-spytała uśmiechając się. Chłopak się zgodził i po chwili zaczął uczyć ją 'na sucho', czyli bez muzyki.
            Jaehyo i Ret już dość długo chodzili po mieście, nawet się nie orientując, że było już ciemno. Wracali wolnym krokiem do domu, gdy nagle nad nimi zgasła latarnia. Mag odruchowo lekko się cofnęła, ale zaraz potem zdała sobie sprawę, że to nic wielkiego i poszła dalej. Szli już przedmieściem, więc było bardzo cicho, jak na stolicę Korei Południowej. W pewnym momencie zza zakrętu wyłoniła się sylwetka mężczyzny, szedł w ich stronę, ale żadne nie zwracało na niego większej uwagi. Dopiero gdy podeszli bliżej, nieznajomy zagrodził im drogę. Margaret od razu się to nie spodobało.
-Koleś suń dupę!-uniosła się, na co Jaehyo bardzo się zdziwił ,bo dotychczas twierdził, iż mimo groźnego wyglądu Ret jest kochaną, niegroźną dziewczyną.
-Bo co? Bo mi się dostanie od twojego alfonsa?-wycedził mężczyzna wskazując skinieniem głowy na nadal zdziwionego Jaehyo. Dziewczyna spojrzała na niego z wyraźną kpiną.
-Po pierwsze: jedyna dziwka jaką tu widzę, stoi przede mną. A po drugie: Lepiej się odsuń, jeżeli nie chcesz wylądować mordą na chodniku, szczylu. -odparła, nie zmieniając wyrazu twarzy. Zdążyła zauważyć, że koleś chyba nie odstąpi.
-Lepsze to niż chodzić w nocy po ulicy z jakimś dupkiem, który nawet nie wygląda jak facet.-dodał, w tym momencie Magie zorientowała się, że go zna. To był chłopak, z którym kiedyś się pobiła przy całej szkole, on przegrał i miał potem w niej piekło, bo twierdzili, że skoro pokonała go dziewczyna, był tak zwanym mięczakiem.
-No proszę, dawnośmy się nie widzieli, tylko po co szukasz zaczepki, mendo pierdolona? Już raz Cię ośmieszyłam, skoro myślisz, że tym razem byś mnie pokonał, to jesteś zwyczajnie naiwnym, miękkim chujem. Pamiętaj, że owłosiona pała nie czyni z ciebie faceta.-odpowiedziała. Chłopak zacisnął rek w pięść, a Jaehyo wycofał się kilka kroków.
-Zwykła kurwa z Ciebie, wiesz?-spytał dawny znajomy Margaret. Po chwili dziewczyna poczuła uderzenie na policzku, odwróciła głowę w bok, a włosy opadły jej na twarz. Uniosła rękę, pokiwała karcąco palcem i uśmiechnęła się szyderczo.
-Przegiąłeś.-powiedziała cicho i zamachnęła się. Chłopak się zachwiał, ale stanął na równe nogi i znowu spróbował uderzyć Margaret. Dziewczyna jednak złapała jego pięść, Odwróciła go tyłem go siebie, wykręcając rękę, kopnęła go w plecy. Po chwili poczuła, że ktoś ciągnie ją do tyłu i przewraca. Wylądowała na plecach, uderzyła kręgosłupem o krawężnik. Wygięła się w bolesny łuk, ale uniknęła ciosu, który właśnie chłopak w nią wymierzył. Gdy wstawała poczuła, że kopnął ją w brzuch, skuliła się lekko i znów poczuła jego ciężkie buty na swoim ciele. Uchylając się od kolejnego ciosu, wstała i uderzyła rywala w twarz z pięści dwa razy, po czym co do złudzenia zamachnęła się, ale zamiast ponowić prawy sierpowy, ominęła jego twarz schylając się i kopiąc w policzek. Obróciła się wokół własnej osi i stanęła w dość stabilnej pozycji. Następnego ciosu uniknęła łapiąc pięść chłopaka, drugą ręką złapała jego nadgarstek, odwróciła go tyłem do siebie i podcięła mu nogi, przez co się przewrócił. Przycisnęła jego ramię do ziemi, dopóki nie usłyszała trzasku i jęku wydobywającego się z jego ust.
-Z wyłamanym barkiem już wiele nie zdziałasz.-powiedziała kpiąco i odsunęła się.
