poniedziałek, 2 czerwca 2014

Przystanek (SHINee, Taemin)





          Stałaś na przystanku. Była chłodna, deszczowa noc, nie mając parasola schowałaś się pod zadaszeniem. Było już bardzo późno, a ty byłaś zmęczona, więc usiadłaś na ławce i oparłaś się o szybę. Nikogo wokół nie było, nawet samochody rzadko przejeżdżały, ale nie można powiedzieć, że ci to przeszkadzało. Zamknęłaś oczy i nawet nie zauważyłaś, kiedy zasnęłaś. Wstałaś około godziny później. Nadal padało, a w oddali zobaczyłaś odjeżdżający autobus. Zaklęłaś pod nosem, gdyż właśnie uciekł ci ostatni środek transportu, którym mogłaś dostać się do swojego mieszkania. 
          Siedziałaś wgapiając się w światła miasta, które w niektórych miejscach już gasły i użalałaś się cicho nad swoją głupotą. Było około w pół do trzeciej, a ty nie miałaś nawet jak dojść do domu, bo lało nieustannie.
-Kocham cię pogodo, po prostu.-mruknęłaś sama do siebie, jakby mając nadzieję, że matka natura ci odpowie. Przetarłaś zmęczone oczy i wygrzebałaś z torebki telefon. Sprawdziłaś dzisiejszą prognozę, miało padać przez większość nocy.
-No to pięknie, jesteś uwięziona na przystanku autobusowym, w deszczu i to w dodatku sama!-warknęłaś do siebie i spojrzałaś do góry. Na niebie było sporo gwiazd, które rzadko miałaś okazję oglądać, bo mieszkałaś w końcu w Seoulu, a teraz znajdowałaś się na przedmieściach. Na drugiej stronie ulicy zobaczyłaś sylwetkę człowieka z parasolem. Było to dla ciebie coś dziwnego, bo nie sądziłaś, że ktokolwiek będzie się kręcił w tej okolicy o tak późnej porze. Zignorowałaś idącego mężczyznę i skuliłaś nogi pod brodę, mając nadzieję, że będzie ci chociaż cieplej. Spojrzałaś na zegarek, było za dziesięć trzecia, czas dłużył ci się niemiłosiernie i powodował, że coraz bardziej chciało ci się spać.
          Nagle ktoś do ciebie podszedł, odskoczyłaś, bo trochę się przestraszyłaś, w świetle latarni delikatnie zarysowała się twarz tej osoby. Znałaś go, ale nie do końca wiedziałaś skąd. Przypominał ci jakby jednego z twoich idoli.
-Cześć.-odezwał się, a na jego ustach namalował się szczery i miły uśmiech. Teraz dopiero go rozpoznałaś, to był Taemin z SHINee.-Nie bój się, nic ci nie zrobię.-dodał i usiadł obok ciebie składając parasol.
-Nie boję się.-odpowiedziałaś dość stanowczo.
-To czemu siedzisz taka skulona?-zapytał. Odpowiedziałaś, że po prostu ci zimno, na co on zdjął swoją bluzę i cię nią okrył. Trochę się wstydziłaś, w końcu to twój idol, ale on swoim zachowaniem starał się dać ci do zrozumienia, że wcale nie musisz.
-Dziękuję.-powiedziałaś i ubrałaś bluzę, którą ci dał.
-Lepiej?-spytał.
-O wiele.-uśmiechnęłaś się, na co on też jakby rozpromieniał.
-Daleko mieszkasz? Może cię odprowadzić?-zaproponował. Odparłaś, że twój dom jest 20 minut jazdy autobusem stąd i to trochę daleko. Chłopak zamyślił się, ale po chwili rzucił jeszcze jedną propozycją:
-Może przenocujesz u nas? Mamy pokój dla gości, a to blisko.
-"My"?-zdziwiłaś się trochę.
-No ja z zespołem.-oświecił cię. Powiedziałaś, że sama nie wiesz czy to wypada, ale Taemin nalegał tak długo, że się zgodziłaś.
-A tak w ogóle to jak masz na imię?-zapytał. Nie wiedziałaś co w tym momencie masz myśleć, ale przedstawiłaś się.  Taemin wydał ci się trochę roztrzepany z tego powodu, bo w końcu kto zaprasza nieznajomego do domu? Twoje myśli jednak prysnęły, gdy uświadomiłaś sobie, że przecież masz na sobie koszulkę z napisem "Keep calm and listen to SHINee" i to mogło spowodować, że wpadł na pomysł, żeby cię przenocować.
          Chwilę porozmawialiście i Taemin powiedział, żebyście już szli, bo robi się bardzo późno. Przystałaś na tą propozycję, bo sama byłaś już wykończona. Oppa* wziął cie pod rękę, drugą trzymał parasolkę nad waszymi głowami.
-Tak właściwie to dlaczego chcesz mnie przenocować? Przecież się nie znamy...-zadałaś nurtujące cię od samego początku pytanie. Chłopak uśmiechnął się i skierował na ciebie wzrok.
-To proste-zaczął i spojrzał w niebo.-jesteś moją fanką, więc pomoc ci, to dla mnie w pewnym sensie przyjemność. W końcu gdyby nie fani SHINee nie byłbym tym, kim jestem teraz, więc muszę o was dbać.-dokończył. W pewnym sensie się z nim zgadzałaś, bo zespół nie istnieje kiedy nie ma fanów. Chciałaś coś jeszcze powiedzieć, ale Taemin ci przeszkodził wskazując pewien punkt na niebie.-Patrz! Spadająca gwiazda!-ucieszył się. Zdążyłaś zobaczyć to, na co wskazywał.
-Pomyślałeś życzenie?-zapytałaś.
-Tak, a ty?-odpowiedział.
-Jakoś ciężko mi było sobie wyobrazić coś lepszego niż aktualna sytuacja, ale owszem.-uśmiechnęłaś się.
-Jakie to słodkie! A czego sobie życzyłaś?-zapytał.
-Nie powiem, bo się nie spełni.-odparłaś. Zrobił smutną minkę i mruknął coś w stylu "no tak". Aż ci się serce krajało, ale nie powiedziałabyś mu, że życzyłaś sobie, żeby ta znajomość przetrwała dłużej niż do rana.
          Szybko dotarliście na miejsce, Taemin zaprosił cie do środka. Gdy już weszliście do salonu zobaczyłaś siedzące w nim SHINee. Trochę się zawstydziłaś, ale widząc ich pozytywną reakcję, powoli ci przechodziło.
-Chodź, zaprowadzę cię do pokoju, w którym będziesz spać.-usłyszałaś głos Tae i gdy zaczął iść, poszłaś za nim. Otworzył ci drzwi i wpuścił do sypialni, weszłaś do środka. Pomieszczenie było urządzone w odcieniach błękitu i wręcz wiało od niego spokojem. Położyłaś swoją torebkę na łóżku i usiadłaś na nim. -Podoba się?-spytał chłopak i wszedł do środka.
-Pewnie!-odpowiedziałaś uśmiechając się. Taemin usiadł przed tobą na krzesełku.-Oppa, jeszcze raz dziękuję. Nie wiem, jak ci się odwdzięczę.-dodałaś wkładając kosmyk włosów za ucho.
-Daj mi swój numer-to mi wystarczy.-odparł podając ci swój telefon. Zakłopotałaś się trochę, ale zapisałaś mu go, Tae zrobił to samo z twoją komórką. Ziewnęłaś, byłaś już bardzo zmęczona.-Może pójdziesz już spać? Wyglądasz na wykończoną.-zaproponował. W odpowiedzi kiwnęłaś twierdząco głową. Chłopak do ciebie podszedł i przytulił cię, życząc dobrej nocy, po czym wyszedł zamykając za sobą drzwi. Zdjęłaś z siebie dodatki, pasek do spodni i ogólnie wszystko co ci przeszkadzało, ułożyłaś się na łóżku i szybko zasnęłaś.
          Gdy się obudziłaś było już grubo po 10. Usiadłaś na łóżku, przetarłaś oczy i w tym momencie ucieszyłaś się, że poprzedniego dnia zrobiłaś sobie delikatny makijaż, bo przynajmniej nie wyglądałaś jak panda. Przeciągnęłaś się, po czym wstałaś i zaścieliłaś łóżko. Podeszłaś do lusterka, starłaś rozmazany make-up spod oczu, ułożyłaś jako-tako włosy i wyszłaś z pokoju. W salonie siedział Taemin i bawił się telefonem. Uśmiechnął się gdy cię zobaczył i podszedł.
-Jesu, jakie ty masz roztrzepane włosy! Siadaj na kanapie, zaraz ci je ogarnę!-dodał i odszedł. Stwierdziłaś, że nie masz wyjścia, więc usadowiłaś się na miejscu, Tae przyszedł z powrotem do salonu, usiadł za tobą i zaczął cię czesać. Szybko poszło i nawet cię nie bolało. Podziękowałaś mu i spytałaś czy jadł już śniadanie. Odparł, że nie, więc poszłaś do kuchni i wzięłaś się za przygotowanie posiłku dla całego zespołu i siebie przy okazji.
          Spędziłaś z SHINee jeszcze kilka godzin, po czym musiałaś już wracać do domu. Pożegnałaś się ze wszystkimi, a Taemin odprowadził cię na przystanek, poczekał z tobą na autobus i po tym jak wsiadłaś, odszedł. Zaraz potem dostałaś od niego sms, więc zaczęliście ze sobą pisać. Po kilku dniach znajomości na prawdę go polubiłaś nie tylko jako wykonawcę, ale głównie jako człowieka. Po stosunkowo niedługim czasie zaczęliście się przyjaźnić.