            Jaehyo był wyraźnie zaskoczony. Nie myślał, że Margaret potrafi się tak dobrze bić, a tym bardziej, że jest zdolna złamać komuś bark.
-Jaehyo, przepraszam, że musiałeś na to patrzeć. Mam z nim od dawna na pieńku, ale nie myślałam, że teraz będę się z nim bić. Nic ci się nie stało?-spytała, a w jej głosie można było wyczuć nutkę troski.
-Nie, ale Tobie tak. Masz rozwalony policzek!-odpowiedział. Ret przyłożyła rękę do swojej twarzy. Rzeczywiście, gdy na nią spojrzała, miała na niej plamę z krwi.
-A to, to tam nic, przeżyję.-powiedziała i uśmiechnęła się. Jednak jej uśmiech nie był taki sam, można było zaobserwować, że coś ją boli.
-Przecież widzę! Chodź, muszę cię sprawdzić.-odparł. Pociągał ją delikatnie za rękę i zaciągnął do domu. Na wejściu zobaczyli Yukwona. Chłopak zdziwiony popatrzył na Mag i spytał co się stało.
-Pobiłam się i tyle.-odpowiedziała. On widząc, że dziewczyna jest obolała pomógł jej się zdjąć glany. Ret usiadła na kanapie. Na fotelu, słuchając muzyki siedział Zico, ale nie pytał co się stało, bo to było dla niego oczywiste. Spojrzał na nią i wyjął słuchawki z uszu.



-Z kim żeś się pobiła?-spytał. Margaret machnęła ręką, mówiąc:
-Nieważne.
-Jak chcesz. Przynieść Ci coś?-dodał.
-Colę możesz.-odpowiedziała i uśmiechnęła się lekko. Przyniósł to, o co prosiła, serwując też sobie przy okazji. Wtem wszedł Jaehyo i usiadł obok, poprosił Ret, żeby dała przemyć sobie policzek. Dziewczyna od niechcenia zgodziła się.
-Jaehyo, przesadzasz. Nic mi nie będzie.-powiedziała. On jednak nie posłuchał, mówiąc, że mocno jej się dostało i nie wypuści jej dopóki nie sprawdzi.
-Ja tego nie widziałem, co prawda, ale nie wydaje mi się, żeby była umierająca.-wtrącił Zico. Jae wywrócił oczami i skończył obmywać Margaret policzek.
-Pokaż jeszcze brzuch i plecy, bo o ile mi się nie przywidziało, to zwinęłaś się z bólu. Wolę sprawdzić co ci się stało.-poprosił. Magie podniosła bluzkę, na brzuchu miała dość spore zasinienie, Jaehyo spojrzał na nią wzrokiem mówiącym ,,A nie mówiłem?", ona tylko wzruszyła ramionami.
-Siniak, jakoś nie czuję się bardziej uszkodzona.-powiedziała. Margaret zawsze ignorowała swój stan, twierdząc, że jeżeli nie ma dziury w brzuchu, albo jak się nie rozpada to jest dobrze.
     Jaehyo potrzymał ją jeszcze w domu, posmarował siniaki maścią arnikową i powiedział, ze może już iść.
-Chodź, odprowadzę Cię, żeby już nic Ci się nie stało!-powiedział żartobliwie Zico nadstawiając łokieć. Mag zaśmiała się i pozwoliła wziąć się pod rękę. Wyszli i zaraz później dotarli do domu. Na wejściu spotkali Anę i Minhyuka, który właśnie wychodził. Zatrzymał się jednak, żeby spytać Mag co się stało.
-Pobiłam się, nic wielkiego.-odpowiedziała.
Zico ją puścił i ukłonił się śmiejąc przy okazji.
-Miałam rację, nie potrzebujesz zioła, żeby zachowywać się, jak zjarany.-rzuciła pukając go w czoło.
-Boże, Ret, z kim zaś?-spytała Ana wywracając oczami.
-Pamiętasz tego szczyla, z którym się pobiłam w pierwszej liceum? Z nim.-odparła Mag.
-Takie to w twoim stylu. A ty dzisiaj nie jarałaś...-dodała przykładając rękę do skroni.
-Dzisiaj jeszcze nie.
-Jeszcze...-Ana pokręciła lekko głową. Chłopaki wyszli a Margaret wyjęła skręta marihuany z małego pudełka z kieszeni, weszła do swojego pokoju, otwarła okno i zapaliła.

poniedziałek, 30 września 2013

Rozdział 1

     Margaret tego dnia wstała pierwsza. Przynajmniej miała takie wrażenie, bo w domu było wyjątkowo cicho. Usiadła na łóżku, przykrywając kolana czerwoną kołdrą. Przechyliła swoje smukłe ciało do przodu, co spowodowało, że kruczoczarne włosy opadły na jej zaspaną twarz. Przetarła oczy i zeszła z łóżka, spojrzała na jeszcze nierozpakowane pudła. Badając je wzrokiem powoli odechciewało jej się w nie zaglądać a tym bardziej rozpakowywać . Przełamując się podeszła do jednego z nich, wyjęła kosmetyczkę i powędrowała do łazienki. Było to małe pomieszczenie z szaroniebieskimi kafelkami i typowym wyposażeniem do pokoju tego typu. Rozczesała włosy, spięła je w kucyk i przewiązała na głowie bandanę. Weszła do sypialni i grzebiąc w jednym z pudeł wyjęła granatowo-czerwony dres i czarne adidasy, ubrała się i zerknęła na zegarek. Była ósma rano, więc nie dziwne, że An jeszcze spała. Ret westchnęła ciężko i wyszła z pokoiku.
     Wychodząc jak co rano biegać, Magie miała w głowie tylko myśli, że ona i Ana są najprawdopodobniej jedynymi Europejkami w Seoul.
-Egzotyczny towar, ta?-mruknęła do siebie, włożyła słuchawki w uszy i wyszła. Miała nadzieję, że nie zgubi się w nowej okolicy. Zaczęła od truchtu i powoli przyspieszała.
     W tym czasie Zico był już na nogach i właśnie przechadzał się po ulicy, jego uwagę przykuła młoda dziewczyna biegająca po przeciwległej stronie ulicy. Przyglądał się jej przez dłuższy czas zastanawiając się czy mieszka w okolicy. Mimo, że była dość niska, miała długie nogi, podobała mu się, co było nietypowe z jego strony, bo on wolał wyższe.



     Lekko się męcząc dziewczyna przystanęła i oparła się o płot nie bardzo zwracając uwagę na szczekającego za nią sporego psa. Spuściła wzrok i odkręciła butelkę z wodą, którą kupiła gdzieś po drodze. Wypiła kilka łyków i spojrzała na drugą stronę ulicy, stał tam wysoki ciemny blondyn, który, jak wcześniej zauważyła, badał ją wzrokiem.
Tak jak myślałam.-pomyślała i zaczęła biec dalej. Chłopak kogoś jej przypominał, ale twierdząc, że wszyscy Azjaci są w jakimś stopniu do siebie podobni, zignorowała myśli i po godzinie wróciła do domu.

     Przed budynkiem z powrotem zobaczyła mężczyznę, którego widziała wcześniej. Tym razem ich spojrzenia się spotkały, dziewczyna uśmiechnęła się do nieznajomego.  Chłopak trochę się speszył i zajął otwieraniem furtki. Mag uznała, że to słodkie, po czym weszła do domu, zdejmując buty i na wejściu spotkała Anę.
-Boże, gdzie ty byłaś?-usłyszała na wejściu od przyjaciółki. Uśmiechnęła się ironicznie.
-Biegać.-odpowiedziała krótko dodając:
-Idę się umyć.

     Ana nie mając co robić podczas gdy przyjaciółka była pod prysznicem postanowiła się ubrać, gdyż nadal była w koszuli nocnej. Weszła do swojego pokoju, po czym zdjęła z siebie piżamę, ubrała czystą bieliznę i chwilę stojąc nad pudłem z ubraniami zdecydowała się włożyć cienką, czerwoną koszulę flanelową i szorty. Uporządkowała włosy i makijaż, po czym poszła zrobić sobie śniadanie. Starsza już wyszła spod prysznica i stała w bieliźnie.
-Weź się ubierz, jeszcze ktoś przyjdzie i co?-powiedziała Ana widząc półnagą współlokatorkę.
-Już idę.-odpowiedziała jej Margaret i weszła do swojego pokoju. Wygrzebała z pudła czarne szorty, pończochy z szerokimi, pionowymi pasami, zakończone koronką oraz krótką czerwoną bluzkę. Ubrała się, zrobiła makijaż i wyszła z pokoju. An już zjadła, a Mag zaczęła szykować sobie jakieś szybkie śniadanie.