*Oppa-tak w Korei zwraca się dziewczyna do starszego od siebie chłopaka.

czwartek, 22 maja 2014

Rozdział 4

           Wieczorem Margaret skończyła składać choppera i następnego dnia mogła spokojnie jechać z Aną do pracy. Mimo, że salon jeszcze nie rozkręcił się do końca, to dziewczynom szybko zleciał ten dzień. Po powrocie do domu Margaret poszła do swojego pokoju, przebrała się i oświadczyła przyjaciółce, że idzie potańczyć. Zeszła do piwnicy, włączyła muzykę i podeszła do stalowej rury stojącej na środku pokoju. Złapała ją, uwiesiła się i okręciła wokół niej kilka razy. Stwierdziła, że przestanie się wygłupiać i włączywszy inną piosenkę zaczęła tańczyć.
          W tym czasie Ana, nudząc się włączyła telewizor. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie dołączyć do Margaret, ale stwierdziła, że jej się nie chce. Marnując w ten sposób prawie godzinę postanowiła iść na zakupy.  Przed wejściem do domu spotkała Minhyuka.
-O, cześć!-przywitał się.
-Siema-odpowiedziała Ana.-Właśnie wychodzę, idziesz ze mną?-spytała.
-Nie dzięki, nie chce mi się. Jest Margaret?-zapytał.
-Jest...-odparła An i po chwili zastanowienia, po której doszła do wniosku, że spokojnie może skompromitować przyjaciółkę, dodała:-...w piwnicy.
-Co ona robi w piwnicy?-rzucił po chwili lekko zmieszany Minhyuk.
-Wiesz, nasza piwnica nie przypomina piwnicy...
"Tylko raczej klub ze striptizem"-dodała w myślach.-No, to ja idę, papa!-pożegnała się i odeszła. Minhyuk wszedł do domu zamykając za sobą drzwi, zastanawiając się chwilę, zszedł po stromych schodach do zacienionej piwnicy, z której było słychać muzykę. Lecz stojąc przed wejściem do pomieszczenia, z którego ów melodia dochodziła poczuł się dziwnie, nie wiedział czy na pewno warto. Drzwi były lekko uchylone, więc zerknął przez szparę. Zobaczył skąpo ubraną Mag, wijącą się wokół rury, a właściwie to tańczącą na niej. Zapukał lekko i wszedł do środka.
-Cześć.-powiedział, a Mag o mało co nie zleciała, a właściwie to zeszła na ziemię w dość niekontrolowany sposób... Pozbierała się z paneli i oparła o rurę.
-Zawału bym przez ciebie dostała!-rzuciła. Nadal zmieszany chłopak oparł się o ścianę i uśmiechnął.
-Pukałem przecież.-odpowiedział, Ret uśmiechnęła się pod nosem.
-Wiem, wiem, słyszałam.-dziewczyna usiadła na posadzce i patrzyła na Minhyuka.-Klapnij sobie.-zaproponowała. Ciemnowłosy podszedł do Ret i usiadł przed nią na podłodze. Muzyka nadal grała, co sprawiało, że Minhyuk miał dość mieszane uczucia siedząc przed półnagą sąsiadką, która przed chwilą zeszła z rury. Poczuł lekkie szturchnięcie i zorientował się, że gapi się dziewczynie w biust. Spuścił wzrok wpatrując się w podłogę.
-Przepraszam.-powiedział i spojrzał z powrotem na Mag.
-Oj tam-wycedziła Magie i szturchnęła go w ramię.-Przynajmniej masz zdrowe odruchy! Daj spokój, ty myślisz, że jesteś jedyny co mi się w cycki gapi?-dodała i uśmiechnęła się.
-Skoro tak...-powiedział unosząc kąciki ust w zadziornym uśmiechu i przekręcił głowę w wręcz aktorskim geście.

Skierował swój wzrok na czarnowłosą i nachylił się lekko w jej stronę.-...Zatańczysz mi?-spytał i ponowił uśmiech. -Tak wiesz, jak tancerz tancerzowi, żeby nie było.-dodał po chwili. Mag spojrzała na niego delikatnie spode łba.
-Skoro chcesz.-powiedziała i uśmiechnęła się, po czym wstała, a Minhyuk za nią.  Złapał ją za biodra i przyciągnął do siebie.
-A potem mnie nauczysz.-dodał szeptem i musnął ustami jej ucho. 
-Ty sobie nie pozwalaj.-rzuciła dziewczyna i położyła ręce na jego ramionach, po czym delikatnie go od siebie odsunęła.  Jej ręce szybko przyjechały po klatce piersiowej Minhyuka po czym wylądowały na jego dłoniach,  które nadal tkwiły na jej biodrach.  Ret przekrzywiła lekko głowę. -Puścisz ty mnie?- spytała, chłopak wziął od niej ręce i odsunął się, po czym usiadł na podłogę opierając się plecami o ścianę.
-To zaczynasz? -mruknął i puścił jej oczko.
-Mówiłam Ci, żebyś sobie nie pozwalał.-odparła i odwróciła się do niego tyłem.  Włączyła z powrotem muzykę i zaczęła tańczyć ten sam układ co wcześniej.
          Po tym jak skończyła, Minhyuk ponownie do niej podszedł i złapał ją za biodra.
-Seksowna jesteś.-wymruczał do jej ucha przybliżając się tak, że ich ciała do siebie przywarły, a twarze były niebezpiecznie blisko siebie.
-Ty weź mnie nie pod...-wypowiedź przerwały jej usta chłopaka,  które właśnie poczuła na swoich. Zamknęła oczy, a ich pocałunek stał się bardziej namiętny. Margaret objęła Minhyuka za szyję,  nie przerywając wcześniejszej czynności. Chłopak delikatnie odczepił swoje usta od warg Mag i uśmiechnął się otwierając oczy, co zrobiła także i ona. Wtem ktoś wszedł do piwnicy.
-Ej Mag!-powiedział po czym stanął jak wryty nie wiedząc co powiedzieć. To był Zico.-O kurwa.-wykrztusił,  po czym uśmiechnął się połowicznie i dodał: -Ma się rozumieć trafiłem na grę wstępną? To ja wam nie przeszkadzam.
-Ciebie nikt pukać nie nauczył?-rzucił Minhyuk i pokazał liderowi język. Magie parsknęła śmiechem i odsunęła się trochę od chłopaka.
-Potem ci to wyjaśnię,  Jiho.-dodała.
-A co tu wyjaśniać?-spytał Minhyuk,  po czym ponownie przyciągnął Ret do siebie-Jiho, możesz wyjść? Ja się pobawię z moim Aniołkiem.
Słysząc to, jak Minhyuk ją nazwał,  Mag wzdrygnęła się i spuściła wzrok.
-Minhyuk, puść mnie.-warknęła przez zaciśnięte zęby. Chłopak był teraz lekko zakłopotany.-Kurwa, powiedziałam coś chyba. Puść mnie w tej chwili,  bo zrobię się niemiła.-dodała nie zmieniając tonu , a jej oczy się zeszkliły,  co próbowała ukryć za wszelką cenę. Minhyuk szybko odsunął się od niej.
-Co się stało?-spytał lekko zmartwiony.
-Nic, nie ważne.  Wyjdźcie stąd.  Oboje.-odpowiedziała. Jiho wziął Minhyuka za ramię i pociągnął go.
-Chodź. -powiedział i ciągnąc przyjaciela za sobą. Oboje wyszli, a Margaret mając pewność,  że poszli wbiegła do swojego pokoju,  położyła się na łóżku i rozpłakała.
         Ana łażąc po sklepach i zastanawiając się nad tym, jaką bluzkę kupić - białą,  czy czarną,  spotkała Yukwona.
-Cześć Ana!-przywitał się wesoło i przytulił ją.
-Kwonnie, ja nie lubię się przytulać...-rzuciła dziewczyna, ale mimo woli się uśmiechnęła.
-Ale jak tak można?-zapytał lekko zdziwiony chłopak.-Już ja cie tego oduczę!-dodał jeszcze weselej niż wcześniej i ponownie się do niej przykleił.
"Ja się czuję molestowana..."-pomyślała An i wtuliła się w chłopaka,  twierdząc,  że po prostu musi. Ukwon zaproponował Anie, żeby poszli na lody, zgodziła się,  ale po lodziarnią spotkali grupkę BBC, które ich otoczyły. Yukwon oczywiście każdej musiał dać autograf i zrobić sobie zdjęcie.
-Oppa, idziemy?-spytała lekko znudzona Ana.
-Co? A, tak, chodźmy.-odpowiedział i pożegnał się z fanami.  Jedna z nich poprosiła,  żeby Yukwon za nią wyszedł,  inna ciągle mówiła,  że to najlepszy dzień w jej życiu.  Ana na te komentarze tylko wywracała oczami, mimo że gdyby go nie znała zareagowała by tak samo.
-One ci tak zawsze dupę zawracają?-spytała po tym jak trochę się oddalili.
-Zazwyczaj. Ale wiesz, w końcu to moje fanki,  każda BBC tak ma...-odparł i zaśmiał się, na co Ana zareagowała tym samym.
-Czy tobie ten uśmiech nigdy  nie schodzi z twarzy? -rzuciła ironicznie An.
-To źle? -dopytał robiąc smutną minkę.
-Nie, tylko zachowujesz się trochę jak schizofrenik...-wycedziła i pokazała mu język. Nagle wpadła na głupi pomysł i dźgnęła Yukwona w brzuch na co on odskoczył i uśmiechnął się.
-Ty wiesz, że pożałujesz,  nie?-ostrzegł,  po czym zaczął ją łaskotać. W efekcie Ana ubrudziła sobie bluzkę lodem.-Sierota...-mruknął pod nosem jej towarzysz i rozczochrał jej włosy.
- Ty weź mów za siebie.-odpowiedziała,  a po chwili dodała-Tak w ogóle to gdzie tu jest jakiś kibel, bo muszę się przebrać.
Kwonnie wzruszył ramionami,  nadal się szczerząc.
-Mówiłem, że tego pożałujesz. -odpowiedział i rozejrzał się. -O, tam jakiś jest!-dodał i pociągnął dziewczynę do upatrzonego miejsca.  Ana przebrała się i oświadczyła, że idą do fast food'a, bo jest głodna.
-I ty stawiasz, za to że ujebałeś mi bluzkę.-dopowiedziała. Zgodził się, po czym poszli do najbliższego lokalu. Ana stwierdziła, że za karę wyciągnie od niego jak najwięcej kasy.  Ostatecznie jednak nie zrobiła tego,  przynajmniej nie w tak dużym stopniu jak planowała.
-Chodź,  jeszcze coś dla ciebie mam.-powiedział Kwonnie po czym wyciągnął Anę na miasto. Poszedł z nią na... watę cukrową.
-Ty jesteś jak dziecko... Ale to słodkie!-rzuciła wesoło An. Chłopak się uśmiechnął i ją przytulił. Nadal ją to irytowało, ale godziła się wiedząc, że Yukwon i tak nie przestanie. Postanowili jeszcze połazić po sklepach, co też zrobili i tak spędzili ze sobą cały dzień.
           Minhyuk po powrocie do domu był wyraźnie przygnębiony, podobnie z resztą jak Zico. Usiedli na kanapie i w ciszy na siebie patrzyli.
-I co?-ciszę przerwał głos lidera.
-Co "co"?-odparł Minhyuk.
-Co z tym zrobisz?
-Niby z czym? -chłopak był trochę zdezorientowany.
-Zraniłeś ją.-wyjaśnił Jiho.
-W sensie Mag? Jakoś nie wyglądała na smutną.-dodał tancerz i wzruszył ramionami.
-Płakała,  to kurwa wcale nie była smutna. -odchrząknął poirytowany Zico.
-Serio?
-Tak, jesteś ślepy jak tego nie widziałeś.-Jiho nadal był zły, a Minhyuka zatkało.-Idź z nią pogadać.-dodał.
-Czemu ja? Z tobą ma lepsze relacje,  ty idź jak już...-odparł nieco zdezorientowany tancerz.
-To przez ciebie,  ty idziesz.
-Ale ja nawet nie wiem co jej zrobiłem,  jak mam z nią o tym pogadać? Ty idź.
-No dobra, niech ci już będzie.-wywrócił oczami i wstał,  po czym wyszedł i udał się do domu sąsiadek.



Było otwarte,  więc wszedł i poszedł do pokoju na górze. Znalazł Margaret-leżała skulona na łóżku, tyłem do wejścia. Zico do niej podszedł i u siadł za nią. Dziewczyna odskoczyła gwałtownie i usiadła na łóżku. Miała rozmazany makijaż i lekko zaczerwienione oczy,  widać było, że przed chwilą płakała.
-Co ty tu, kurwa, robisz? -spytała opierając resztki łez z policzka.
-Martwiłem się. Nie wyglądałaś najlepiej, więc postanowiłem sprawdzić czy wszystko w porządku.-odpowiedział, a Ret odwróciła wzrok. -Najwidoczniej nie, powiesz mi co się dzieje?-zapytał.
-I tak nie zrozumiesz.-wymamrotała.
-Zrobię co w mojej mocy, tylko proszę powiedz o co chodzi.-upierał się. Margaret w końcu postanowiła uchylić mu rąbka tajemnicy i coś opowiedzieć. Usiadła bliżej niego i położyła głowę na jego ramieniu.  Zico ją objął jak najczulej w tej chwili mógł.
-Skoro chcesz. Tylko nie miej mnie później za dziwkę.-zaczęła.-Miałam wtedy może szesnaście lat,  nie pamiętam dokładnie. To był wieczór,  wracałam od Any przez park.-Mag przestała na chwilę i otarła łzy,  które właśnie spłynęły na jej lico.-Usiadłam na ławce i gapiłam się w niebo, bo nie chciałam wracać do tej patologii zwanej moim domem. Poczułam szarpnięcie i upadłam. Nie znałam tego kolesia, pamiętam tylko, że jak zaczęłam się szarpać to nazwał mnie "Aniołkiem" i powiedział, że mam być spokojna, bo przecież "oboje wiemy, że tego chcę"... domyślasz się co mi zrobił, prawda?-dziewczyna spojrzała na niego i wtuliła z powrotem w jego ramię.
-Jezu, przepraszam.-szepnął. Czuł się jakby nie trzymał w ramionach tej samej, twardej dziewczyny, którą wydawała się być Margaret. Miał wrażenie, że mimo wszystko jest ona jak skrzywdzone, bezbronne dziecko.
-Za co niby przepraszasz?-spytała.
-Nie chciałem Ci o tym przypominać.-odparł i pogłaskał ją po włosach.
-Nie musisz mnie przez to traktować jak dziecko.-powiedziała i westchnęła. -Zaszłam w ciążę.- dodała, Zico spojrzał na nią lekko zdziwiony.-Usunęłam.-dokończyła. Jiho nie wiedząc co powiedzieć, był cicho. Siedzieli tak w milczeniu przez dłuższą chwilę, aż Zico spytał czy ma powiedzieć Minhyukowi.
-Chcesz to mu powiedz, ale mam do ciebie prośbę-nie mów mu, że byłam w ciąży, proszę.
-Czemu?
-Powiedzmy, że trochę się tego wstydzę, niewiele osób o tym wie.
-No dobrze.-chłopak uśmiechnął się i odsunął nieco od Mag.
-Idziesz już?-spytała.
-Mam zostać?
-Nie no, a tak w ogóle to pójdę z Tobą.-zaproponowała dziwnie zmieniając nastrój. Zebrali się i wyszli.
         W tym czasie wrócili Yukwon i Ana rozmawiali siedząc w salonie z Kyungiem i Taeilem. Weszli Mag z Zico, przywitali się po czym Jiho powiedział Ret, że idzie do Minhyuka. Magie przez otwarte drzwi zauważyła P.O, który leżał na swoim łóżku z laptopem na kolanach. Weszła tam i kucnęła obok.
-Cześć Jihoon.-powiedziała i uśmiechnęła się. Spojrzała w ekran, potem na chłopaka.
-No co?-spytał i wzruszył ramionami. Mag dotknęła pewnego miejsca na matrycy.
-To.-odpowiedziała. Rzeczą, którą wskazała była karta z otwartym utworem zespołu Souls Choir.
-Podoba mi się ta piosenka po prostu.-dodał. Mag usiadła na ziemi i położyła głowę na jego ramieniu. Zaczęła nucić pod nosem patrząc na P.O, ten uruchomił World of Warcraft.
-Ej, też w to gram!-zauważyła Ret.
-Serio?
-Ano. Ha! Mam wyższy lvl!
-Który?
-78
-Dwa levele, wielkie mi co. Dogonię Cię.
-Pfy, chciałbyś. Ale jak będziesz miał 80, to pójdziemy na ICC.
-Dziewczyna, która gra w Wow'a. Ty jesteś idealna, weź za mnie wyjdź.-poprosił, a Mag odpowiedziała po chwili:
-Dobra. Ej lol, mam męża.
-A ja żonę, trzeba to uczcić!- zaśmiał się. Mag poprosiła, żeby się odsunął, co też zrobił a ona położyła się obok.
-Ty lepiej idź expić, a nie o uroczystościach myślisz.
Po jakimś czasie do pokoju wszedł Minhyuk i poprosił Margaret o rozmowę. Dziewczyna wyszła i poszli do jego sypialni, bo to było jedyne pomieszczenie, w którym mogli spokojnie pogadać.
-Słuchaj, Jiho mi powiedział co przeżyłaś i-zaciął się-po prostu chciałem Cię przeprosić. Nie chciałem Cię zranić.-powiedział patrząc na nią.
-Nie no, nic się nie stało. W końcu skąd miałeś wiedzieć?-odpowiedziała i przytuliła go. Minhyuk pogłaskał ją po włosach i objął.-Dobra, koniec tych czułości, bo mi się na rzyganie zbiera.-powiedziała odsuwając się nieco od niego. Chłopak z powrotem ją do siebie przyciągnął, obejmując na tyle mocno, że Mag nie mogła się wyrwać. Z resztą nawet nie próbowała, wiedząc że to nic nie da. Nagle poczuła jego rękę na swoich włosach.-Minhyuk, proszę cię, nie jestem już małym dzieckiem.
Chłopak po chwili puścił ją i się uśmiechnął.  Margaret wyszła z pokoju i udała się do salonu. Po chwili jednak stwierdziła, że Ana i Kwonnie przynudzają i ona idzie do Jihoon'a. Krótko potem siedziała na łóżku swojego "męża", rozmawiając o pierdołach.
          Dziewczyny zostały tam do wieczora, a że Mag zasnęła na ramieniu P.O to ten postanowił jej nie budzić. Jemu też nie chciało się przenosić, więc położył sie obok i tak spali. Ana zaś nocowała w pokoju Yukwona, razem z nim-ona na jego łóżku, a on na fotelu. 

wtorek, 11 marca 2014

Hurricane-rozdział 1

SooMi
           Jak zwykle rano musiałam wstać, bo wiadomo-szkoła. Tym razem jednak wybitnie mi się nie chciało, czemu ja muszę mieć na ósmą? Czemu nie na dziesiątą? System nauczania jest okrutny dla biednych uczniów. Usiadłam na łóżku, przykrywając ramiona kołdrą. Spaaaać. Posiedziałam tak przez chwilę, próbując się domyślić, dlaczego nie dość, że zaczynamy tak wcześnie, to pierwsza jest matma? To na serio jest okrutne, oni nas torturują. Wstałam i podeszłam do lustra.
-Tragedia.-powiedziałam do siebie widząc tą zaspaną, roztrzepaną postać, która teoretycznie była mną. Podeszłam do szafki i otworzyłam ją, boże, ale burdel. Nie mam czasu tu sprzątać. Wyjęłam jasne szorty, luźną bluzkę z logiem batmana i czystą bieliznę. Ubrałam się, założyłam rzemyki na rękę i czarne kolczyki, po czym zabrałam się za włosy. Układanie nie zajęło mi długo, przyodziałam jeszcze dwie, cienkie opaski-jedną białą, drugą czarną. Zrobiłam makijaż, jak zawsze cienkie kreski eyelinerem skierowane w dół. Zelo mi ciągle mówi, że mogłabym zostać ulzzang, ale ja nie chcę.
          Byłam już w szkole, jak zawsze siedziałam z Junhongiem, zleciały nam trzy z sześciu lekcji kiedy dostałam sms'a. Od mamy.
-Przepraszam Junhong, zaraz wracam.-powiedziałam i odwróciłam się. Przeczytałam wiadomość i zdębiałam, a moje oczy się zeszkliły. Przykryłam ręką usta i poczułam czyjąś dłoń na ramieniu.
-Coś się stało?-usłyszałam znajomy mi głos, ale to nie był Zelo, tylko Uppie. Podniosłam na niego smutne oczy.
-Moja ciocia i wujek nie żyją.-powiedziałam i przytuliłam się do niego. Zelo chyba kiedy to usłyszał równie się zdziwił, bo też podszedł i mnie przytulił.-Chwila, przecież, Minhye, co z nią?-spytałam szeptem samą siebie, po czym spytałam o to mamę w sms'sie. Odpowiedziała, że po pogrzebie chce się przeprowadzić do nas. Szczerze to był jeden z przyjemniejszych aspektów tej tragedii. Mama zwolniła mnie z reszty lekcji, więc wróciłam do domu. Po drodze uświadomiłam sobie dwie rzeczy: po pierwsze-lecimy do La, a po drugie-co ja włożę na ten pogrzeb? Nie mam czarnych ubrań! Coś się wymyśli.
           Następnego dnia mieliśmy lecieć, więc musiałam się spakować, o dziwo znalazłam w szafie czarne spodnie, bluzkę, zakolanówki i nawet sukienkę! Spakowałam się do małej walizki, bo leciałyśmy na około tydzień. Z rana wsiadłyśmy z mamą do samolotu do LA, nie lubię latać, to takie dziwne uczucie.