~~~~

     Zico wszedłszy do domu cały czas myślał o ich nowej sąsiadce. Zastanawiał się nad czymś, właściwie nie wiedząc nad czym.
-Coś się tak rozmarzył? Wyglądasz jak się zakochał.-usłyszał głos, otworzył oczy i okazało się, że tymże głosem był Kyung.
-Zico, zakochałeś się?-powiedział Yukwon, który właśnie wszedł do pokoju i usiadł przed blondynem na kanapie. Zico westchnął z rezygnacją i odpowiedział:
-Nie, spotkałem jedną z naszych nowych sąsiadek. Trzeba przyznać, dziewczyna niczego sobie.-uśmiechnął się. Po chwili przyszedł Taeil.
-Należałoby je przywitać, prawda?-powiedział i zawołał resztę zespołu. Wyjaśnił im i po krótkiej chwili zaczęli uzgadniać, kto ma iść przywitać dziewczyny.
-Niech Zico idzie!-rzucił jeden.
-Czemu ja?-spytał lekko zakłopotany blondyn.
-Bo ty je znasz! Przynajmniej jedną z nich...-odparł.
-Nawet nie wiem jak ma na imię. Niech idzie Teail i... Yukwon!-zaproponował Zico i odgarnął włosy z twarzy.  Wymieniona przez niego dwójka lekko się zdziwiła, myśląc czemu akurat oni?
-Dlaczego my?-spytali chórem.
-Bo oboje jesteście tacy słodcy i na pewno one was polubią.-odpowiedział im przedmówca uśmiechając się lekko.
-A skąd wiesz, że tam mieszkają tylko dziewczyny? Może to ta laska i jej facet?-rzucił Jaehyo, uważnie rozważając wcześniej swoje słowa.
-Co prawda jedną widziałem ale...
-Też jakąś dziś rano w oknie zauważyłem.-dodał szybko B-Bomb, przerywając Zico wypowiedź.
-Tatuaże jakieś miała?-spytał blondyn patrząc na przyjaciela. Zaprzeczył.
-No to mamy pewność. Mniej więcej, ale dobra. To Yukwon i Teail idą, możecie je tu przyprowadzić.-powiedział P.O. Chłopaki lekko zrezygnowani jednak się zgodzili i zaczęli się zastanawiać jeszcze nad jedną rzeczą.
-B-Bomb, skąd ty wiesz, że tamta druga dziewczyna nie ma tatuaży?-spytał Teail podejrzliwie patrząc na chłopaka. Ten tylko się zaśmiał opowiadając, że widział ją w oknie jak się przebierała.

      Margaret zjadłszy śniadanie poszła do swojego pokoju, żeby rozpakować chociaż część rzeczy. Zaczęła od ubrań, czyli tego, co jak twierdziła - jest najważniejsze, ale jakby ich nie miała, chodziłaby na go nie zważając na opinię innych. Ana w tym czasie siedziała w salonie także wypakowując jakieś pierdoły. Nagle usłyszała rozlegający się przy wejściu do domu dzwonek. Podeszła i spojrzała przez wizjer, gdy zobaczyła dwóch członków swojego ulubionego zespołu, nogi się pod nią ugięły i mało nie upadła. Musiała podeprzeć się o stojącą obok szafkę.
-Ret! Chodź tu!-zawołała. Margaret przybiegła do przyjaciółki i spytała co się stało. Ana powiedziała tylko, żeby spojrzała kto stoi za drzwiami. W tym czasie ona schowała się za Magie, która właśnie patrzyła na ich gości. Od razu ich rozpoznała i ze stoickim spokojem otworzyła im drzwi.
-Witam.-powiedział Yukwon i ukłonił się. Margaret uśmiechnęła się i odsłoniła Anę, łapiąc ją pod rękę. Zakłopotana dziewczyna schowała twarz za włosami i oparła się o ramię przyjaciółki.
-Część. Jestem Margaret, a to jest Ana.-powiedziała starsza trzymając nadal niespokojną współlokatorkę pod rękę.  Ona odważyła się tylko unieść dłoń w geście powitania.