***


MinHye
          Wszystko było ładnie i cudownie, no za wyjątkiem tego, że dostałam pizdę z matmy... kolejną, dopóki nie poszłam do domu. W mieszkaniu zamiast mamusi czekającej z obiadem zastałam kogo? Policjantów, którzy w dodatku poinformowali mnie, że moi rodzice zginęli w wypadku. Załamało mnie to, rozpłakałam się i zadzwoniłam do cioci. Przecież sama sobie nie poradzę, szybko podjęłam decyzję, że zamieszkam z nimi w Korei, bo co mnie trzyma w LA? Ciocia przyjechała na następny dzień razem z moją kuzynką-Soomi. Pomogłam im się rozpakować. Zostają na tydzień, okej. Po tym czasie jadę z nimi do Korei.
          Moja kuzynka jest trochę przerażająca... Tyle kolorów, co ona ma na sobie, to ja w życiu nie widziałam, ona jest straszna. Będę się musiała przyzwyczaić, bo w końcu będę z nią mieszkać. Ciekawe czy jeszcze zrozumiem co do mnie ludzie mówią, ale mniejsza o to.
          Następnego dnia był pogrzeb. Aż mnie zdziwiło, że Soomi ma w szafie cokolwiek czarnego, a tym bardziej, że jest to sukienka... Ja z resztą nie byłam lepsza, nie ubieram się aż tak kolorowo jak Soomi, ale jednak niewiele mam czarnych rzeczy. Po ceremonii poszłyśmy do, od niedawna już tylko mojego, mieszkania. Miałam tam spędzić jeszcze niecały tydzień, to lepiej, bo wszystko tam w LA przypominało mi rodziców i podczas żałoby było mi jeszcze smutniej.
          Ostatniego dnia, przy obiedzie rozmawiałam sobie z Soomi o tym, jak teraz wygląda Seoul. Najwidoczniej nic się nie zmieniło.
-Tak w ogóle to wiesz z kim chodzę do klasy?-powiedziała biorąc do ręki to dziwne, kurczakopodobne coś z KFC, które miałyśmy na obiad. No co? Nikomu nie chciało się gotować, a ten fast food miałam pod domem.
-No, z kim?-spytałam biorąc trzy frytki do ust.
-Z Junhong'iem z B.A.P!-odpowiedziała. Prawie wyplułam to co przed chwilą wzięłam miałam w buzi. Z kim?!
-Pierdolisz.-wydukałam z niedowierzaniem.
-Nie mam kogo. -odpowiedziała i się uśmiechnęła.
-Jak to nie masz kogo? A Zelo, to co?-mrugnęłam do niej i wyszczerzyłam kły. Ona pokazała mi język.
-Tsa, chciałabyś, co? Ale padniesz jak ci powiem z kim TY będziesz chodzić do klasy!-odparła zadziwiająco wesoło.
-No z kim?-spytałam zniecierpliwiona, ciekawe kto mi się trafił...
-Z Uppiem!-nie no, to mnie rozjebało. Nie dość, że będę chodzić z jedną trzecią B.A.P do szkoły to z Jongup'em do klasy. Nie wierzę, jestem tak rozanielona, że to gówno z KFC zaczęło mi bardziej niż zwykle smakować. Dobra, dzisiaj wylatujemy, więc trzeba się spakować.


***


SooMi
           Przez ten tydzień było mi trochę szkoda Minhye, ale zadziwiająco dobrze sobie z tym poradziła. Ostatniego dnia nawet się pośmiałyśmy... A potem musiałyśmy z mamą pomóc jej spakować cały dom... No, prawie cały, bo resztę prześle mój tata. W samolocie, nie powiem, było wesoło. Stewardessy musiały nas uspokajać co 20 minut. W końcu dawno się nie widziałyśmy. Gdy wysiadałyśmy z samolotu wręcz widziałam nad nimi tą aurę ulgi, one tym normalnie zalatywały... Jesteśmy aż tak nieznośne gdy się spotkamy?
-Junhong!-wykrzyknęłam gdy wyszłyśmy przed budynek a ja zobaczyłam tam przyjaciela. Podbiegłam i się do niego przykleiłam. Obok stał JongUp, jego też przytuliłam... Lubię to. Zerknęłam w stronę kuzynki, stała jak wryta, a jej oczy wyglądały jakby coś ćpała. Ja rozumiem-Uppie i Zelo to nasi idole, te sprawy, ale Minhye musi się przyzwyczaić. Puściłam chłopaków i podeszłam do dziewczyny, pociągnęłam ją za rękę i "na chama" przyciągnęłam do chłopaków.
-Jongup, Junhong to jest Minhye,moja kuzynka.-przedstawiłam ją. Tylko im pomachała, jaka ona nieśmiała.
-Annyeong.-powiedzieli chórem. Zelo z powrotem mnie przytulił, on się czasami zachowuje jak miś koala, ale to jest urocze.
-Wsiadajcie.-rzucił Jongup i wskazał na auto. Mogłybyśmy pojechać autobusem, ale Uppie nie pozwala sobie odmawiać. Zmusiłam więc krewną, żeby wsiadła do samochodu. Był to szary Mustang Shelby z dwoma czarnymi pasami. Właściwie to należał on do Yongguka, ale kto by się tym przejmował? Jego wnętrze tak szczerze bardziej mi się podobało niż karoseria. Widziałam, że Minhye jest spięta. Przywyknie, nie ma wyjścia.
           Zajechaliśmy do domu. Mama jechała... czymś, co wyglądało jak trochę większa multipla, z rzeczami Min na pokładzie. Zelo i Jongup pomogli nam to wszystko przetransportować na dziesiąte piętro.
-Dzięki chłopaki.-powiedziałam jak już skończyli, musieli się nieźle namęczyć.-Chcecie coś do picia?-spytałam i zaprosiłam ich do środka. Oboje poprosili o to samo-colę. Czasami mnie przeraża to, jak oni są zgodni. Przyniosłam to o co prosili, a po chwili weszła Mihye z moją mamą i ostatnim kartonem. Wskazałam kuzynce jej pokój.-Pomóc ci?-zapytałam, w końcu dziewczyna musi się rozpakować.
-Na razie nie, jak będę Cię potrzebować to powiem.-odpowiedziała, uśmiechnęła się i odeszła.
          Usiadłam pomiędzy Zelo a Jongup'em i nalałam sobie coli. Junhong włączył telewizor, leciała jakaś drama. Mimo, że to typowo koreańskie serialiki, to ja ich nie lubię. Wydaja mi się po prostu dziwne, takie przesłodzone. A może twierdzę tak, bo nie pamiętam ja to jest być zakochanym? Z resztą nieważne. Był akurat moment jak chłopak wziął dziewczynę na plecy. A to zbok... To znaczy, Junhong też mnie kiedyś nosił na plecach, ale jemu akurat nie o to chodziło-stwierdził, że jestem zbyt zmęczona i o własnych siłach nie dotrę do szkolnej szafki. Co prawda byliśmy po WF-ie, ale moja kondycja ma się bardzo dobrze. Tylko, że Zelo to Zelo...
-Wyłącz, nudne to jest.-wtrącił Jongup, ten to ma wyczucie.
-Dobrze.-odparł młodszy i przełączył. Wiadomości, nuda. Bez zastanowienia przeskoczył jeszcze kilka kanałów, aż trafił na Disney Chanel. Chyba się zrozumieliśmy, bo zostawił. Z resztą zawsze oglądamy razem kreskówki... Kreatywne zajęcie dla dwojga siedemnastolatków i osiemnastolatka, ale oj tam. Siedzieliśmy tak sobie dobrą godzinę, w między czasie jedząc trzy paczki chipsów na raz. Zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Kogo niesie?-mruknął pod nosem Uppie. Wstałam i podeszłam do drzwi, po tym jak je otworzyłam od razu wszedł Yongguk. Ten to się czuje jak u siebie... z resztą mówiłam im kiedyś, że mogą się u czuć jak w domu, Gukkie się do tego stosuje. Podszedł do Uppiego i poprosił o kluczyki, bo musiał gdzieś tam jechać. Chłopak chwilę pogrzebał po kieszeniach i po chwili rzucił liderowi to o co poprosił, ten jak je złapał tak już go nie było. Normalnie "pojawiam się i znikam".  Cały Yongguk, czasami nie wierzę, że dzielę z nim nazwisko... Wróciłam do oglądania telewizji. Przed oczami mignęła mi postać kuzynki zmierzającej do kuchni, która krótko potem przyszła do nas. Nalała sobie coli, ukradła nam trochę chipsów, uśmiechnęła się i poszła. Widać było, że chłopaki nadal ją onieśmielają. Jak mówiłam-przyzwyczai się. Oni też na pewno to rozumieją. Dobrze, że jest weekend, będzie miała czas żeby trochę przywyknąć.
           Siedzieliśmy tak jeszcze godzinę, a potem poszliśmy do nich. Ja tam mogę przesiadywać całymi dniami, w końcu to tylko dwa piętra wyżej. A i tak nigdy nie mam co robić. Moje życie jest nudne, tak trochę smutek. Z całym zespołem, no bez Gukkiego, postanowiliśmy iść na miasto. Powiedziałam mamie, że będę wieczorem i wyszliśmy. Łaziliśmy sobie po mieście jedząc lody i właściwie wszystko co dało się kupić i było smaczne, gadając, czyli właściwie robiąc to co zawsze. Wróciliśmy wieczorem, ale nocowałam u chłopaków, u Channiego dokładniej. Lubię z nim spać, fajnie się go przytula, taki trochę misiek.

niedziela, 16 lutego 2014

Prolog


~~~~~~~~~~~~P R O L O G~~~~~~~~~~~~

Minhye wraz z rodzicami przeprowadza się do LA w wieku zaledwie ośmiu lat. Mieszkają tam prawie dziesięć lat. Rodzice osiemnastolatki giną w wypadku samochodowym, po poinformowaniu swojej rodziny i pogrzebie rodziców dziewczyna przeprowadza się do Seoulu-do swojej ciotki. 
Soomi musi przyzwyczaić się do nowej sytuacji, bo jak dotąd była sama a z kuzynką widywała się tylko jak jechała do ojca, do LA, bo tam pracuje. Chodzi do szkoły, do której uczęszcza także dwóch członków zespołu B.A.P, tam też idzie Minhye. Uczy się i kończy szkołę, poznaje jeden z ulubionych zespołów i po prostu żyje. 

Hurricane - postacie





~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


(o^.^)o

~Nazwisko i Imię: Bang Soomi~
~Aktualny Wiek: 17 lat~
~Data Urodzenia: 16 września 1996~
~Wzrost: 168cm~
~Waga: 49kg~




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


o(^.^o)

~Nazwisko i Imię: Lee Minhye~
~Aktualny Wiek: 18 lat~
~Data Urodzenia:  26 lipca 1995~
~Wzrost: 169cm~
~Waga: 51kg~

Rozdział 3

          Ana i Margaret miały otwierać salon. Pierwsza wstała młodsza, szybko się przygotowała i czekała aż przyjaciółka "łaskawie ruszy dupę z łóżka". Margaret co prawda wstała trochę później, lecz poszła biegać, a Ana nie zauważyła, że przyjaciółka wyszła. Wróciwszy do swojego pokoju Ret szybko się przygotowała i zeszła do Any. Gdy ta zobaczyła ostry makijaż Margaret, zrobiła dość dziwną minę.
-Więcej tapety na ryju się nie dało?-spytała i zaśmiała się. Margaret w odpowiedzi pokazała jej tylko środkowy palec lewej ręki. Szybko coś zjadły i wyszły.
-Ej, Ann.-zaczęła Mag.
-Ehem, no wal.-odpowiedziała jej.
-Ty wiesz, że zapierdalamy na nogach?-spytała.
-Popierdoliło cię?
-Ruszysz dupę, to trochę schudniesz.-wystawiła język. Dziewczyny szły spokojnym krokiem przekomarzając się przy okazji. Dotarły pod salon jako pierwsze. Ana pomogła Ret wszystko zorganizować i po pół godziny otwarły. Dzień nie zapowiadał się zbyt ciekawie.
          Chłopaki w tym czasie jeszcze spali. Byli zmęczeni, bo poprzedniej nocy prawie ich nie było.  Wrócili późno, gdyż grali koncert. Taeil obudził się pierwszy. Już od dłuższego czasu zastanawiał się nad kolczykiem. W brwi dokładniej. postanowił, że zrobi go sobie dzisiaj. Gdy wszyscy już wstali poprosił Jaehyo, żeby powiedział, gdzie pracują Ana i Margaret. Chłopak zrobił to. Taeil postanowił wybrać się do ich salonu. Gdy tam przyszedł akurat Mag stała przy ladzie.
-Cześć Taeil.-przywitała się. Uśmiechnął się.
-Piercing czy tatuaż?-spytała Mag.
-Kolczyk w brwi.-odpowiedział Taeil. Ret zaprowadziła klienta do Any.
"Ja chcę to widzieć"-pomyślała i usiadła obok Any, która się przygotowywała.
-Nie denerwuj się tak, jeszcze to spierdolisz.-powiedziała  i pokazała jej język. Ana zrobiła to samo i dodała:
-Pierdol się.-mówiły po polsku, bo przy klientach nie wypada. Taeil usiadł przed Aną, trochę trzęsły jej się ręce, ale starała się uspokoić. W końcu jeżeli źle to zrobi, to będzie mieć problem. Włożywszy rękawiczki, odkaziła miejsce na kolczyk, wzięła cienkopis, zrobiła dwie kropki, gdy ona i Taeil uznali, że są okej, wzięła szczypce, złapała skórę i w tym momencie Taeil się wzdrygnął.
-Będzie bolało?-spytał.
-Nie powinno.-uprzedziła Mag. Ana wzięła wenflon.
-Dobrze, Taeil Oppa, teraz zamknij oko i się nie ruszaj.-poprosiła Ana, przyłożyła igłę do skóry i szybko przebiła. Wyjęła igłę z rurki, wzięła wcześniej odkażony kolczyk i włożyła go w dziurę. Wyciągnęła wenflon, puściła szczypce i odkaziła ranę.
-Już.-powiedziała. Margaret uśmiechnęła się odruchowo.

 Taeil wstał, podziękował, chciał zapłacić, ale Ret stwierdziła, że to na "koszt firmy". Gdy Taeil wyszedł, Ret zaklaskała Anie i uśmiechnęła się szerzej.
-No proszę, dałaś radę. Gratulacje, nawet ci się ręce aż tak bardzo nie trzęsły.-powiedziała.
-Mag, przysięgam, że zaraz ci ten wenflon wbiję w dupę.-warknęła An zaciskając zęby i pięść.
-No to dawaj.-odpowiedziała Magie. Ana wzięła wenflon i chciała dźgnąć przyjaciółkę, ta się jednak uchyliła i Ana chybiła. Mag zrobiła kilka kroków w tył, druga za nią, nadal trzymając wenflon w ręku. Goniły się tak przez około pięć minut.
-Dobra An, koniec, bo cię zwolnię!-skończyła Ret i zabrała młodszej wenflon.
-Tak w ogóle-Magiś, ty wiesz, że mi dzisiaj robisz tatuaż, nie?-powiedziała An i głupio się uśmiechnęła.
-Okej.-stwierdziła Mag.-Ale co chcesz i gdzie?-dodała po chwili.
-Oj no mówiłam ci przecież.-odpowiedziała.
-A ty myślisz, że ja to pamiętam?-Mag wzruszyła ramionami.
-No tak, przecież ty jesteś debilem.-powiedziała, po czym wytłumaczyła przyjaciółce co ma jej wytatuować.
-No okej, zrobię ci jak wrócimy do domu.

          Dziewczyny wróciły do domu. Mag, zgodnie z obietnicą, wzięła się za tatuaż Any. Miał być to napis "Love makes me strong", który An chciała pod lewym obojczykiem. Przygotowała wszystko i usiadła na fotelu w swojej niewielkiej pracowni, w piwnicy ich domu. Właściwie piwnica dziewczyn przypominała bardziej salę do tańca, bo właściwie nią była...
-No młoda, rozbieraj się i siadaj.-stwierdziła. An usiadła i zdjęła bluzkę, Ret nałożyła kalkę w miejsce, gdzie miał być tatuaż.
-Sprawdź, czy jest okej.-powiedziała. Ana podeszła do lustra i zerknęła na swój obojczyk. Stwierdziła, że jest dobrze.
-Ej Ana, ty masz talię!-stwierdziła Mag. Ana tylko pokazała jej język.
-Przecież widzisz to co wieczór, debilu.-powiedziała i usiadła przed Mag.
-Dobra, kładź się i zaczynamy.-mruknęła pod nosem Mag i wzięła do rąk maszynkę. Włączyła ją i zbliżyła do skóry Any. Ta się wzdrygnęła.
-Nie ruszaj się, bo ci spierdolę ten tatuaż.-rzuciła Mag odsuwając maszynkę od obojczyka Any.
-Ale... Ale to będzie boleć.-jęknęła Ana.
-Pierdolisz?-odpowiedziała ironią Mag.-Nie panikuj, bo cię przykuję do tego krzesła.-dodała.
-No dobra, już.-odparła An. Mag przyłożyła maszynkę do skóry przyjaciółki i zaczęła tatuować. Cały zabieg trwał dwie godziny, po skończeniu Margaret odkaziła obojczyk Any i zawinęła go w folię spożywczą.
-Czuję się jak kanapka.-stwierdziła An.
-Debil, no debil.-Ret przyłożyła rękę do czoła.-Nie wierzę, że wytrzymałam z Tobą pięć lat.-powiedziała z rezygnacją w głosie, wstała i posprzątała po sobie.
-I tak mnie kochasz.-stwierdziła Ana i uśmiechnęła się głupio.
-Każesz mi.-wycedziła Mag. Dziewczyny wyszły z piwnicy. Margaret poszła do swojego pokoju, przebrała się w dresowe szorty i t-shirt, po czym udała do garażu. Niestety, żeby naprawić tą drobną usterkę, Mag musiała rozebrać cały silnik. W pewnym momencie zahaczyła bluzką o jakąś śrubkę, co spowodowało, że miała na koszulce spore rozdarcie, które odsłoniło jej biust.
-Nosz kurwa mać.-mruknęła do siebie podirytowana. pozbyła się odstającego kawałka materiału, odrywając go i rzucając gdzieś na bok. Wzięła się z powrotem do roboty.

          Ana w tym czasie siedziała w salonie i zastanawiała się co ze sobą zrobić. Poszła do swojego pokoju, otworzyła szafkę, chciała się przebrać i iść na spacer. W rogu garderoby stała czerwona gitara klasyczna, z różnymi naklejkami i autografem jej, Margaret oraz Jinxx'a, Jake'a i Ashleya z Black Veil Brides. Przypomniała sobie czasy Soul's Choir, byli sławni na całą Polskę i po części w Niemczech i Czechach. Ana wzięła instrument do ręki i stwierdziła, że sprawdzi czy jeszcze coś pamięta. Usiadła na kanapie w salonie i zaczęła przypominać sobie chwyty do piosenki "Unsuccessful Love", którą napisała kiedyś Margaret. Nie pamiętała wszystkiego, więc stwierdziła, że ją sobie włączy, dla przypomnienia. Zrobiła to co zamierzała, sam utwór był nadzwyczaj spokojny, grany na gitarze klasycznej. Ana wiele się od tamtego czasu nie zmieniła, podobnie z resztą jak i Mag. Wtem ktoś zapukał do drzwi. Ana zatrzymała teledysk akurat na obrazie płaczącej Margaret.

An podeszła do drzwi, otwarła je. W progu stał Yukwon.
-Cześć Ana.-przywitał się. Dziewczyna w odpowiedzi uśmiechnęła się i zaprosiła go do środka. Wzrok U-Kwon'a przykuła gitara.
-Grasz?-spytał i skinął głową w stronę instrumentu.
-Grałam.-odpowiedziała po chwili Ana i usiadła przed laptopem. Wzięła gitarę do ręki i włączyła z powrotem piosenkę i przypominała sobie chwyty. Yukwon usiadł obok i skrzywił lekko głowę patrząc na laptopa.
-Zatrzymaj.-poprosił, zrobiła to. Tym razem kadr przedstawiał Ret stojącą na środku ciemnego pola, obok niej stała Ana z gitarą a za nimi była reszta zespołu.
-Czemu ona mi przypomina Margaret?-mruknął. An zagryzła lekko wargę.
-Bo to jest Margaret, a ja stoję tutaj.-odpowiedziała i wskazała kursorem na siebie. Kwonnie był wyraźnie zaskoczony.
-Jesteście sławne?-zapytał. An pokiwała przecząco głową.
-Już nie.-odwróciła lekko głowę.
-"Już"?
-Soul's Choir się rozpadł kilka lat temu, a i tak nas znali na niewielkim terenie.
-Szkoda.-Yukwon zerknął z powrotem na monitor. An spojrzała na niego pytająco.-Z tego co słyszę, byliście nieźli. Margaret ma świetny głos, byłaś genialną gitarzystką, a reszta zespołu nie gorsza.-dodał.