-Ana no weź, nie wstydź się tak, deklu jeden.-dodała Ret szturchając dziewczynę. Wiedziała, że będzie się wstydzić, ale szczególnie widząc swoich idoli i robiła to specjalnie, bo lubiła się z nią droczyć. Yukwon i Teil tylko się uśmiechali. Nagle Yukwon się odezwał:
-Nie wstydź się, ja nie patrzę.-powiedział, uśmiechając się i zakrył oczy rękami. Taeil tylko na niego spojrzał śmiejąc z niego.



-Tak w ogóle to jestem Teail, a to Yukwon. -powiedział, nadal śmiejąc się z przyjaciela. Ana odsunęła się od Margaret i uśmiechnęła do chłopaków z wyraźnym rumieńcem na twarzy. Yukwon odsłonił oczy i od razu stwierdził, że wygląda uroczo. Taeil zauważył, że Ret jest niższa od niego i zrobił się jakby jeszcze weselszy niż dotychczas.
-Magie, Ana, chcecie się do nas wybrać?-spytał uśmiechając się. Margaret zgodziła się od razu, ale Anę musiała przekonywać.
     Wchodząc do domu z Taeilem i Yukwonem Ana trochę panikowała, a Ret jak zawsze zachowała stoicki spokój. Po tym jak udały się do salonu, od razu zauważyła, że jej przyjaciółka bardzo się denerwuje. Podeszła trochę bliżej.
-Uspokój się, to przecież nasi sąsiedzi.-powiedziała w ich ojczystym języku i bardzo cicho. Ana przytaknęła i usiadła na kanapie obok Yukwona. Margaret najpierw rozejrzała się po chłopakach, jej uwagę przykuł chłopak siedzący na skraju kanapy. Był to blondyn w granatowej, luźnej bluzce i czarnych rurkach. Rozpoznała go. To był ten sam, którego spotkała rano. Uśmiechnęła się i usiadła obok nieznajomego. Zico trochę się zdziwił, że zdecydowała się akurat na miejsce obok niego, ale nie uważał tego za jakiś wielki problem.
-No to cześć. -powiedział Kyung uśmiechając się do dziewczyn. An nadal się rumieniła
-Margaret jestem.-przedstawiła się, zakładając nogę na nogę. Po czym spojrzała na Anę, jakby miała jej wywiercić dziurę w brzuchu. Młodsza wysunęła lekko język w jej stronę, co rozśmieszyło P.O. i B-Bomba, siedzących obok.
-A ja Ana.-powiedziała rozluźniając się trochę, a rumieniec powoli schodził z jej twarzy. Jeden z chłopaków wstał i spytał, czy dziewczyny chcą coś do picia. Margaret, Ana, Zico, B-Bomb, Jaehyo i Kyung powiedzieli chórem, że colę. Wszyscy parsknęli śmiechem słysząc ich zgodność. Taeil, Yukwon i P.O stwierdzili, że nic nie chcą i jeden z nich poszedł po zamówioną wcześniej colę. Skończyło się na tym, że rozmawiali ze sobą przez następne trzy godziny, śmiejąc się i popijając colę, po czym dziewczyny poszły do siebie.
-Słuchaj młoda, zaraz muszę jechać do miasta, żeby załatwić jeszcze kilka rzeczy związanych z salonem i innych pierdołach. Rób se co tam chcesz, ale mi do pokoju nie wchodź, bo łeb urwę. -powiedziała Margaret i wyszła z domu.

piątek, 27 września 2013

Be The Light - postacie

Block B Fan Fiction-Karty



Imię: Margaret
Zdrobnienie: Magie, Mag, Ret
Nazwisko: Blackwood
Wiek: 20
Data Urodzenia: 14.06
Wzrost: 164cm
Waga: 53kg
Zawód: Tatuażysta


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



Imię: Ana
Nazwisko: Nicholls
Wiek: 19
Data Urodzenia: 04.05
Wzrost: 169cm
Waga: 53kg
Zawód: 







czwartek, 26 września 2013

Początek


Okeee, na sam początek może powiem ocb. 
Tutaj oto na tym jakże pięknym i cudownym blogu będę zamieszczać swoje opowiadania, powieści, wytwory popieprzonego umysłu artysty, wypociny czy jak to tam kto nazwie. Nie czepiać się to mój mózg, nie ja. 
No w każdym razie jeszcze dzisiaj pojawią się tu baaardzo skrócone karty postaci do pierwszego opowiadania.

I to chyba by było na tyle, zobaczymy co będzie, CIAO ;***