-Dziękuję.-powiedziała An i uśmiechnęła się delikatnie. Piosenka się skończyła, a Ana zaczęła ją grać.
-Masz gdzieś tekst?-spytał Yukwon.
-Mag gdzieś ma, ale lepiej poszukaj w necie.-odpowiedziała An. Chłopak  poszukał i owszem-znalazł.
-Zagraj to jeszcze raz, spróbuję zaśpiewać.-zaproponował. Ana się zgodziła, wskazała Kwonniemu kiedy ma zacząć i jako-tako mu to wyszło.
-Jednak Mag śpiewa to lepiej.-powiedział i zaśmiał się cicho.
-Pamiętaj, że ona to zarówno pisała jak i komponowała. Zaśpiewasz drugi raz i będzie genialnie.-odpowiedziała.-A i tak już jest.-dodała szeptem. Zaczęli od początku.

          Mag zdążyła już rozebrać silnik do wymaganego poziomu i zabrała się za wymienianie tłoka. Nie zauważyła Zico, który właśnie wszedł i przyglądał się jej. Zaklął pod nosem i przejechał ręką po swoich włosach widząc ile odkrywa rozdarta bluzka Magie.

Ret odrzuciła włosy do tyłu i zobaczyła Jiho.
-O, siema!-przywitała się i pomachała mu. Blondyn trochę się speszył, bo widać było, że Mag się domyśliła gdzie patrzył przed chwilą.
-Cześć.-rozluźnił się i podszedł do dziewczyny.
-Co robisz?-spytał. Kiedy zorientował się jakie to drętwe i typowe pytanie zadał, strzelił się w czoło.
-Tłok mi się zjebał.-odpowiedziała spokojnie Mag, wiedząc, że Woo wcale nie jest takim drętwym ciulem, żeby zaczynać rozmowę, od "Co robisz?", albo "Co tam?".  Mag wstała i wyjęła z szuflady skręta. Włożyła go do ust i odpaliła, po czym zerknęła na Zico. Dziwnie się na nią gapił, zorientowała się o co chodzi.
-No co? To, że palę zioło nie znaczy, że jestem dziwką.-mruknęła i wypuściła dym z ust.
-Palisz zioło?-spytał lekko zakłopotany Jiho.
-A na co ci to wygląda?-odpowiedziała Mag zaciągając się i dmuchnęła w twarz chłopaka. Uśmiechnęła się.
-Chcesz?-spytała i skinęła w jego stronę ręką, w której trzymała skręta. Zico nie miał w zwyczaju palić niczego, ale tym razem dał się skusić i odebrał marihuanę od Mag. Zaciągnął się i po chwili wypuścił dym z ust.
-Nic nie czuję.-stwierdził.
-Bo za krótko trzymasz.-odpowiedziała Mag i zaciągnęła się, po czym, pociągnęła blondyna za koszulkę i zbliżyła się lekko, stanęła na palcach i wpuściła dym z swoich ust do jego. Oddaliła się trochę i zakryła Zico usta.
-Trzymaj, trzymaj.-szepnęła cicho. Po dłuższej chwili odkryła jego wargi i kazała mu wypuścić dym.-No i jak?-spytała i wyszczerzyła się.
-Zajebiście.-stwierdził Woo. Mag zaciągnęła się kilka razy i dała Zico skręta, po czym wyjęła drugiego. W całym garażu unosił się zapach zioła, a Mag i Zico siedzieli przy ścianie i śmiali się z farby na suficie.
-Dobra, muszę dokończyć składać ten motor.-rzuciła Mag próbując się podnieść. Wtem Zico pieprznął ją w łeb.
-Nie zajmuj się teraz tym, ciulu, bo spierdolisz.-wycedził. Mag wróciła na miejsce i popchnęła go, po czym usiadła mu na kolanach.
-Śmiesz we mnie wątpić, ty dresie niemyty?-spytała ironicznym głosem. Oboje zaczęli się śmiać.
-Szczerze? Tak.-odpowiedział i poczochrał jej włosy.
-Ty chuju.-fuknęła udając obrażoną i zeszła z kolan Zico.
-Oj tam, i tak mnie kochasz.-odpowiedział. Tak wyglądały ich następne dwie godziny razem. Wyszło na to, że Zico rozerwał Mag bluzkę a ona, stwierdzając, że muszą być rozebrani w tym samym stopniu, zdjęła z niego koszulkę i ją spaliła.
-Musisz częściej ze mną palić, bo jesteś zajebisty.-powiedziała Mag po tym jak oboje zeszli z haju.
-Nie zrobisz ze mnie ćpuna.-powiedział Zico.
-Nie mam zamiaru, sama nie jestem ćpunem.-odpowiedziała. Zico spojrzał na nią jak na debila.
-No co?-Mag się zaśmiała.-Mogę żyć bez zioła!-dodała. Zico wzruszył ramionami.
-Tak w ogóle to masz fajne cycki.-rzucił, wyszedł z garażu i poszedł do domu.

          -Jiho! Gdzie ty byłeś? Chodźcie tu, muszę wam coś pokazać!-krzyknął Yukwon i włączył swojego laptopa. Cały zespół zebrał się wokół niego, Kim wstukał w youtube nazwę zespołu.
-Devil's Choir?-spytał Zico i dziwnie na niego spojrzał.
-Zobaczysz o co chodzi.-odpowiedział mu Kwonnie po czym wpisał nazwę piosenki, którą grał z Aną. Włączył teledysk.-A teraz, kogo wam przypomina ta dziewczyna?-spyta i uśmiechnął się. Pierwsza scena teledysku przedstawiała cały zespół stojący na polu i zbliżenie na patrzącą w gwiazdy Margaret.
-Co?!-powiedział chórem zespół.
-No, Margaret.-odpowiedział Yukwon. Po przesłuchaniu piosenki chłopaki stwierdzili, że jest fajna.
-Od kiedy one są sławne?-spytał Kyung.
-Już nie są, były, bo zespół się rozpadł.-odpowiedział Kwonnie. Przez jakiś czas chłopaki myśleli o tym, czy dziewczyny mają zamiar do tego wrócić, po czym poszli ćwiczyć układy.

czwartek, 23 stycznia 2014

Dobranoc, aniołku - Tao (EXO)

Opowiadanie z dedykacją dla Ani ♥♥♥



          Mieszkałaś już od dłuższego czasu w Seoulu. Dokładnie drugi rok. Zaczęło ci się już nudzić to miasto, jednak nie miałaś na co narzekać. Dostałaś pracę w świetnym miejscu, co nawet ciebie bardzo dziwiło, bo miałaś w końcu tylko dziewiętnaście lat.
         Zbliżał się dzień, na który czekałaś bardzo długo - koncert twojego ulubionego zespołu, EXO. Dopiero wówczas zdołałaś znaleźć czas, więc bardzo się cieszyłaś, że będzie on już niedługo. Przez następne kilka dni myślałaś tylko o tym, ledwo dałaś radę skupić się na swojej pracy.
          Nadszedł dzień koncertu. Był to na szczęście dzień wolny, więc mogłaś poświęcić temu wydarzeniu cały swój czas. Miałaś bilet z VIP'em, więc stwierdziłaś, że musisz się dobrze prezentować. Jednak nie chciałaś wyglądać, jakbyś urwała się spod latarni, dlatego starałaś się nie przesadzić.
Wieczorem wyszłaś. Szybko dotarłaś swoim motorem pod klub, w którym odbywał się koncert. Najpierw było spotkanie z fanami posiadającymi VIP, czyli między innymi Tobą. Nie było was wiele - zaledwie jedenaście osób. Stresowałaś się. Jednak kiedy wszedł zespół, ku swemu zdziwieniu, poczułaś się rozluźniona. Przeleciałaś wzrokiem po zdenerwowanych fankach dochodząc do wniosku, że jako jedyna nie masz tej dwunastki siedzącej przed wami, za wcielenia bóstw.
          Spotkanie przebiegło szybko, odzywałaś się głównie ty, bo jako jedyna byłaś spokojna. Twoje nastawienie najwidoczniej zaintrygowało chłopaków, przynajmniej Tao, bo ten złapał cię gdy reszta już wyszła i poprosił o rozmowę.
-Zawsze jesteś taka opanowana?-spytał. Dopiero teraz twój puls lekko przyspieszył, bo wiedziałaś, że jesteś sam na sam z chłopakiem, który z EXO najbardziej ci się podobał. Starałaś jednak przyjąć do wiadomości to, że Tao jest zwykłym człowiekiem jak każdy inny, tylko jest sławny.
-Tak, to znaczy zazwyczaj. Staram się.-odpowiedziałaś spokojnie, ponownie zadziwiając samą siebie. Spojrzałaś przelotnie ciemnowłosemu w oczy, czasami jego spojrzenie trochę cię przerażało.
-Nie mam za wiele czasu, więc streszczę. Chciałbym cię poznać trochę bliżej, dasz mi swój numer?-spytał, a twoje źrenice lekko się rozszerzyły, o dziwo jednak nadal zachowałaś stoicki spokój.
-Pewnie.-odparłaś uśmiechając się. Twarz chłopaka lekko rozpromieniała widząc twój uśmiech. Wymieniliście się numerami telefonów, po czym Tao musiał już iść.
-Masz śliczny uśmiech.-powiedział i odszedł. Zarumieniłaś się lekko. Stałaś tak przez kilka sekund i poszłaś pod scenę. Inne dziewczyny trochę dziwnie na ciebie patrzyły, ale nie obchodziło cię to. Koncert zaczął się na dobre, a ty starałaś się bawić jak najlepiej mogłaś. Nawet nie zauważyłaś kiedy minęły wszystkie piosenki i ludzie zaczęli się rozchodzić, ty razem z nimi.
          Po koncercie dostałaś sms, zerknęłaś na wyświetlacz swojego smartphone'a. Wiadomość była od Tao. Jej treści brzmiała: ,,Cześć. i jak, podobał się koncert? ^^", uśmiechnęłaś się do siebie i odpisałaś słowami: ,,Bardzo i żałuję, że nie idę na następny ;-;", wysłałaś. Po chwili dostałaś odpowiedź - spytał dlaczego. Napisałaś, że nie masz czasu, bo prcujesz. Chłopak zrozumiał. Pisaliście cały wieczór, poznając się trochę, polubiłaś go nie tylko jako muzyka, ale i człowieka.
         Następnego dnia myślałaś, że to był tylko sen, dopóki nie spojrzałaś na telefon. Dostałaś od Tao wiadomość o treści: ,,Wstawaj śpiochu :p", przyszła dziesięć minut wcześniej. Odpisałaś, że już nie śpisz. Znowu zaczęliście pisać, bardzo to polubiłaś i przez to wyszłaś za późno i spóźniłabyś się do pracy. Cały czas wisiałaś nad telefonem próbując skupić się jak najbardziej na swoim zawodzie. Skończyłaś wcześniej. Spytałaś Tao, czy jest  jeszcze w Seoulu, odpowiedział, że tak. Postanowiliście się spotkać.
-Tao!-krzyknęłaś i uśmiechnęłaś się na jego widok. Przywitał cię, tuląc do siebie.
-To gdzie idziemy?-spytałaś.
-Chodź do Gucciego, mój ulubiony projektant.-odpowiedział. Zgodziłaś się, miałaś tylko jedną rzecz od Gucciego, więc pomyślałaś, że coś sobie kupisz. Siedzieliście w tym sklepie ponad dwie godziny, pochodziliście jeszcze po butikach i pod wieczór Tao odprowadził cię do domu.
-Nie musiałeś mnie przecież prowadzić pod same drzwi.-stwierdziłaś otwierając zamek.
-Wolę być pewien, że nic ci się nie stanie.-odparł.
-Wchodzisz?-zapytałaś. Powiedział, że nie ma już czasu, pożegnał się i poszedł.
          Trwało to już ponad miesiąc, a ty zaprzyjaźniłaś się z członkiem EXO. W pracy zostałaś wezwana do szefa na rozmowę. Okazało się, że kończy ci się umowa, a już mają kogoś na twoje miejsce. Zmartwiłaś się, w końcu drugi raz tak dobrej pracy nie dostaniesz. Wyżaliłaś się Tao, on w odpowiedzi napisał: ,,To zrezygnuj, z mieszkania też. Jedź do Chin, zamieszkasz ze mną ;*", zdziwiłaś się. Nie wiedziałaś czy wziąć to na poważnie, czy on tylko się droczy, ,,Ty tak serio?" napisałaś. Odpowiedział, że tak. Tydzień później już z nim mieszkałaś, na początku dziwnie się czułaś, bo to w końcu Chiny, za wyjątkiem Tao i Luhana nikogo tam nie znałaś, a porozumiewałaś się po angielsku lub w koreańskim.
          Mieszkałaś z chłopakami już dobre dwa tygodnie, gdy ci postanowili wziąć cię na imprezę. Uszykowałaś się i poszłaś do Tao i Luhana, ci już na ciebie czekali.
-Dłużej się nie dało?-rzucił żartobliwie Tao, w odpowiedzi pokazałaś mu język. Wyszliście.
          Na dyskotece świetnie się bawiłaś, można powiedzieć, że aż za dobrze, bo nieźle się upiłaś. Nie pamiętałaś nic. Rano obudziłaś się, o dziwo, w domu, ale w łóżku Tao. W bonusie on leżał obok ciebie, a ty go przytulałaś. Wystraszyłaś się trochę, lecz gdy zerknęłaś pod kołdrę odetchnęłaś z ulgą. Na szczęście oboje byliście w pełni ubrani. Nie chciałaś stracić dziewictwa po pijaku, w dodatku ze swoim przyjacielem. To znaczy, z Tao tak, po pijaku już nie, chłopak w końcu bardzo ci się podobał. Szczególnie jak spał, był taki słodki.
-Tao, wstawaj.-mruknęłaś do niego pukając w czoło. Patrzyłaś jak powoli rozchyla oczy, uśmiechnął się i poczochrał ci włosy.
-Nie pij już więcej.-stwierdził i uśmiechnął się złośliwie. Zaczęłaś mieć jakieś podejrzenia, w końcu mogłaś się ubrać, prawda?
-Tao, my chyba nie...-nie dokończyłaś, bo chłopak przyłożył ci palce do ust.
-Sama zobaczysz.-powiedział, po czym wstał.
-Tao!-fuknęłaś, teraz już naprawdę się przestraszyłaś. Wstałaś za nim i złapałaś go za rękę, trzymałaś z całej siły, zdając sobie sprawę, że jakby chciał to spokojnie by się wyrwał.
-Tao, proszę.-dodałaś jak najsłodszym głosem, na jaki było cię stać w obecnej chwili. Ciemnowłosy odwrócił się, objął cię w pasie i przytulił.
-Nie martw się, przecież bym cię nie przeleciał... Przynajmniej jak jesteś pijana.-szepnął ci do ucha, po czym puścił i odszedł. Przyłożyłaś ręce do policzków, bo czułaś, że się rumienisz. Stałaś tak przez chwilę po czym poszłaś do swojego pokoju. Zamknęłaś się na klucz i usiadłaś na łóżku. Spędziłaś jakiś czas w tej pozycji myśląc. Doszłaś do wniosku, że Tao raczej nie jest takim sukinsynem i powiedziałby ci, gdyby naprawdę coś między wami zaszło tej nocy. Wyszłaś z pokoju i usiadłaś na kanapie w salonie. Przyszedł do ciebie Kris, usadowił się obok i skierował wzrok w twoją stronę.
-Coś się stało?-spytał. Pokręciłaś przecząco głową.
-Nie, co miałoby się stać?-odpowiedziałaś, lider wzruszył lekko ramionami.
-Nie wiem, wyglądałaś na smutną.-rzucił. Uśmiechnęłaś się.
-Tak lepiej?-spytałaś, odwzajemnił uśmiech, po czym ujął cię w talii i przytulił.
-I taka masz być cały czas.-zaśmiał się i pocałował cię w czoło. Połaskotałaś go, ten odskoczył, ale zaraz postanowił się zemścić. Przygwoździł cię do kanapy i dźgnął w brzuch, pisnęłaś i szarpnęłaś się, zaczęliście się przekomarzać. Ta mała wojna trwała dobre dziesięć minut, dopóki nie dostałaś sms.
-Kris! Kris, przestań na chwilę!-uniosłaś się i wygramoliłaś spod przyjaciela. Wzięłaś telefon do ręki i przeczytałaś wiadomość i zachciało ci się płakać, przyłożyłaś dłoń do ust, a twoje oczy zeszkliły się. Po twoich policzkach zaczęły płynąć pojedyncze łzy. Sms był od twojej przyjaciółki, która mieszkała jeszcze w Polsce, treść brzmiała: ,,Unnie, przepraszam, że ci wcześniej nie powiedziałam, ale tydzień temu trafiłam do szpitala. Dokładniej to wpadłam pod ciężarówkę, miałam przeszczep, powinno być już wszystko ok, ale i tak chciałam ci o tym powiedzieć. Przepraszam jeszcze raz, że mówię o tym dopiero teraz." Wbiegłaś do swojego pokoju, wzięłaś kilka pierwszych lepszych rzeczy, włożyłaś je do torby. Byłaś już zapłakana. Wyszłaś z pomieszczenia, a obok drzwi stał Tao, gdy zobaczył w jakim jesteś stanie, objął cię za ramiona i spojrzał w twoje czerwone od płaczu oczy.
-Co się stało?-spytał zmartwiony, objęłaś go.
-Przepraszam, powiem ci kiedy indziej, teraz muszę iść, wrócę za dwa tygodnie.-odpowiedziałaś, pocałowałaś go w policzek i wybiegłaś z domu.
         Szybko znalazłaś się na lotnisku, wzięłaś pierwszy lepszy samolot do Polski, kupiłaś bilet i wsiadłaś na pokład. Ciągle płakałaś, tak przez cały lot. Gdy wysiadałaś przemknął ci przed oczami obraz Tao. Uznałaś, że po prostu już za nim tęsknisz i poszłaś dalej. Z Warszawy do Krakowa, gdzie leżała twoja przyjaciółka, poleciałaś kolejnym samolotem. Gdy byłaś na miejscu złapałaś pierwszy lepszy środek transportu i pojechałaś do szpitala. Wbiegłaś do sali, twoja przyjaciółka leżała popodpinana do wszystkiego, jak akumulator samochodowy.
-O Boże.-szepnęłaś do siebie i podbiegłaś do łóżka. Siedziałaś przy niej ciągle, przez całą noc i do wieczora następnego dnia. Potem sama kazała ci iść do domu i dała ci klucze do swojego mieszkania, mówiąc, że możesz tam zostać ile będziesz potrzebowała.
          Gdy wyszłaś było już ciemno. Postanowiłaś, że skrócisz sobie drogę i poszłaś bardzo wąską, ciemną uliczką, o ile dobrze pamiętałaś, to była najszybsza droga. W pewnym momencie ktoś cię szarpnął, a ty poczułaś coś zimnego przy gardle.
-Jak nie będziesz krzyczeć, to nie zrobię ci krzywdy.-usłyszałaś. Przeraziłaś się. Wiedziałaś jaka jest Polska, dlatego się stamtąd wyprowadziłaś, ale nie sądziłaś, że spotka coś takiego akurat ciebie. Poczułaś rękę, która sunęła po twoim biodrze i dotarła do spodni.
-Ładniutka jesteś.-usłyszałaś. Twoje źrenice bardzo się rozszerzyły, zacisnęłaś pięć.
-Shibal, sekki!-warknęłaś i złapawszy napastnika za rękę, w której trzymał nóż, wykręciłaś mu ją. Wtem ktoś cię odepchnął, chciałaś sprawdzić kto to, ale się przewróciłaś i straciłaś przytomność. Ocknęłaś się, jak ktoś wypowiadał twoje imię, rozchyliłaś oczy. Nad tobą była osoba, którą bardzo dobrze znałaś, nawet z nim mieszkałaś.
-T-Tao.-szepnęłaś i objęłaś chłopaka za szyję po czym przytuliłaś go.
-Co ty tu robisz, debilu?-spytałaś, pomógł ci wstać i pozwolił oprzeć się o swoje ramię.
-Martwiłem się. Płakałaś zanim wybiegłaś z domu. Chciałem być pewien, że jesteś bezpieczna.-odpowiedział cicho. Musiałaś mu wytłumaczyć, dlaczego płakałaś, że po prostu się martwiłaś i musiałaś tu przyjechać. Poszliście do mieszkania twojej przyjaciółki, gdzie stwierdziliście, że jesteście zmęczeni i idziecie spać.
-Tao, ale jest jeden problem.-powiedziałaś. Chłopak odwrócił się i spojrzał na ciebie.
-Mhm, no jaki?-spytał.
-My miałyśmy jedno łóżko.-zrobiłaś głupią minę, Tao uśmiechnął się i rozczochrał ci włosy.
-E tam, raz już ze mną spałaś, dwa tygodnie nas nie zbawią.-odparł spokojnie. Odwzajemniłaś uśmiech i przytuliłaś się do przyjaciela. Co prawda łóżko było spore, ale i ty i Tao lubiliście się rozpychać. Położyłaś się, chłopak obok ciebie. Spał bez koszulki, miałaś mieszane uczucia w związku z tym faktem, co jeszcze się nasiliło, gdy ten objął cię od tyłu.
-Dobranoc.-powiedział.
-Dobranoc.-odpowiedziałaś. Nie miałaś zamiaru iść spać.
-Będziesz mnie tak całą noc przytulać?-spytałaś i zaśmiałaś się, żeby trochę się rozluźnić.
-Tak.-odpowiedział i przytulił cię mocniej. Odwróciłaś się w jego ramionach.
-Tao, przecież nie jesteśmy parą, a nie stęskniłeś się za mną aż tak bardzo, co?-powiedziałaś i pokazałaś mu język.
-Tak się o ciebie bałem, że mogę.-odparł i odwrócił cię z powrotem tyłem do siebie. Zasnęłaś będąc przytulana przez Tao.
         Spaliście tak tylko raz. To znaczy Tao zawsze cię przytulał na dobranoc, ale zazwyczaj przestawał po tym jak zasnęłaś. Te niecałe dwa tygodnie przebiegły bardzo szybko i spokojnie. Można to nazwać swego rodzaju wakacjami. Po dwóch tygodniach wróciliście do Chin. Na powitanie podbiegł Luhan, krzycząc twoje imię.
-Nic ci nie jest? Co się stało, że tak nagle wyjechałaś? Tęskniliśmy.-powiedział i przytulił cię mocno. Odwzajemniłaś, po czym musiałaś przytulić każdego z osobna i wyjaśnić, czemu musiałaś wyjechać.
-Aww, słodkie.-stwierdził Luhan. Wszystko się uspokoiło, a ty poszłaś przed dom, chciałaś pomyśleć. Usiadłaś na ławce i westchnęłaś cicho. Patrzyłaś na kontury miasta, czerniejące pod wpływem zachodu słońca. Było już chłodno, w końcu wczesna jesień. Przeszły cię ciarki i poczułaś czyjąś ciepłą dłoń na swoim ramieniu. Chwilę później ktoś cię przytulił i usadził sobie na kolanach.
-Nie rób tak więcej.-usłyszałaś ciepły głos Tao, uśmiechnęłaś się.
-Obiecuję.-odpowiedziałaś i wtuliłaś się w przyjaciela. Podkuliłaś nogi, przez co wyglądałaś jak małe dziecko.
-Coś się stało?-spytał Tao i spojrzał na ciebie.
-Nie, nic.-powiedziałaś, ale ten ci nie uwierzył. -Na prawdę nic się nie stało.
-Przecież widzę.-upierał się i odwrócił cię przodem do siebie.
-Wszystko w porządku, po prostu jestem zmęczona.-mruknęłaś i uśmiechnęłaś się.
-Bardzo?-spytał.
-Trochę.-odpowiedziałaś. Uśmiechnął się i pocałował cię w czoło, po czym wstał ciągnąc cię za sobą i ustawił tyłem do siebie.
-Tao, co ty robisz?-spytałaś kiedy ten zawiązał ci oczy.
-Zobaczysz.-szepnął ci do ucha. Ciarki cię przeszły, on położył ci ręce na ramionach i zaczął gdzieś prowadzić. Byłaś zdezorientowana, trochę się bałaś, jednak postanowiłaś zaufać Tao. W końcu raczej nie chciał ci zrobić krzywdy... Poczułaś chłód na twarzy i jakby morską bryzę.
-Jesteśmy.-Tao szepnął ci do ucha i rozwiązał oczy. Staliście na pomoście, wokół była plaża. Chłopak cię przytulił i uśmiechnął się.
-I co, podoba się?-spytał. Zaśmiałaś się i przytaknęłaś. Zdjęliście buty i weszliście na piasek. Nie wiedziałaś, że jest tam plaża. Rzadko wychodziłaś z domu, bo nie znałaś chińskiego i z nikim byś się nie dogadała na większą skalę.
-To idziemy?-spytałaś. Skończyło się na tym, że oboje byliście mokrzy, bo najpierw ty popchnęłaś Tao do wody, po czym on ciebie. Gadaliście o pierdołach i tak zeszły wam dwie godziny.
-Idziemy gdzieś jeszcze?-spytałaś.
-A chcesz?-odpowiedział Tao.
-Chodźmy na jakaś imprezę. Dawno na żadnej nie byłam.-zaproponowałaś. Tao się zgodził.
-Ale chyba nie pójdziesz w tym?-stwierdził oprowadzając cię wzrokiem. Zorientowałaś się o co mu chodzi, jak zdałaś sobie sprawę, że jesteś ubrana w shorty, bokserkę i koszulę flanelową.
-Nie chcę mi się wracać.-mruknęłaś.
-To chodź, kupię ci coś.-uśmiechnął się.
-Tao...-spojrzałaś na niego jak na debila-...Jest 22, gdzie ty teraz znajdziesz otwarty butik?-wzruszyłaś ramionami. Ten znowu oprowadził cię wzrokiem.
-Chodź.-rzucił i zaciągnął cie do plażowej przebieralni. Ściągnął ci koszulę.
-Zdejmuj spodnie.-poprosił z uroczym uśmiechem.
-Mam się bać?-spytałaś.
-Nie musisz. Zdejmuj.-powtórzył. Wstydziłaś się, ale zrobiłaś co prosił, ten zaraz zdjął z ciebie bluzkę.
-Ty, może jeszcze stanik mi ściągniesz?-warknęłaś i wydęłaś dolną wargę.
-Nie, po co.-stwierdził i kazał ci podnieść ręce. Zrobiłaś to. Ten założył na ciebie twoją koszulę, zapiął ją w ponad połowie, po czym ściągnął ci rękawy, owinął wokół talii i związał z przodu w kokardkę. Wyglądało jak sukienka.
-Kreatywny jesteś, ale czuję się zmacana.-stwierdziłaś.
-A tam, gadasz, przynajmniej możemy gdzieś iść.-uśmiechnął się.
          Poszliście do klubu. Oboje dobrze się bawiliście, ale i tak starałaś się nie pić za wiele. Po kilku godzinach postanowiliście się wrócić.
-Tao, która godzina?-spytałaś.
-3.20-odpowiedział.
-Weź, nie chce mi się iść do domu.-wymruczałaś mu w ramię.
-To idziemy do hotelu?-spytał. Przytaknęłaś. W pokoju wypiliście jeszcze butelkę wina, ty poszłaś pod prysznic, Tao po tobie. Siedzieliście w salonie.
-Robimy coś przez resztę nocy, czy idziemy spać?-spytałaś. Włączyłaś telewizor, leciał jakiś chiński horror.
-Oglądamy?-mruknęłaś. Zgodził się.
-Tylko ja się boję horrorów.-powiedział niepewnie Tao.
-Nie masz czego, ja cię obronię.-uśmiechnęłaś się i przytuliłaś przyjaciela. Tao podkulił nogi, przytulił cię i zaczął oglądać. Podczas sceny, gdy jedna z bohaterek zostaje rozcięta na pół przez piłę do drewna, a jej krew i flaki tryskają na zwłoki dziesięciu innych osób, Tao wtulił głowę w twoje ramię.
-Fu.-szepnął. Zaśmiałaś się.
-Ty to jednak głupi jesteś.-powiedziałaś i pokazałaś mu język. Horror skończył się na scenie, gdy ostatni żywy człowiek uciekł, ale zwariował i podciął sobie żyły w szpitalu psychiatrycznym.
-To idziemy spać?-spytałaś.
-Okej.-odpowiedział. Znowu spaliście w jednym łóżku, jakoś przestało cię to krępować, przynajmniej do momentu jak się nie stykaliście. Tao odwrócił się do ciebie i szepnął twoje imię. Skierowałaś wzrok w jego stronę.
-Mhm?-mruknęłaś.
-Ja...-zacisnął powieki.-Ja ci muszę coś powiedzieć.-dokończył.
-Booooże, nie możesz rano?-wybełkotałaś. Tao zbliżył się do ciebie i usiadł ciągnąc cię za sobą. Zacisnął pięść na kołdrze.
-Chciałem ci to powiedzieć wcześniej, ale nie dałem rady. Jesteśmy przyjaciółmi i wiele dla mnie znaczysz, ostatnio nawet bardziej niż wiele.-szepnął patrząc w dół. -Próbuję ci powiedzieć, że się w tobie zakochałem.-dokończył, ale to, że uśmiechnął się pod nosem bardzo cię zmyliło. Już nie wiedziałaś, czy mówi serio, czy tylko żartuje. Najgorsze było to, że byłaś jednak trochę pijana.
-Nie mogę z Tobą więcej oglądać horrorów, bo ci po nich odbija.-powiedziałaś, wstałaś i wyszłaś z pokoju, po czym ubrałaś się i wyszłaś na ulicę.
          Szwendałaś się po mieście całą noc. Nad ranem dostałaś sms'a od Luhana, napisał: "Wiesz co się stało Tao? Przyszedł przed chwilą i płacze ;-;". Zdałaś sobie sprawę, jak zraniłaś Tao. Odpisałaś Luhanowi: "Nie wiem, przykro mi." wysłałaś wiadomość i poszłaś dalej się szwendać. "Jak tam Tao?" spytałaś po jakimś czasie pisania z Luhanem, "Kris z nim rozmawia, siedzą zamknięci w pokoju" odpowiedział. Miałaś straszne wyrzuty, ale ciężko ci było tak po prostu iść tam i z nim pogadać. "Tao, przepraszam za to wczoraj, nie chciałam cię zranić." napisałaś i wysłałaś do Tao, po czym jeszcze wysłałaś wiadomość do Luhana, w której powiedziałaś, że nie będzie cię jakiś czas i mają się nie martwić. Wyłączyłaś telefon i poszłaś na lotnisko. Musiałaś trochę poczekać, ale szybko wsiadłaś do samolotu do Seoulu. Poszłaś do Suho, wiedziałaś, że on cię przenocuje. Opowiedziałaś mu to, co zaszło między tobą a Tao. To znaczy większość nie powiedziałaś, np. że jest w tobie zakochany. Nie chciałaś i tyle.
          Suho zgodził się cię przenocować jakiś czas, reszta EXO-K, jakimś cudem cię nie zauważyła. Nie wychodziłaś z pokoju, wszystko dostarczał ci Suho, trwało to tydzień. Przemyślałaś wszystko, jedna sprawa stała się dla ciebie jasna - Tao znaczył dla ciebie więcej, niż myślałaś, to było silniejsze niż przyjaźń. Poinformowałaś Suho, że wracasz do Chin i sprawdziłaś kiedy masz samolot. Dwie godziny. Poszwendałaś się z Suho po mieście, po czym odprowadził cię na lotnisko.
          Gdy już byłaś na miejscu napisałaś do Luhana pytając, czy są w domu. Odpowiedział, że jest tylko Tao, bo wszyscy są na mieście, a on jeszcze nie wyszedł z dołka. Poszłaś do domu i stanęłaś przed drzwiami do pokoju Tao. Wahałaś się przez chwilę, ale weszłaś do środka. Tao leżał na swoim łóżku tyłem do drzwi, nie ruszał się. Podeszłaś i odkryłaś go. Spał, a przynajmniej tak ci się zdawało. Położyłaś się za nim i objęłaś go.
-Przepraszam Tao.-szepnęłaś i dodałaś po chwili-Kocham cię.
Wtem poczułaś, że zostałaś popchnięta na plecy, czyli Tao jednak nie spał... Leżał nad tobą i uśmiechał się delikatnie, podczas gdy ty poczułaś, że się rumienisz. Chłopak zbliżył się do ciebie.
-Czyli jednak-zaczął, po czym prawie zetknął usta z twoim uchem. - Ja ciebie też.-dokończył szeptem.
          Wtuliłaś go w siebie i musnęłaś jego wargi swoimi, przymykając oczy. Tao pogłębił czynność, zmieniając niewinnego buziaka w namiętny pocałunek. Położył rękę na twojej talii i wsunął ją pod twoją bluzkę. Złapałaś go za nadgarstek.
-Coś się stało?-spytał i spojrzał na ciebie pytająco.
-No wiesz, Tao, po prostu, no, wiesz, ja jeszcze "tego" z nikim nie robiłam.-jęknęłaś zacinając się. On tylko się uśmiechnął.
-Spokojnie-zaczął.-ja też nie.
Rozluźniłaś się. Skoro to będzie pierwszy raz was obojga, to nie ma się czego obawiać. Spędziliście ze sobą noc, było wspaniale. Następnego dnia obudziłaś się w jego ramionach. On już nie spał, ale chyba czekał aż ty wstaniesz. Usiadłaś na łóżku, Tao cię przytulił i pocałował, powiedział, że cię kocha. Odpowiedziałaś tym samym i uśmiechnęłaś się.
          Chłopaki musieli gdzieś jechać. Postanowiłaś zostać w domu. Godzinę po tym jak wyszli, włączyłaś telewizor. Leciał jakiś program pokroju chińskich trudnych spraw. Oglądałaś, bo doszłaś do wniosku, że nie chce ci się przełączać.
-Boże, ale nuda.-mruknęłaś sama do siebie. Program się skończył i zaczęły lecieć wiadomości. Już miałaś przełączyć, gdy usłyszałaś:
"Z ostatniej chwili: w linii metra, którą jechał słynny zespół EXO, doszło do groźnego wypadku. Przypuszczalna liczba ofiar śmiertelnych to 28, osób przeniesionych do szpitala w stanie krytycznym-7, w tym raper zespołu EXO Huang Zi Tao, pozostała część pasażerów pociągu została tylko ranna."
Zatkało cię. Bez zastanowienia pojechałaś do szpitala. Całą drogę płakałaś, nie mogłaś się skupić na tym jak jedziesz. Rozpędzonym motocyklem przejechałaś na czerwonym świetle, na nieszczęście uderzył w ciebie tir. Zrobiło ci się czarno przed oczami. Poczułaś, że coś ciepłego spływa po twojej skroni, uderzyłaś o asfalt. Umarłaś.
          Po tym jak Tao wyszedł ze szpitala, odbył się twój pogrzeb. Stał jako ostatni przy twoim grobie. Nie mógł przestać płakać. W końcu, po kilku godzinach przyszedł po niego Luhan.
-Tao, chodź, jest późno, jutro też przyjdziemy.-powiedział. Też płakał. Tao się zgodził.
-Dobranoc, aniołku.-szepnął patrząc na grób i odszedł.